Matchday #22

Wtorkowy wieczór dostarczył sporo emocji. Dwukrotnie szansy na wskoczenie do grupy mistrzowskiej w trzeciej lidze nie wykorzystała drużyna Craftveny, która najpierw przegrała z Portem, a następnie z Allsix by Decathlon. Największym zaskoczeniem tej serii gier były jednak dwie wygrane drużyny Volleyball Rebels, którzy najpierw odprawili Mental Block, by następnie ograć faworyzowaną drużynę Letniego Gdańska.

Port Gdańsk – Craftvena 3-0 (26-24; 21-11; 21-18)

Wtorek miał być sądnym dniem dla drużyny Craftveny. Gracze w czarnych trykotach dwukrotnie stawali przed szansą na pokonanie rywali, nie tylko w meczu, ale również w położeniu w tabeli. Z tyłu głowy mieliśmy pewne przesłanki świadczące o tym, że to może się nie udać. Pamiętaliśmy poprzedni sezon, kiedy grając w końcówce pod presją to rywale unosili ręce w geście triumfu. Pamiętaliśmy również dyspozycję, jaką w kilku spotkaniach w obecnym sezonie zaprezentowała drużyna Craftveny, ale do cholery! To przecież Craftvena – myśleliśmy. To dokładnie ta sama drużyna, która w poprzednim sezonie przegrała najmniejszą liczbę spotkań ze wszystkich ekip w trzeciej lidze. Przed rozpoczęciem meczu z Portem mogłoby się wydawać, że limit porażek w obecnym sezonie został wykorzystany z nawiązką. Początek pierwszego seta pokazał, ze ‘Rzemieślnicy’ wyszli bardzo zdeterminowani. Dzięki świetnej zagrywce całkowicie odrzucili przeciwnika od siatki, dzięki czemu szybko wypracowali sobie przewagę 7-1. Z czasem to Craftvena zanotowała przestój, dzięki czemu Portowcy wyszli na prowadzenie 12-11, a następnie 16-12. Gdy wydawało się, że jest już po pierwszym secie, Port popełnił kilka błędów własnych, dzięki czemu Craftvena zdołała wyrównać (18-18). Od tego momentu do końca długiego seta obie ekipy szły ‘łeb w łeb’ i o tym, że to Port wygrał tę partię zadecydowało nieporozumienie w szeregach Craftveny. Drugi set zaczął się podobnie jak pierwszy – od prowadzenia Craftveny 4-1, a następnie 6-3. Nie do końca ogarniamy co tu się wydarzyło, ale jak można do końca seta zdobyć zaledwie pięć punktów, pozwalając przy tym rywalom na zdobycie osiemnastu? Cóż, na to pytanie chyba nikt nie zna odpowiedzi. Trzeci set zaczął się, a jakże – od prowadzenia Craftveny 8-4. Podobnie, jak to miało miejsce w secie nr 1 i 2, finalnie przewaga ta została roztrwoniona. Ostatecznie, partię, podobnie jak i całe spotkanie wygrywają gracze z doków, dzięki czemu zapewniają sobie trzecią lokatę po rundzie zasadniczej.

Oliwa Team – Omida Team 0-3 (18-21; 18-21; 15-21)

W jedynym pierwszoligowym starciu we wtorkowy wieczór zmierzyły się dwie drużyny, które są na przeciwległych biegunach ligowej tabeli. Po poniedziałkowej wygranej przeciwko Volley Gdańsk stało się jasne, że ‘Logistycy’ staną we wtorkowy wieczór przed ogromną szansą na to, aby wskoczyć na pierwsze miejsce w tabeli i dodatkowo, po rundzie zasadniczej uzyskać dwupunktową przewagę nad najgroźniejszym rywalem w walce o tytuł mistrzowski. Jedyne, co trzeba było zrobić to ograć drużynę świetnie im znaną – Oliwę Team. Tak jak wspominaliśmy w  zapowiedzi przedmeczowej, obie drużyny znają się doskonale. Znają swoje mocne i słabe strony. Przed meczem wiedzieliśmy, że trzy punkty nie przyjdą Omidzie łatwo. Dużo mówi się o ewentualnym mistrzostwie drużyny Konrada Gawrewicza i często zapomina się o tym, że Oliwa również grała o bardzo istotne dla siebie cele. Każdy punkt przybliża ich do utrzymania. Początek meczu udowodnił, że gracze Dawida Karpińskiego tanio skóry nie sprzedadzą. Wyrównana walka trwała od pierwszego gwizdka sędziego niemal do ostatniego, który zakończył pierwszą partię. W końcówce doszło do kontrowersyjnej sytuacji, po której sędzia przyznał bardzo ważny punkt dla Omidy. Ostatecznie set zakończył się wygraną drużyny Konrada Gawrewicza do 18. Druga odsłona rozpoczęła się, podobnie jak ta pierwsza – od wyrównanej walki. Mniej więcej w połowie tego seta ‘Logistycy’ narzucili rywalom swoje tempo, w efekcie czego wyszli na prowadzenie (19-13). Gdy wszyscy byli już myślami w trzeciej odsłonie, rywale nadgonili kilka punktów, ale koniec końców – nie byli w stanie tej partii wygrać. Podobnie jak w pierwszej, w tej set zakończył się do 18. Trzecia odsłona, przynajmniej w pewnej części była festiwalem błędów obu drużyn. Z czasem Omida zdołała uciec rywalom na kilka punktów i pewnie wygrała tę partię do 15, a cały mecz 3-0. Oliwa z kolei w kolejnym już spotkaniu pokazała, że będzie do końca biła się o utrzymanie.

Volleyball Rebels – Mental Block 2-1 (21-12; 21-17; 18-21)

Przyznamy Wam się do czegoś. Po tym, jaki start zanotowała drużyna Volleyball Rebels obawialiśmy się o ich sferę omen nomen MENTALną. Wiecie jak to jest. Obrywać w łeb za każdym razem do najprzyjemniejszych rzeczy na świecie nie należy. Po którymś spuszczonym ‘manto’ przychodzi taki moment, w którym zasadnym pytaniem staje się to postawione lata temu przez Agnieszkę Chylińską. No to ‘Rebelianci’ powiedzieli w końcu dość. Dość przegranych, dość wytykania palcami przez Redakcję. Dość dopisywania sobie punktów przez inne drużyny jeszcze przed meczem. To właśnie 20 października drużyna powiedziała sobie dość i wygrała pierwsze spotkanie w historii występów w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta.  Jakby tego było mało, po pewnym czasie zrobili to po raz drugi, ale o tym w innym podsumowaniu. Skupmy się na meczu z ‘Mentalistami’. ‘Niebiescy’ stanęli do rywalizacji jako ekipa, która ma na swoim koncie trzy wygrane z rzędu. Siłą rzeczy biorąc pod uwagę obecną formę, wzmocnienia, a także obecne morale drużyny to właśnie ekipa z czerwonym mózgiem w logo, była faworytem spotkania. Z drugiej strony, ich rywale również zadbali o wzmocnienia. Do drużyny przed spotkaniem dołączyło dwóch graczy – środkowy – Adam Kochanowski oraz atakujący – Grzegorz Myśliński. W pierwszym secie – co tu dużo mówić – ‘Rebelianci’ dość mocno zaskoczyli swoich rywali grając świetną siatkówkę, na którą ‘Mentaliści’ nie mieli ani sposob, ani co gorsze pomysłu. To musiało się tak skończyć. 21-12 dla ‘Rebeliantów’. Drugi set był już bardziej wyrównany. Przez długi czas wydawało się, że to Mental Block wygra tę partię. W trakcie jej trwania drużyna Kamila Żukowskiego wypracowała sobie kilkupunktową przewagę, którą ostatecznie zaprzepaścili. Końcówka należała do ‘Rebeliantów, którzy wygrali tę partię do 17 i pierwsza wygrana w lidze stała się faktem. Trzeciego seta od początku lepiej rozpoczęli ‘Niebiescy’, którzy wyszli na kilkupunktowe prowadzenie. Przewagę tę zdołali utrzymać przez całego seta i ostatecznie wygrać partię do 18.

Allsix by Decathlon – Craftvena 3-0 (21-15; 21-8; 21-8)

Mimo porażki w meczu z Portem Gdańsk, nadal wszystko było w rękach, nogach, a przede wszystkim głowach graczy Craftveny. Gdyby ‘Rzemieślinicy’ wygrali z Decathlonem to właśnie oni zagraliby w grupie mistrzowskiej. No właśnie, na gdybaniu się kończy. Co tu dużo mówić – mecz wygrała drużyna Rafała Liszewskiego i chyba nikt nie ma wątpliwości co do tego, że na awans do grupy mistrzowskiej po prostu zasłużyli. Jakkolwiek przykro dla graczy Craftveny to nie zabrzmi, z perspektywy całego sezonu uważamy, że inne drużyny były lepsze. To nie był sezon ekipy dowodzonej przez Bartka Zakrzewskiego, z czego chyba sprawę zdają sobie sami zainteresowani. Z kronikarskiego obowiązku przejdźmy do tego, co działo się w trakcie spotkania. Pierwszy set zaczął się od prowadzenia graczy w białych koszulkach. To, co było nad wyraz widoczne to brak słabszych elementów w układance Rafała Liszewskiego. Każdy z zawodników zaprezentował wysoki poziom. W końcówce pierwszego seta cztery ataki z rzędu z lewego skrzydła skończył niezawodny Aleksander Bochan i kwestia pierwszego seta była rozstrzygnięta. To, co wydarzyło się w drugim i trzecim secie, z szacunku dla Craftveny byłoby najlepiej przemilczeć. Napiszemy jedynie tyle, że po drugim secie, kiedy Craftvena straciła już szansę na grupę mistrzowską, z drużyny całkowicie uszło już powietrze. Trzeci set był potwierdzeniem dominacji zespołu Allsix by Decathlon, który wygrał tę partię do ośmiu, dzięki czemu zapewnił sobie byt w grupie mistrzowskiej.

Volleyball Rebels – Letni Gdańsk 2-1 (21-16; 23-25; 21-17)

Z pewnością nie tak wyobrażali sobie wtorkowy wieczór gracze Letniego Gdańska. Ostatnie tygodnie to wygrane z Nielotami, DNV GL czy Dream Volley. Skoro ogrywa się drużyny, które obecnie znajdują się w TOP 6 to co może pójść nie tak w meczu z drużyną, która do wtorkowego spotkania nie wygrała ani jednego meczu? Z drużyną, która zdobyła zaledwie jeden punkt na dwanaście możliwych? O tym, że nie będzie to spacerek dla drużyny Letniego Gdańska, zawodnicy tej drużyny dowiedzieli się, kiedy wchodzili na salę. To właśnie wtedy, powoli do końca dobiegał mecz pomiędzy ‘Rebeliantami’ a ‘Mentalistami’. Zawodnicy Letniego są dość dobrze zorientowani w realiach ligi i doskonale wiedzieli jaką formę prezentują ostatnio gracze w niebieskich koszulkach. Podsumowując to wszystko, już przed meczem było wiadomo, że wzmocniona nowymi graczami ekipa Volleyball Rebels parafrazując Mariusza Pudzianowskiego ‘tanio skóry nie sprzeda’. Już od początku meczu ‘Rebelianci’ spisywali się bardzo dobrze. Drużyna Piotra Kamińskiego chyba nie do końca wiedziała co się wokół nich dzieje. Gra ‘Rebeliantów’ była naprawdę dobra w każdym elemencie. Atak, przyjęcie, rozegranie. Komplet. Wygrana w pierwszym secie do 16 była w pełni zasłużona. W drugim secie gracze w granatowych koszulkach sprawowali się już zdecydowanie lepiej. To właśnie oni przez większość seta kontrolowali przebieg wydarzeń boiskowych. Tak było do samej końcówki. Letnicy mieli kilka punktów przewagi, które poprzez swoją niefrasobliwość – roztrwonili. Efekt tego był taki, że ‘Rebelianci’ doprowadzili do wyrównania (19-19) i o tym, która z ekip wygra seta zadecydowała gra na przewagi. Tu fortuna sprzyjała Letnikom, którzy wygrali seta 25-23. Ostatnia – decydująca o wygranej w meczu odsłona zaczęła się kiepsko dla Letników, którzy popełniali sporo błędów własnych (3-7). Gdy na tablicy wyników widniał wynik 15-10 dla ‘Rebeliantów’ wydawało się, że kwestia wygranej jest już przesądzona. Wtedy sygnał do odrabiania strat dał Grzegorz Zawłocki, który zaliczył dwa bloki oraz dwa ataki z rzędu, przez co ponownie doszło do wyrównania (15-15). Zryw ten był jednak tylko chwilowy i po chwili to drużyna powracającego na parkiety SL3 po dwutygodniowej przerwie Dawida Byczkowskiego cieszyła się z wygranej drugiego spotkania w lidze. Dzięki czterem oczkom, ekipa zepchnęła w tabeli drużynę AXIS na ostatnie miejsce.  

Zmieszani – Team Spontan 1-2 (22-20; 15-21; 11-21)

W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że w dotychczasowych spotkaniach pomiędzy obiema drużynami nie brakowało emocji. Patrząc na rywalizację w poprzednich sezonach, poza aspektem czysto sportowym drużynom nie brakowało osobistych pobudek do tego, żeby zagrać ze zdwojoną siłą i ograć swojego rywala. Pierwszy set to bardzo wyrównana partia. Tak naprawdę losy tej odsłony mogły potoczyć się zupełnie inaczej. Ostatecznie Zmieszani przypomnieli sobie o tym, że gdyby w lidze grano tylko pierwsze sety zapewne kręciliby się obecnie wokół podium… pierwszej ligi. Pisaliśmy o tym już w poniedziałek, ale nie możemy zrozumieć tego, z jakim nastawieniem na mecz wychodzą gracze Edyty Woźny. Postawa ta, w parze z dobrą grą zaowocowały na koniec pierwszej partii, którą Zmieszani wygrali 22-20. Drugi set rozpoczął się od falstartu ‘Spontanicznych’. Wygrana w pierwszym secie oraz przewaga Zmieszanych w drugim (7-2) sprawiły, że uznaliśmy swój typ z zapowiedzi jako ‘pewniaczka’. Nie wiem czy kiedykolwiek coś obstawialiście. Jeśli nie to podpowiemy. Te wszystkie pewniaczki to można co jedynie za przeproszeniem o kant dupy rozbić. Podobnie było i tym razem. Drużyna Piotra Raczyńskiego ni stąd ni zowąd przypomniała sobie, że potrafi grać w siatkówkę i zdołała szybko dogonić swojego rywala. Końcówka seta należała tylko do ‘Spontanicznych’. W ostatnim secie to Spontan lepiej zaczął. Bardzo dobre zawody rozgrywał wprowadzony w drugim secie Paweł Baranowski, który walnie przyczynił się do wygranej meczu. Z czasem – wypracowaną wcześniej przewagę potrafili jeszcze powiększyć i partia ta zakończyła się do 11.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.