Matchday #25

Za nami kolejny tydzień rozgrywek. W środowej serii gier doszło do ośmiu z dziewięciu zaplanowanych pojedynków. Wszystko za sprawą tego, że problemy kadrowe uniemożliwiające grę miała drużyna BL Volley. W najciekawszym meczu, które może mieć ogromne znaczenie dla ostatecznego kształtu grupy spadkowej w pierwszej lidze Oliwa Team po raz drugi pokonała ekipę Speednetu, nad którą, w ostatnim czasie zbierają się czarne chmury.

Chilli Amigos – Allsix by Decathlon 3-0 (21-14; 21-16; 21-14)

Jeśli ktoś, miał wątpliwości, w jaki sposób zareaguje drużyna Chilli Amigos po ostatniej porażce z drużyną Bombardierów, ten dostał odpowiedź błyskawicznie, bowiem już w pierwszym secie. Ich środowym rywalem była drużyna dużo bardziej wymagająca. Drużyna, którą stać na to, aby po raz pierwszy w historii występów w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta zająć miejsce na podium. Mało brakowało, a mecz przeciwko Chilli Amigos drużyna Allsix by Decathlon musiałaby zacząć w niekompletnym składzie. Wszystko za sprawą potężnych korków, spowodowanych protestami na ulicach Trójmiasta. Ostatecznie, tuż przed meczem do zespołu dołączyło dwóch graczy i ekipy mogły bez przeszkód rozpocząć mecz. Ten zdecydowanie lepiej rozpoczęli gracze w czerwonych koszulkach. Po punktowym bloku Michała Kowalewskiego oraz dwóch asach serwisowych Daniela Gołuńskiego drużyna Amigos prowadziła już 6-1. Z biegiem czasu sytuacja zbytnio się nie zmieniła. Chilli nadal posiadało sporą przewagę, którą zawdzięczali dobrej grze oraz temu, że ich rywale mieli duży problem z wykończeniem własnych akcji. Kiedy już atakowali, najczęściej robili to albo w out albo w pół siatki. Ostatecznie Chilli spokojnie dowiozło prowadzenie do końca i drużyny mogły skupić się już na kolejnych odsłonach. Drugi set zaczął się od bardzo długiej wymiany, po której ostatecznie punkt zdobyli gracze Allsix by Decathlon. Wydawało się, że być może to właśnie ta akcja będzie momentem zwrotnym w drużynie. Często ze środka atakował dobrze dysponowany tego wieczoru Jakub Mierzicki. Po chwili Allsix prowadził już trzema oczkami, lecz po chwili, wskutek kilku błędów w komunikacji, przewaga ta została roztrwoniona. Końcówka seta należała już do graczy Chilli, którzy zdołali odjechać swoim rywalom i wygrać tę partię do 16. Trzeci set zaczął się od kilku nieudanych zagrywek drużyny Allsix. Trzeba przyznać, że tego wieczora drużyna Rafała Liszewskiego oddała swoim rywalom mnóstwo piłek za darmo. Dodatkowo, w partii tej drużyna próbowała zmienić nieco oblicze gry i Daria Kwiatkowska przeszła z libero na rozegranie. Mimo, to trzeci set ponownie należał do Chilli Amigos, które wygrało spotkanie 3-0 i zmazało plamę po ubiegłotygodniowej porażce.

Oliwa Team – Speednet 3-0 (21-12; 21-19; 21-16)

Wyprzedźmy fakty i zacznijmy od końca. Oliwa Team wygrywa drugie spotkanie w sezonie Jesień’20. Co ciekawe, oba zwycięstwa zostały odniesione z tą samą drużyną – Speednet. Od razu uprzedzamy, nie będzie to laurka dla drużyny ‘Programistów’. Po siódmej ligowej porażce ekipa spada na samo dno tabeli. To, co udało się w poprzednim sezonie, na chwile obecną, biorąc pod uwagę dyspozycję drużyny, a także problemy kadrowe, brzmi jak scenariusz absurdalny. Patrząc na to, jak w ostatnim czasie prezentuje się drużyna zastanawiamy się, czy załapaliby się obecnie do top5 w drugiej lidze. Dodatkowo, gdybyśmy mieli wymienić obecnie pozytywy w drużynie ‘Programistów’ to po kilkunastu minutach drapania się po głowie, napisalibyśmy to, że mają jedne z najładniejszych strojów w lidze. Ostatnie mecze pokazały, ile dla drużyny znaczy nieobecny w ostatnim czasie Grzegorz Gnatek. Podsumowując sytuację ‘Programistów’ napiszemy tyle, że do niedawna nie wyobrażaliśmy sobie scenariusza, w którym mogłoby ich zabraknąć w elicie. Obecnie, trudniej sobie wyobrazić, że drużyna zdoła się utrzymać niż to, że spadnie do drugiej ligi. Ich przeciwnik z kolei, jest w zupełnie innej sytuacji. Do niedawna drużyna Dawida Karpińskiego była bez wahania wskazywana palcami jako ta, której dni w najwyższej klasie rozgrywkowej są policzone. Przez większość sezonu drużyna okupowała ostatnie miejsce w tabeli. Dzięki wygranej ze Speednetem sytuacja ta się diametralnie zmieniła i obecnie ekipa wskoczyła na miejsce barażowe, a ich szanse na utrzymanie są naprawdę duże.

Sprężystokopytni & Kitku – ACTIVNI Gdańsk 3-0 (21-14; 21-12; 21-13)

Tak jak wspominaliśmy wielokrotnie, sytuacja w tabeli sprzed kilku kolejek nie była w kontekście drużyny Sprężystokopytnych & Kitku odzwierciedleniem ich prawdziwego potencjału. Przypomnijmy, że ekipa Kacpra Goszczyńskiego grała teoretycznie najtrudniejsze spotkania w pierwszej części sezonu. Jesteśmy dalecy od tego, aby przyznawać punkty jeszcze przed rozpoczęciem spotkania, ale nie dało się ukryć, że to ekipa S&K była zdecydowanym faworytem spotkania. Mimo to scenariusz, w którym ACTIVI zdobędą choćby punkt nie był wizją, po której przedstawieniu ludzie wytykaliby nas palcami i uznawali za płaskoziemców. Najbliżej zdobyczy punktowej gracze Artura Kurkowskiego byli w pierwszym secie. Do pewnego momentu drużyna ACTIVNYCH prowadziła w tej partii (10-8). Ktoś, kto śledził dotychczasowe spotkania obu ekip wiedział, że ta sytuacja może się za chwilę zmienić. Sprężystokopytnym w obecnym sezonie dość często zdarzały się sety, gdy to ich rywale mieli lepsze początki, po których drużyna S&K musiała się omen nomen ‘SPRĘŻYĆ’. Jeśli chodzi o ACTIVNYCH to również wielokrotnie oglądaliśmy już mecze, w których drużyna przez dłuższy moment nie mogła zrobić przejścia. Podobnie było i tym razem, kiedy S&K narzucili swoje tempo i wygrali tę partię do 14. Drugi set zaczął się od kolejnej zmory ACTIVNYCH – problemów z przyjęciem. Na zagrywce Michał Ryński siał w tym elemencie totalne spustoszenie wśród rywali i poniekąd ułożył tego seta od początku. W dalszej części nie było zaskoczenia i faworyzowana drużyna pewnie wygrała tę partię do 12. Ostatni set również nie był najlepszym w wykonaniu ACTIVNYCH. Tym razem na tapecie pojawiły się błędy własne. Po jednym z nich, ich rywale prowadzili już 16-8, co oznaczało, że można było powoli odtrąbić koniec meczu.

BL Volley – Range Soft VT 0-3 (0-21; 0-21; 0-21)

Drużyna BL Volley z powodu braków kadrowych przegrała spotkanie walkowerem. Wynik zawodów został zweryfikowany jako 3-0 (21-0; 21-0; 21-0) dla drużyny Range Soft VT.

Team Looz – Speednet 2 2-1 (23-21; 11-21; 21-19)

W ostatnim czasie nie szczędziliśmy gorzkich słów dla drużyny Speednetu 2. Cóż, drużyna zareagowała na krytykę w najlepszy możliwy sposób – zaprezentowała się bardzo dobrze w meczu z Team Looz i mało brakowało, aby to właśnie oni cieszyli się z wygranej. Jakby tego było mało, mogła to być wygrana w stosunku 3-0. Połowa pierwszego seta była bardzo wyrównana. O tym, jak skupieni do spotkania podeszli gracze w różowych koszulkach niech poświadczy fakt, że w trakcie meczu było cicho jak na pogrzebie. Poza tym, że atmosfera nie przypominała typowego Speednetu to i gra miała mało wspólnego z drużyną, która przegrała dziewięć dotychczasowych spotkań w sezonie Jesień’20. W drugiej części pierwszego seta Looz prowadził już 16-12 i wydawało się, że zaraz drużyny zmienią strony. Tymczasem niezłą serię zaliczyli gracze w różowych koszulkach i na tablicy wyników mieliśmy remis 16-16. W końcówce, przy stanie 20-18, gracze Team Looz ponownie nie potrafili postawić kropki nad ‘i’, po czym ich rywale doprowadzili do wyrównania i po chwili to oni mieli piłkę setową. Ostatecznie, po emocjonującej końcówce seta, wygrała faworyzowana drużyna Team Looz. To, czego nie udało zrobić się w pierwszym secie, gracze Speednetu odrobili z nawiązką w drugiej partii. To właśnie w niej podopieczni Mateusza Urbanowicza rozbili swoich rywali do 11. O zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set, który od początku był bardzo emocjonujący. O tym, że było to spotkanie prawdziwych wojowników niech poświadczy fakt, że kontuzji w trakcie seta nabawili się Łukasz Anyszkiewicz oraz Bartłomiej Szcześniak. Ani jeden ani drugi ani pomyśleli o tym, aby skapitulować i mimo dyskomfortu chcieli doprowadzić do wygranych swoich drużyn. Mimo tego, że w połowie seta na tablicy wyników widniał wynik 14-9 dla Speednetu to ostatecznie ich rywale pokazali się w końcówce z lepszej strony i niemal wyszarpali swoim rywalom zwycięstwo z rąk.

Letni Gdańsk – Piękni i Młodzi 0-3 (16-21; 9-21; 9-21)

Dziewiątym rywalem w sezonie Jesień’20 dla drużyny Pięknych i Młodych była ekipa Letniego Gdańska. W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy, że z dotychczasowych rywali, z którymi zmagali się gracze Pięknych i Młodych to właśnie Letni Gdańsk wyglądał na ekipę, która mogłaby napsuć najwięcej krwi drużynie Radosława Koniecznego. Czy miało to potwierdzenie na parkiecie? Z całą pewnością nie, jeśli weźmiemy pod uwagę to, co działo się w drugim i trzecim secie. Jeśli wycięlibyśmy tylko pierwszego seta to z pewnością chwalilibyśmy drużynę Letniego. To właśnie w pierwszym secie drużyna Piotra Kamińskiego wyszła na parkiet jak gdyby zapomniała, z kim przyszło im się mierzyć. Taką postawę trzeba chwalić. Często zdarzało się, że po samym spojrzeniu na rozgrzewkę przedmeczową drużyny Pięknych i Młodych, rywale mieli za przeproszeniem pełne gacie. Tu nie było tego widać. Mimo, że jakość w drużynie PiM aż kipi, nie są ekipą, która w trakcie spotkania ustrzeże się błędów. Po kilku z nich, przy jednoczesnej dobrej grze Letników, na tablicy wyników był remis 14-14. Po chwili, zarzucony został wielokrotnie grany scenariusz pt. ‘odjazd’. Finalnie, partia ta zakończyła się wynikiem 21-16 dla PiM. Drugi i trzeci set był już na tyle jednostronnym pojedynkiem, że gracze Letniego Gdańska mogą cieszyć się z tego, że rozładowała się kamerka, którą przeprowadzaliśmy live na naszym fanpage. Zwolennicy teorii spiskowych, prawdopodobnie dopatrzyliby się tu wykorzystania umiejętności służbowych graczy drużyny LETNI Gdańsk i posądzili któregoś z graczy o to, że maczał w tym palce. Na koniec słówko o personaliach. Do składu po kilkumiesięcznej przerwie spowodowaną kontuzją wrócił Michał Mysłek (Letni Gdańsk), co w dobie niepokojących informacji zdrowotnych, którymi zalewają nas z każdej strony jest zawsze pozytywną informacją.

PROtotype Volleyball – Epo-Project 0-3 (13-21; 14-21; 18-21)

Uczestnicy Siatkarskiej Ligi Trójmiasta, którzy grają z nami od kilku sezonów doskonale wiedzą o tym, że bardzo często bywa tak, że po naszej zapowiedzi czy opisie sytuacja diametralnie się zmienia. Kiedy piszemy, że ekipa zagrała jednego dnia koncert – na drugi dzień w łeb. Kiedy piszemy, że we wtorek był piach, w środę jak gdyby nigdy nic ekipa gra mecz sezonu. Czemu o tym piszemy? Ano dlatego, że dopiero co wychwalaliśmy wniebogłosy drużynę Prototype Volleyball, która raptem 24 h wcześniej niczym wytrawny gracz ograła swojego rywala. Mowa tu oczywiście o spotkaniu, w którym przeciwnikiem ‘Transformersów’ była ekipa AVOCADO friends. Tak jak już zdążyliście się zapewne domyślić, w środowy wieczór to PROtotype Volleyball wcielił się w rolę ucznia, a na wykład pod tytułem: (jak grać, jak grać w obronie, jak grać w ataku, jak grać w każdym innym elemencie) – dowolne skreślić, zaprosili ich gracze Epo-Project. Po wtorkowym spotkaniu PROtotype Volleyball pisaliśmy, że było ono jednym z ich najlepszych w obecnym sezonie. Cóż, o drużynie Epo w kontekście środowego spotkania możemy powiedzieć dokładnie to samo. Jesteśmy przekonani, że tak grająca drużyna byłaby w stanie namieszać również w grupie mistrzowskiej. Króciutko o meczu. Pierwszy i drugi set to zdecydowana przewaga drużyny Epo-Project. Tak naprawdę, realne zagrożenie gracze w zielonych koszulkach mogli poczuć w trzecim secie, kiedy znany był już zwycięzca spotkania. Mimo wyrównanej partii, ponownie podopieczni  Przemka Walczaka wygrali tę partię. To, co rzucało się w oczy na przestrzeni całego meczu to kapitalna gra w obronie ekipy z Epo. Po takim meczu ich hasztag #gramydlaŻukowa sprawia, że mieszkańcy tego miasta mogą czuć prawdziwą dumę.

Zmieszani – Piękni i Młodzi 0-3 (7-21; 13-21; 10-21)

Nie wiemy czy przypadkiem nie był to cios, wymierzony z premedytacją prosto na szczękę Redakcji. W zapowiedzi przedmeczowej wskazaliśmy na to, że drużyna Zmieszanych najlepsze fragmenty w spotkaniach z faworyzowanymi rywalami miała w pierwszym secie. Cóż, po pierwszym secie można było z przerażeniem spoglądać na to, co będzie działo się dalej. Jeśli słowa z zapowiedzi by się potwierdziły to drużynę Zmieszanych czekałaby chyba najbardziej dotkliwa porażka w historii występów w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Drużyna Radosława Koniecznego przez cały czas kontrolowała przebieg pierwszego seta. W tej partii gracze w granatowych koszulkach pozwolili swoim rywalom na zdobycie zaledwie siedmiu punktów. Druga partia, o dziwo, zaczęła się od prowadzenia Zmieszanych (6-2). Po przespanym początku ruszyła maszyna i po chwili Piękni i Młodzi prowadzili już (10-7). Mimo to, drużyna Edyty Woźny pokazała prawdziwe serducho i zdołali doprowadzić do stanu (11-13). Wola walki to jedno, a umiejętności drugie. Nie ma się co oszukiwać, te były po stronie PiM, dzięki czemu po serii punktów drużyna ta wygrała 21-13. Trzeci set przypominał bardziej pierwszą niż drugą partię. Piękni i Młodzi już na początku wypracowali sobie solidną zaliczkę i kwestia wygranej seta była formalnością. Spotkanie ze Zmieszanymi było dziesiątym zwycięstwem z rzędu w stosunku 3-0. Sytuacja ta jest absolutnie bezprecedensowa.

Tufi Team – BES-BLUM Kraken Team 2-1 (11-21; 21-17; 22-20)

O tym, że nie będzie to dla trzeciej siły obecnego sezonu ‘spacerek’, wiedzieliśmy na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Drużyna BES-BLUM Kraken Team już we wtorkowym spotkaniu potwierdziła, że stać ich na to, aby powalczyć z teoretycznie silniejszymi rywalami. Jak okazało się w środowy wieczór, słowa te nie były pustymi sloganami. Pomimo, że w drużynie Kraken Team zabrakło zarówno Pawła Pallacha jak i Arkadiusza Wasilewskiego to ekipa Ryszarda Nowaka wygrała pierwszego seta i co tu dużo mówić – dokonała tego w sposób imponujący. Mimo, że to Tufi lepiej rozpoczęło seta (6-3), drużyna zdołała w porę zareagować i po chwili po raz pierwszy w trakcie tego spotkania wyszli na prowadzenie (9-8). Są rzeczy, które trudno jest jakoś logicznie wytłumaczyć. W przypadku meczu obu drużyn było takich momentów co najmniej kilka. Jak wytłumaczyć bowiem, ęe drużyna, która lepiej zaczęła seta do końca jego trwania zgarnęła zaledwie pięć punktów przy jednocześnie osiemnastu oczkach rywali? Podczas gdy Kraken był w tej partii w gazie, ich rywale mieli potężne problemy z wykończeniem. Finalnie, Kraken wygrał tę partię do 11, co jest tożsame z tym, że była to najwyższa porażka w secie w historii występów Tufi w SL3. Drugi set rozpoczął się lepiej dla Krakena i przez dłuższy czas wydawało się, że w meczu dojdzie do sporej niespodzianki. Gdy po asie serwisowym Łukasza Grzyba Kraken wyszedł na prowadzenie 13-7, o czas poprosił Mateusz Woźniak. Zastanawiamy się, o czym rozmawiali gracze obu drużyn w tej krótkiej przerwie, ale od tego momentu oblicze spotkania całkowicie się zmieniło. Tufi zaczęło gonić swoich rywali i po chwili zrobiło się zaledwie 15-14 dla drużyny Ryszarda Nowaka. To nie był jednak koniec serii Tufi i po chwili brązowi medaliści sezonu Jesień’19 cieszyli się z wygrania seta. Trzeba przyznać, że była to pogoń doprawdy imponująca. Trzeci set był najbardziej wyrównany, a jednocześnie najmniej szalony. Obie drużyny od początku do końca szły ‘łeb w łeb’, ale ostatecznie to Tufi Team po kiwce Sławomira Kudyby cieszyło się z wygrania spotkania.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.