Dzień: 11 listopada 2020

Trójmiejska Strefa Szkód – BES-BLUM Kraken Team

Na kilka godzin przed rozpoczęciem meczu, nie było do końca pewne, czy ten się odbędzie. Jako, że w obecnym sezonie z problemami kadrowymi zmagało się sporo drużyn, nie inaczej było w przypadku Trójmiejskiej Strefy Szkód. Ostatecznie, drużyna wystąpiła w pięciu graczy i na dodatek wygrała spotkanie. To było dość dziwne, nie tylko ze względu na brak kompletnego składu. Pierwszy set zaczął się od prowadzenia TSS-u (6-3). Kraken ewidentnie przespał początek tego seta. Później nie było wcale lepiej i set zakończył się wysoką wygraną Trójmiejskiej Strefy Szkód do 11. Przed drugą partią w drużynie BES-BLUM doszło do małej roszady. W ataku zagrał Robert Skwiercz, natomiast Karol Richert przeszedł na przyjęcie. To przyniosło najwyraźniej oczekiwany skutek, bo set zaczął się od kilku punktów drugiego z wymienionych graczy. Kraken w tej partii prezentował się o niebo lepiej. Trójmiejska Strefa Szkód z kolei, zaczęła popełniać sporo błędów, które sprawiły, że ich rywale w trakcie tej partii prowadzili 10-5, czy 18-12. Seta, dwoma asami serwisowymi zakończył Karol Richert i drużyny mogły przygotowywać się do decydującej partii. Po drugim secie wydawało się, że mecz wygrają gracze Kraken. Nic bardziej mylnego, ostatnią partię od prowadzenia (4-1; 8-4) zaczęli gracze TSS-u. Z czasem zespół Ryszarda Nowaka zdołał doprowadzić do wyrównania, ale potem ‘odpalili się’ Dominik Błoński oraz Łukasz Sienkiewicz, którzy walnie przyczynili się do wygranej swojej drużyny (21-15) i całego meczu 2-1.

AVOCADO friends – Oliwa Team

Mecz o wszystko dla obu drużyn był zupełnie innym spotkaniem niż te, które pamiętamy doskonale z poprzednich rywalizacji obu drużyn. W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że każde z dotychczasowych spotkań kończyło się co prawda wygraną AVOCADO friends, ale mecze te były niezwykle zacięte i wyrównane. Przechodząc do sedna – w środowy wieczór nie spodziewaliśmy się takiego obrotu spraw. Zaczynając od końca – Oliwa Team przegrała arcyważne spotkanie z AVOCADO friends, ale nie tylko. Uważamy, że drużyna Dawida Karpińskiego przegrała to spotkanie z samym sobą. Przecież ‘Oliwiacy’ potrafią grać zdecydowanie lepszą siatkówkę. Gdyby ktoś przed meczem zapytał nas, czy Oliwa jest w stanie zagrać tak słabe spotkanie – powiedzielibyśmy, że nie. Mimo to, mecz z ‘Weganami’ był jednym z dwóch, obok meczu z Tufi Team, w których drużyna zaprezentowała się najsłabiej. Z tak dysponowanym rywalem ekipa ‘Wegan’ nie miała najmniejszych problemów. Wygrane do 9, 12 i 13 doskonale obrazują to, jak wyglądał ten mecz. AVOCADO friends z kolei było starym dobrym AVOCADO, które pamiętamy z poprzedniego sezonu. To właśnie ‘wegańska tożsamość’ drużyny była ich największym atutem. Pamiętamy doskonale mecze z sezonu Wiosna’20, kiedy drużyna grając pod presją – zawsze wygrywała. Nie inaczej było i tym razem. W związku z wygraną ‘Weganie’ zajęli ósme miejsce w lidze, co oznacza, że niebawem rozegrają mecz barażowy. Oliwa Team z kolei po sezonie spędzonym w elicie wraca do drugiej ligi, w której jakby nie patrzeć, będzie walczyć o awans.

Speednet – Epo-Project

Dla Epo-Project było to drugie spotkanie, które drużyna z Żukowa rozegrała w ostatnim tygodniu rozgrywek. Jak okazało się po środowym wieczorze, oba były z rywalami, z którymi gracze przez dłuższy czas się nie spotkają. Nie chodzi tu bynajmniej o to, że do sezonu Wiosna’21 zostało kilka miesięcy, a o to, że zarówno Speednet jak i Oliwa spadły do drugiej ligi. Epo-Project z kolei wygrało wszystkie cztery spotkania w grupie spadkowej i finalnie mieli grubo ponad dwa razy więcej punktów niż drużyna Speednetu, która zajęła ostatnie miejsce w tabeli. Speednet, co stało się pod koniec sezonu pewnego rodzaju tradycją, rozpoczął mecz w sześciu graczy. Epo-Project dość szybko zlokalizowało słabsze strony swoich rywali i wyszli na prowadzenie (8-4). Kilkupunktowa zaliczka sprawiła, że Epo-Project w pełni kontrolowało tego seta i mimo, że grali na totalnym luzie, nie dali sobie zrobić krzywdy i wygrali seta do 18. Drugą partię dla odmiany lepiej rozpoczęli gracze w różowych koszulkach (6-4). Z czasem inicjatywę przejęli zawodnicy Epo, którzy ponownie wypracowali sobie małą zaliczkę i wygrali seta do 18. Trzeci set był w zasadzie kopią dwóch pierwszych odsłon. Tym razem Epo wygrało do 17. Mimo tego, że Epo-Project wygrywa spotkanie 3-0 to nie można powiedzieć, że był to najsłabszy mecz w wykonaniu ‘Programistów’. Z pewnością to, co rzucało się z ich strony w oczy to fakt, że zabrakło kombinacyjnej gry. Było grane albo lewe albo prawe skrzydło, a jak wiadomo, po kilku piłkach nie stanowiło to dla przeciwników wielkiej zagadki.

Zmieszani – Letni Gdańsk

Drużyna Letniego Gdańska przystępowała do spotkania uskrzydlona pewnym zwycięstwem w stosunku 3-0, którego dokonali w meczu rozgrywanym przed spotkaniem ze Zmieszanymi. Dla ‘Letników’ sytuacja, w której grali dwa spotkania jednego dnia była bezprecedensowa, aczkolwiek z perspektywy czasu i wyniku wykręconego przez drużynę w środowy wieczór zastanawiamy się, czy ci nie będą wnioskować o to, aby stało się to regułą. Letni Gdańsk wygrał bowiem nie tylko z BL Volley, ale również ze Zmieszanymi, przy czym trzeba pamiętać, że rywal ten na papierze był zdecydowanie bardziej wymagający. Tyle teoria. Praktyka okazała się dość przykra dla drużyny Zmieszanych, którzy nie byli w stanie przeciwstawić się sile ofensywnej drużynie Piotra Kamińskiego. Mecze siatkówki mają to do siebie, że można mieć świetną drużynę w ataku, ale bez przyjęcia i obrony meczu się nie wygra. W tym elemencie graczem wybitnym jak na standardy amatorskiej ligi był w środowy wieczór libero Letniego Gdańsk – Damian Miłosz. Pierwszego seta Letnicy wygrali pewnie 21-16. Jeszcze lepiej zaprezentowali się w drugim secie, którego wygrali do 11. Mówiąc najdelikatniej jak się da, z taką sytuacją nie mógł się zbytnio pogodzić Jakub Wałdoch, który pokazał, że siłę ma nie tylko w rękach. Trzeci set to dalsza przewaga ‘Letników’, w których szeregach próżno było szukać słabych punktów. Dobrych była oczywiście cała masa. Rozegranie, środek, wspomniany wcześniej libero. Cóż, pewna wygrana za 3-0, która sprawia, że Letnicy wskakują na piąte miejsce.

Mental Block – BL Volley

Zgodnie z tym, o czym pisaliśmy w zapowiedzi, pomóc drużynie Mental Block w utrzymaniu mogła ich zaprzyjaźniona ekipa Letniego Gdańska. Wygrana drużyny Piotra Kamińskiego w stosunku 3-0 sprawiłaby, że Mentaliści na 100% kończyliby sezon przed drużyną BL Volley. Pisząc w skrócie – Letni Gdańsk wywiązał się ze swojego zadania i pewnie wygrał spotkanie w stosunku 3-0, co przy innych wynikach sprawiło, że drużyna Wojciecha Strychalskiego była już w trzeciej lidze. Nawet gdyby grająca na równoległym boisku drużyna AXIS przegrała spotkanie 0-3 z drużyną DNV to miałaby dziewięć punktów. Ich kolejny rywal – Rebelsi osiem, natomiast pomiędzy obiema drużynami doszłoby jeszcze do spotkania, po którym jedna z drużyn wygrywając, zepchnęłaby BL Volley na niższą pozycję. Samo spotkanie lepiej rozpoczęli gracze BL Volley którzy wyszli na prowadzenie 9-4, a następnie 12-4. Gdy wydawało się, że kwestia wygranej w tej partii jest oczywista, ‘Mentaliści’ zdołali podgonić rywala i doprowadzić do wyrównania 15-15. Mimo to, w końcówce lepiej zaprezentowali się gracze BL Volley i to oni cieszyli się z wygranej pierwszego seta. Drugi set dla odmiany lepiej rozpoczęli ‘Mentaliści’ (7-4). Z czasem gra się wyrównała i podobnie jak w pierwszym secie doszło do wyrównania 15-15. Tym razem, lepszą dyspozycję zaprezentowali gracze w niebieskich koszulkach i to oni wygrali tę partię do 17. Wygrana sprawiła, że Mental Block zapewnił sobie utrzymanie w lidze. Trzeci set rozpoczął się od prowadzenia BL Volley (5-1). Powodem takiego stanu rzeczy była spora liczba błędów własnych ich przeciwników. Z czasem drużyna Mental Block zaczęła popełniać ich coraz mniej, co w rezultacie doprowadziło do wyrównania partii (10-10). Finalnie to drużyna Wojtka Strychalskiego zdołała wygrać mecz w stosunku 2-1. Niestety, po debiutanckim sezonie drużyna BL Volley żegna się z drugą ligą.

AXIS – DNV GL S*M*A*S*H

Dla drużyny AXIS ostatnie mecze w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta to istne horrory i mecze ‘o wszystko’. Nie inaczej było w środowy wieczór, w którym drużyna Fabiana Polita mierzyła się z DNV GL S*M*A*S*H. Przyznamy Wam szczerze, nie dawaliśmy zbyt dużych szans ‘Czerwonym’. DNV to drużyna z górnych partii tabeli, która najczęściej ogrywa swoich rywali. Z drugiej strony, jest to również drużyna, którą można ograć. Udowodniła to chociażby ekipa, która podobnie jak AXIS walczy o utrzymanie w drugiej lidze SL3. Tamto spotkanie, które zostało rozegrane 13 października było jednak tym, w którym drużyna w białych koszulkach miała spore problemy kadrowe. Te sprawiły, że DNV zagrało w zaledwie pięciu graczy. W środowym spotkaniu gracze z parku naukowo-technologicznego desygnowali do gry siedmiu zawodników, wśród których nie zabrakło najważniejszych kart w talii kapitana Stanisława Paszkowskiego. Pierwszy set zaczął się dość nieoczekiwanie – od prowadzenia AXIS (13-8). Do tego momentu drużyna DNV oddała za darmo swoim rywalom aż 7 punktów. Mimo sporej przewagi AXIS pozwoliło rywalom na doprowadzenie do stanu 18-17. Gdy wydawało się, że DNV zdoła wyprzedzić rywala, ten dołożył trzy oczka i wygrał pierwszego seta do 17. Druga partia zaczęła się od jeszcze mocniejszego uderzenia AXIS niż w pierwszym secie. Drużyna w czerwonych koszulkach po mądrej i konsekwentnej grze wyszła na prowadzenie 10-3 i mimo, że później nie ustrzegła się błędów ,po których pozwoliła rywalom na wyrównanie 18-18 to set zakończył się happy-endem 21-19. Po tym secie widać było jednak, że DNV się rozkręca, czego dowód zobaczyliśmy w ostatnim secie, w którym DNV było lepszą stroną i gdy prowadzili 8-0! sprawa wygranej w tym secie była zamknięta.

Team Spontan – BES-BLUM Nieloty

Cel postawiony przez graczy BES-BLUM Nieloty na to spotkanie był jeden. Wygrać je za komplet punktów. Przed rozpoczęciem meczu drużyna dość długo wypatrywała swojego rywala, który okazał się typowym Spontanem i wpadł na spotkanie tuż przed jego rozpoczęciem. Na dodatek, co nie zdarza się zbyt często, drużyna wystąpiła w sześciu graczy. Sam mecz rozpoczął się od wysokiego prowadzenia ekipy Mateusza Bone (12-5). Do tego momentu drużyna Piotra Raczyńskiego zdobyła zaledwie jeden punkt po własnej akcji. Cała reszta wynikała z błędów Nielotów. Jeśli ktoś oczekiwał, że dalsza część seta będzie wyglądała już inaczej, musiał się rozczarować. Finalnie, set dla Spontana zakończył się wysoką porażką do 9, a w trakcie jego trwania drużyna zdobyła zaledwie trzy punkty po własnych akcjach. Takie sytuacje w drugiej lidze zdarzają się naprawdę bardzo rzadko. Drugi set, a jakże, rozpoczął się od prowadzenia Nielotów. To nie było jednak już tak okazałe jak w pierwszym secie i po kilku błędach Spontaniczni wyrównali (4-4), a następnie (7-7). Po chwili jednak, mimo wciąż powtarzających się błędów własnych, drużyna Mateusza Bone zdołała wyjść na czteropunktowe prowadzenie (13-9) i dowieźć je do końca (21-15). To, co trzeba jednak zauważyć to ponowną niemoc w wykończeniu akcji przez Spontanicznych, którzy jeśli już zdobywali punkty to najczęściej po błędach rywali. Trzeci set do stanu 8-8 był wyrównaną partią. Po chwili świetnie na zagrywce popracował rozgrywający – Szymon Łącki i Nieloty wyszły na kilkupunktowe prowadzenie. Finalnie, mimo, że był to zdecydowanie najlepszy set ‘Spontanicznych’ to ich rywale wygrali do 1, a całe spotkanie 3-0. Wynik zawodów był dokładnie taki, jak przewidywały wszystkie osoby, które interesują się rozgrywkami SL3. Przed Nielotami najważniejszy mecz sezonu. W czwartkowy wieczór zmierzą się z drużyną Dream Volley.

BL Volley – Letni Gdańsk

Marząca o utrzymaniu w drugiej lidze drużyna BL Volley grała w środowy wieczór aż dwa spotkania. Aby się utrzymać potrzebowała rzecz jasna punktów. Niestety dla nich, ich pierwszym rywalem była drużyna Letniego Gdańska, co oznaczało mniej więcej tyle, że ekipa Wojtka Strychalskiego mogła czuć to, co czuli gladiatorzy, którym ponad dwa tysiące lat temu przyszło mierzyć się w koloseum z wygłodniałym lwem. Gladiatorzy mieli w tych starciach co prawda iluzoryczne szanse, ale koniec końców efekt walki był taki sam. Nie inaczej było w meczu z ‘Letnikami’, którzy podobnie jak wspomniany wcześniej lew mieli w czterech literach to, że rywal walczy o życie. O ile do stanu 7-7 BL Volley był dla przeciwników równorzędnym rywalem, tak z czasem drużyna zaczęła popełniać coraz więcej błędów. Niestety, o ile z jakimiś leszczami może uszłoby to płazem, tak z Letnim było inaczej. Po chwili na tablicy wyników mieliśmy 13-8 dla Letniego, który bardzo często uruchamiał dobrze dysponowany tego dnia środek. Kilkupunktowa przewaga wystarczyła do tego, by kontrolować przebieg seta i wygrać go do 17. O ile pierwszy set był tym, w którym BL pokazało się z niezłej strony, tak w drugim byli tylko tłem dla coraz lepiej dysponowanego rywala. Scenariusz był mniej więcej podobny, tylko zakończenie inne. Do połowy seta wyrównana walka, później odpalili się Letni i zaczęli taśmowo zdobywać punkty. Prym wiódł w tym Maciek Jakubowski, którego bloki ledwo zmieściły się na protokole meczowym. To była istna ściana, która odebrała przeciwnikom radość uprawiania tego sportu. Trzeci set był najbardziej wyrównaną partią. Przez całą partię mieliśmy walkę punkt za punkt, lecz w końcówce ponownie dał o sobie znać Maciej Jakubowski, który był zdecydowanie najjaśniejszym graczem tego spotkania i poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa za komplet punktów.

Chilli Amigos – MiszMasz

Zgodnie z tym, o czym pisaliśmy w zapowiedzi przedmeczowej, spotkanie nie miało jakiegoś potężnego ciężaru gatunkowego. Był to mecz dwóch drużyn, które zajęły pierwsze oraz drugie miejsce w trzeciej lidze i obojętnie jaki by w meczu nie padł rezultat, sytuacja ta nie uległaby zmianie. O tym, jak dobra atmosfera i wzajemny szacunek panowały pomiędzy drużynami świadczyła sytuacja, do której doszło chwilę przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Gdy z szatni dołączyli już wszyscy gracze, którzy byli obecni tego dnia na meczu, otrzymali oni puchar, medale, oraz nagrodę ufundowaną przez naszego partnera – sklep Decathlon Kartuska. Wręczeniu medali towarzyszyły gromkie brawa od graczy Chilli Amigos, którzy pokazali tym samym najwyższą sportową klasę. Żartobliwie można stwierdzić, że ich rywale – MiszMasz są dość niewdzięczni i nie potrafią odwdzięczyć się swoim rywalom za ten gest. Początek pierwszego seta to prowadzenie MiszMaszu w stosunku 11-3. Co by nie mówić – Chilli do tego momentu miało potężne problemy w każdym elemencie siatkarskiego abecadła: atak, przyjęcie, rozegranie. Moglibyśmy wymieniać tak bez końca. W ogóle, pierwszy set upłynął pod hasłem chilli – się myli. Drużynie Grzegorza Walukiewicza totalnie nie szło i pierwszy punkt w secie zdobyli dopiero przy stanie… 17-8 dla rywali! Ostatecznie M&M wygrało tę partię do 13. Drugi set spełnił w końcu pokładane w nim oczekiwania. Mimo, że MiszMasz prowadzili już 9-2 to z czasem, ‘Papryczki’ się ogarnęły i podgoniły wynik. Mimo, że MiszMasz prowadził już 20-15, po chwili zrobiło się 20-20. Mimo to, drużyna Andrzaja Tararuja zdołała wygrać tę partię 22-20. Trzeci set rozpoczął się od prowadzenia 7-0 drużyny M&M. Z czasem gra się trochę wyrównała, ale nie zmieniło to postaci rzeczy i MiszMasz cieszył się z dwunastej wygranej w lidze.