Matchday #28

Za nami przedostatni tydzień rozgrywek. W czwartkowym hicie pierwszoligowym drużyna Tufi nie dała szans Trójmiejskiej Strefie Szkód. Ponadto, sporo ciekawego wydarzyło się na zapleczu elity. Największą niespodzianką była strata punktu drużyny Dream Volley. W trzeciej lidze kolejne zwycięstwa odniosły drużyny Niepokonani PKO Bank Polski oraz Speednet 2. Zapraszamy na podsumowanie czwartkowej serii gier!

Sprężystokopytni & Kitku – Team Spontan 3-0 (24-22; 21-12; 21-11)

Przed meczem pisaliśmy, że drużyna Sprężystokopytnych notuje w ostatnim czasie kapitalną serię wygranych z rzędu, zdobywając przy tym komplet punktów. Mimo to mieliśmy przeczucie, że mecz z drużyną Piotra Raczyńskiego nie będzie należał do najłatwiejszych. Pierwszy set wskazywał nawet, że będzie to prawdziwy dreszczowiec i jeśli Sprężystokopytni & Kitku zdobędą w czwartkowy wieczór komplet punktów to uznamy to za naprawdę poważną sprawę. Mecz rozpoczął się od bardzo wyrównanej walki. Na pochwałę zasługiwali przyjmujący obu drużyn, dzięki którym rozgrywający obu drużyn mieli prawdziwe pole do popisu. Pod koniec seta, pomimo że drużyna Kacpra Goszczyńskiego prowadziła zaledwie dwoma punktami wydawało się, że nie powinni mieć problemu z zakończeniem tej partii. Nic bardziej mylnego. Drużyna w pomarańczowych koszulkach nie zamierzała absolutnie odpuszczać i najpierw wyrównała, by później stanąć przed szansą wygrania seta. Niestety dla nich, przy stanie 22-21 ‘Spontaniczni’ nie zdołali wykorzystać piłki setowej i po chwili Maciej Wysocki atakiem sprawił, że to Sprężystokopytni wygrali tę partię. W kolejnych dwóch odsłonach dominowała jedna drużyna. O ile w pierwszej partii przyjęcie stało na wysokim poziomie, tak w drugim secie Sprężystokopytni, a w zasadzie KITKU siał spustoszenie na zagrywce. Ostatecznie, druga partia zakończyła się do 12. Jeszcze większą różnicą zakończył się ostatni set, w którym Team Spontan zdołał ugrać zaledwie 11 oczek. Po naprawdę udanym pierwszym secie można było odnieść wrażenie, że z graczy Team Spontan uszło powietrze. Z kolei Sprężystokopytnych trzeba naprawdę pochwalić. Obecnie z drugoligowej stawki obok Pięknych i Młodych prezentują się najlepiej. Z taką dyspozycją srebrne medale wydają się być formalnością.

Volleyball Rebels – Dream Volley 0-3 (14-21; 16-21; 17-21)

Pierwszym rywalem drużyny Dream Volley w czwartkowy wieczór była drużyna Volleyball Rebels, która obecnie znajduje się na przedostatnim miejscu w ligowym tabeli. Zdradźmy od razu wynik. Dream Volley wygrało to spotkanie 3-0, co z kolei oznacza, że Volleyball Rebels przegrało w tym tygodniu trzecie spotkanie i po dziesięciu rozegranych spotkaniach w lidze ich sytuacja, co tu dużo mówić – staje się nieciekawa. Owszem, mamy tu oczywiście świadomość tego, że  trzy ostatnie spotkania to mecze z bardzo silnymi rywalami, jednak jeden punkt na dziewięć możliwych sprawia, że o utrzymanie w lidze może być po prostu niezwykle trudno. Pierwszy set do połowy trwania był wyrównany. Przy stanie 10-10 serię czterech punktów z rzędu zaliczyli jednak gracze Dream Volley i finalnie zdołali wygrać partię do 14. Drugi set rozpoczął się od kuriozalnej sytuacji, której w lidze chyba nigdy nie było. Set ten rozpoczął się od trzynastu! błędów obu drużyn. Po tym, jakże długim czasie, punkt zdobył Jakub Kołakowski. Niestety, z czasem w tej partii nie było lepiej i śmiało można okrzyknąć tę partię setem błędów. Tych, finalnie mniej popełnili gracze Mateusza Dobrzyńskiego i wygrali go do 16. Ostatni set ‘Rebelsi’ zaczęli naprawdę konkretnie. Tak grająca drużyna z pewnością nie miałaby problemów z utrzymaniem. Gdy ekipa Dawida Byczkowskiego prowadziła już 12-9, kapitan drużyny Dream Volley poprosił o czas. Po kilkudziesięciu sekundach, na parkiet wróciła już inna drużyna, która po chwili przejęła inicjatywę i wyszła na prowadzenie 18-15, by wygrać tego seta do 17. Najlepszym graczem spotkania wybrany został Jakub Perżyło, który był zdecydowanie najlepszym graczem Dream Volley w czwartkowy wieczór (nie tylko w meczu z Rebelsami).

Craftvena – Niepokonani PKO Bank Polski 0-3 (16-21; 16-21; 17-21)

Co tu dużo mówić. Już kilkanaście dni temu wiedzieliśmy, że granie w grupie B, nie jest, nie było, i nigdy nie będzie szczytem marzeń drużyny Craftvena. Mimo to, nie spodziewaliśmy się, że dojdzie do sytuacji, w której drużyna wystąpi w zaledwie czterech zawodników. Oczywiste jest to, że udział w lidze jest kwestią dobrowolną. Oczywiste jest również to, że lepiej zagrać w czwórkę niż oddać mecz walkowerem. Tak czy siak, chcieliśmy z tego miejsca napisać, że jest nam po ludzku cholernie przykro, że doszło do takiej sytuacji. Nie ma się co oszukiwać. Nie jest to również komfortowa sytuacja dla rywali, którzy z pewnością chcieliby zmierzyć się z przeciwnikiem na wyrównanych warunkach. W meczu, po którym nikt nigdy nie powie: Wygrali? Ok, ale grali przeciwko czwórce graczy! Przegrali? Jak można było przegrać z czwórką zawodników? Ok, dobra. Dość już pastwienia się nad drużyną Bartka Zakrzewskiego. Uważamy, że byłoby zwykłym draństwem umniejszać sukces drużyny Niepokonanych PKO Bank Polski. Po drużynie Joanny Drewczyńskiej autentycznie widać tę pasję i radość z rywalizacji sportowej. W pierwszym secie zapowiadało się nawet na pogrom. ‘Bankowcy’ prowadzili bowiem 9-1 i Craftvena obudziła się z czasem, dzięki czemu rozmiary porażki nie były tak dotkliwe. W drugim secie dość niespodziewanie na początku to Craftvena prowadziła kilkoma punktami. Konsekwentna gra ‘Bankowców’ sprawiła, że finalnie to PKO wygrało tę partię. W trzecim secie ‘Rzemieślnicy’ prowadzili już 16-10 i wydawało się, że urwą choć seta. Nic bardziej mylnego. Po chwili zanotowali oni dłuższy przestój i do końca seta zdobyli jeden punkt, przy jedenastu swoich rywali.

Dream Volley – Mental Block 2-1 (21-13; 21-16; 19-21)

Przyznamy Wam szczerze, że przed meczem obawialiśmy się, czy gracze Mental Block na tle Dream Volley nie będą wyglądali jak kuzyn z prowincji, który przyjeżdża do miasta i zastaje tam całkiem inną rzeczywistość, w której doznaje pewnego rodzaju szoku. Oczywiście w tym jakże lotnym porównaniu Dream Volley miał wcielić się w kuzyna z miasta, któremu nie obce są uroki mieszkania w dużym mieście. Cóż, początek meczu wyglądał właśnie w ten sposób. Dysproporcja. Różnica w organizacji i kulturze gry sprawiły, że Dream wyszedł na prowadzenie 8-2. To oznaczało, że krzywdy w tym secie zrobić sobie już nie dadzą i finalnie wygrali tę partię do 13. Już pod koniec pierwszego seta mieliśmy przesłanki świadczące o tym, że kuzyniak się rozkręca. Drugi set był tego stuprocentowym potwierdzeniem. Drużyna Mental Block zaprezentowała w nim dużo lepszą siatkówkę, która co prawda koniec końców nie wystarczyła do tego, by wygrać drugą partię, ale pozwoliła mieć nadzieję, że w trzecim secie zdołają nawiązać równorzędną walkę z faworyzowaną drużyną i ugrać choćby punkt. Trzeci set był spośród całego meczu najlepszy dla ‘Mentalistów’ i jednocześnie najgorszy dla Dream Volley. Co tu dużo mówić, drużyna Mateusza Dobrzyńskiego popełniła w trzecim secie więcej błędów niż wokalista Ich Troje – Michał Wiśniewski przez całe swoje życie. Podobnie, jak to było w przypadku sympatycznego czerwonowłosego muzyka, tak i tu drużyna Dream Volley musiała zapłacić za swoje błędy. Mental Block jednym oczkiem przybliżył się do utrzymania. Dream Volley po stracie punktu wydłużył sobie drogę do podium rozgrywek.

Craftvena – Speednet 2 1-2 (21-18; 18-21; 18-21)

Po tym, jak przy okazji poprzedniego spotkania Redakcja napisała najbardziej ostre podsumowanie w historii występów Craftveny w SL3, dla odmiany w tej nie będziemy gasić pożaru kanistrem z benzyną. Drużyna Speednetu 2 miała tę przewagę, że wiedziała o tym, z jakimi problemami borykała się w czwartkowy wieczór ekipa Craftveny. Z drugiej strony, wiedzieli również o tym, że ich główny rywal w walce o zajęcie wyższego miejsca w tabeli – Niepokonani PKO Bank Polski zameldowali kilkadziesiąt minut wcześniej wykonanie zadania. Ograli Craftvenę za komplet punktów. Wskutek tego osiągnęli aż cztery punkty przewagi nad Speednetem, co oznaczało, że na jeden mecz przed zakończeniem sezonu ewentualna wygrana Speednetu 2  za komplet punktów w bezpośrednim starciu nic im nie daje. Ciąg dalszy tej układanki sprawił, że drużyna musiała najzwyczajniej w świecie wygrać w czwartkowy wieczór. Początek planu wydawał się iść po myśli ‘Programistów’, którzy zaczęli od prowadzenia 4-1. Z czasem gra się wyrównała i delikatną przewagę uzyskiwali raz gracze Speednetu, raz Craftveny. W drugiej części tego seta przewagę kilku punktów zdołali wypracować gracze w czarnych koszulkach i to oni wygrali tę partię. Drugi set do połowy był ponownie wyrównany. Tym razem to Speednet zdołał odskoczyć swoim rywalom. Stało się to po dwóch punktowych blokach z rzędu Mateusza Chodyny, po których ‘Różowi’ prowadzili 15-11 i po chwili cieszyli się z wyrównania 1-1. O zwycięstwie zadecydował trzeci set. Od początku w tej partii lepiej prezentowali się ‘Programiści’, którzy wypracowali kilkupunktową przewagę. Z czasem Craftvena zdołała ją odrobić i wyjść na prowadzenie. W końcówce fortuna uśmiechnęła się jednak do ‘Programistów’, którzy wygrali do 18, a cały mecz 2-1.

Oliwa Team – PROtotype Volleyball 1-2 (16-21; 21-19; 18-21)

Ostatnim meczem dla drużyny PROtotype Volleyball w sezonie Jesień’20 było spotkanie z Oliwą Team. Celowo napisaliśmy ostatnim, bowiem po spotkaniu, w którym drużyna Tomasza Nurzyńskiego wygrała ze swoim rywalem 2-1, istnieje jeszcze cień szansy na to, że na koniec obie drużyny mogłyby się zamienić miejscami, ale bez jaj. Czy jest tu osoba, która w to w ogóle wierzy? Nie przekreślamy oczywiście szans Oliwy, ale scenariusz, w którym drużyna wygrywa kolejne dwa spotkania w stosunku 3-0 z Epo-Project oraz AVOCADO friends brzmi mało prawdopodobnie. Wracając do meczu, już na początku PROtotype pokazało, że kolejność obu drużyn w ligowej tabeli nie jest dziełem przypadku. Po asie serwisowym Kacpra Wołka drużyna Transformersów wyszła na prowadzenie 4-1. Jak się później okazało, radość po zdobytym punkcie z zagrywki tak mocno spodobała się przyjmującemu drużyny, że w trakcie spotkania postanowił to kilkukrotnie powtórzyć. W kluczowym momencie pierwszego seta to właśnie ona miała ogromne znaczenie dla losów tej partii i sprawiła, że PROtotype zdołało odjechać na kilka punktów i wygrać tę partię. Druga partia do połowy była dość wyrównana (12-9). Po dwóch monster blockach środkowego Oliwy Team drużyna ta wyszła na pięciopunktowe prowadzenie. Pod koniec zrobiło się trochę nerwowo i Oliwa roztrwoniła dość pokaźną zaliczkę. Ostatecznie, udało im się jednak wygrać tę partię do 19, po kiwce Dawida Karpińskiego. Ostatni set pokazał, ile znaczy czas wzięty w odpowiednim momencie. Na początku, po czasie dla Oliwy, z wyniku 13-16 zrobiło się 17-18. W tym momencie, o czas poprosili gracze PROtotype, by po chwili cieszyć się z wygranej w tej partii 21-18.

Tufi Team – Trójmiejska Strefa Szkód 3-0 (21-11; 21-16; 21-15)

Tak, jak pisaliśmy w zapowiedzi, początkowo rywalem drużyny Trójmiejska Strefa Szkód miał być Volley Gdańsk. Ostatecznie, w związku z problemami kadrowymi do ekipy Volley pomocną dłoń wyciągnęli gracze Tufi Team, którzy postanowili ich zastąpić. Cała akcja była bardzo szybka. Drużyna Tufi potrzebowała zaledwie godziny do tego, aby potwierdzić gotowość do skrzyżowania rękawic z Trójmiejską Strefą Szkód. Jak widać po frekwencji, spontaniczna akcja nie przeszkodziła drużynie w stawieniu się w komplecie. Zapewne nie bez znaczenie był tu fakt, że Tufi Team stoi obecnie przed ogromną szansą na zajęcie pierwszego miejsca w lidze. To, co mogli zagwarantować sobie w czwartkowy wieczór to podium rozgrywek. Po spotkaniu wiadomo, że drużyna powtórzyła już wynik z sezonu Jesień’19, kiedy zdobyła brązowe medale. W obecnej sytuacji trzecie miejsce byłoby odebrane chyba z niedosytem. Sam mecz pokazał, że Tufiki są w kapitalnej formie. Pierwszy set to deklasacja i demonstracja siły. Inną kwestią pozostaje oczywiście to, że to nie był dzień Trójmiejskiej Strefy Szkód. Drużyna Dominika Błońskiego popełniała w czwartkowy wieczór sporo błędów, co przy dobrze dysponowanych graczach Mateusza Woźniaka musiało się tak zakończyć. Dość wymowny jest tu fakt, że w samym pierwszym secie ‘Niebiescy’ oddali za darmo swoim rywalom 9 punktów! Drugi i trzeci set, co chyba dobre dla wszystkich, nie był już tak jednostronnym pojedynkiem. Mimo to, nadal pozostawał pod kontrolą wicelidera rozgrywek. Ostatecznie drużyna Tufi wygrała kolejne partie do 16 i 15 i niecierpliwie czeka na kolejny tydzień, który wszystko wyjaśni. W każdym razie notowania drużyny z każdą upływającą godziną zmieniają się na ich korzyść.

Mental Block – Letni Gdańsk 0-3 (14-21; 10-21; 15-21)

W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że to spotkanie będzie zdecydowanie inne niż to, do którego doszło kilka miesięcy temu, w którym Letnicy rozbili Mentalistów. Przez okres kilku miesięcy drużyna, która w poprzednim sezonie zajęła przedostatnie miejsce w drugiej lidze zrobiła przez ten czas naprawdę spory progres. O tym, że lekceważenie Mentala kończy się jak dla syna Dedala przekonała się kilkadziesiąt minut wcześniej drużyna Dream Volley, która mimo, że była zdecydowanym faworytem to jednak przegrała seta z dziesiątą siłą drugiej ligi. Podobnego scenariusza z pewnością chcieli uniknąć gracze Letniego Gdańska, którzy wyszli na parkiet niezwykle skoncentrowani. To przełożyło się na dyspozycję graczy, którzy w pierwszym secie w pełni kontrolowali jego przebieg. Wypracowana na początku 3-4 punktowa przewaga pozwoliła na spokojne dowiezienie wyniku do końca. W drugim secie dysproporcje były jeszcze większe. Wyrównana walka trwała tylko do momentu, kiedy na tablicy wyników pojawiło się 7-7. Od tej chwili, do zdobycia kolejnego punktu ‘Mentaliści’ czaili się dłużej niż małolat w podstawówce na szkolnej dyskotece, chcąc poderwać dziewczynę z 3 B. Oczywiście zawahanie sprawiło, że dziewczynę obtańcowało już kilku jego kumpli z klasy. Kolejny punkt drużyna zdobyła w momencie, kiedy Letnicy prowadzili już 17-7! Trzeci set nie mógł się zacząć lepiej dla Mentalistów, którzy wyszli na prowadzenie 5-0! Wizja upokorzenia nie spodobała się najwidoczniej świetnie dysponowanemu tego dnia Piotrkowi Kamińskiemu, który do spółki z kolegami z drużyny dogonił przeciwników, by na koniec wygrać partię do 15, a cały mecz 3-0.

Zmieszani – DNV GL S*M*A*S*H 2-1 (15-21; 21-8; 21-15)

Zmieszani już w ostatnim spotkaniu postanowili zerwać z łatką drużyny, która to, co najlepsze, prezentuje na początku. Obecnie ich postawa przypomina raczej tę, po której możemy napisać, że prawdziwą drużynę poznaje się po tym jak kończy, a nie zaczyna. Początek meczu nie należał do najlepszych w wykonaniu drużyny Edyty Woźny. Zmieszani przez długi czas nie mogli złapać rytmu, przez co to ich rywale prezentowali się lepiej. W połowie pierwszego seta drużyna DNV wypracowała sobie kilkupunktową przewagę (13-9), którą spokojnie dowieźli do samego końca i wygrali 21-15. Najciekawszym wydarzeniem tego seta był moment, w którym w jednym momencie do bloku wyskoczyło… aż czterech graczy Zmieszanych, czego nie zarejestrowali ani gracze DNV ani sędzia prowadzący zawody. Nie wiemy, co dokładnie wydarzyło się przed drugim setem. Obie drużyny zaprezentowały w nim zdecydowanie inne oblicze.  Bardziej jaskrawy wydaje się tu oczywiście przykład drużyny DNV, która zagrała bardzo słabo. Ekipa popełniła masę błędów oraz miała spore  problemy z wykończeniem swoich akcji. Często mówi się, że gra się tak, jak pozwoli na to przeciwnik. Zmieszani dla kontrastu popełniali tych błędów zdecydowanie mniej i zasłużenie wygrali partię do 8. Przed trzecim setem wydawało się, że DNV nie zdoła zagrać takiej bryndzy, jaką zaprezentowali w drugiej odsłonie. Ci, postanowili udowodnić niedowiarkom, że jednak się da. Było jak na tych memach w internecie. Coooo, ja nie dam rady? Potrzymaj mi piwo! Początek seta to przewaga Zmieszanych. Po asie serwisowym Macieja Grabana Zmieszani prowadzili już 10-4 i drużyna DNV musiała wziąć czas. Ten zamiast pomóc, tylko pogłębił kryzys, bowiem po chwili na tablicy wyników było już 19-11. Ostatecznie, drużyna DNV zdołała obronić kilka piłek meczowych, ale i tak przegrała seta do 15, a cały mecz 2-1.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.