Matchday #20

Po wtorkowym wieczorze powoli krystalizuje się sytuacja dotycząca podziału pierwszej i trzeciej ligi na grupy. W elicie, swoje pierwsze spotkanie wygrała drużyna Oliwa Team, która dzięki zwycięstwu za komplet punktów złapała kontakt z innymi drużynami. Na chwilę obecną zaledwie dwie z trzydziestu czterech drużyn nie wygrały jeszcze spotkania. Liczba ta mogła się jeszcze zmniejszyć bowiem Niepokonani PKO Bank Polski o mały włos nie sprawili niespodzianki w meczu z Portem Gdańsk.

Volleyball Rebels – Team Spontan 0-3 (12-21; 20-22; 17-21)

Do bezpośredniej rywalizacji drużyny przystępowały po zeszłotygodniowych porażkach. Bezpośredni mecz był zatem dobrą okazją do rehabilitacji dla jednej z ekip. W porównaniu do poprzedniego pojedynku ‘Spontanicznych’, tym razem w drużynie pojawił się nominalny rozgrywający, co dość wyraźnie wpłynęło na jakość ich gry. Team Spontan zdołał sobie wypracować dużą przewagę już na początku meczu, kiedy to wyszli na prowadzenie 11-3, którego składową były dwa czynniki  – dobra gra własna oraz duża liczba błędów własnych przeciwników. Gdy na tablicy wyników pojawiło się 19-7 istniała duża szansa na to, że Spontaniczni nie pozwolą swoim przeciwnikom wyjść z jednocyfrowego wyniku. Ostatecznie w końcówce ‘Rebelianci’ zdobyli kilka oczek i set zakończył się wynikiem 21-12 dla ‘Pomarańczowych’. Jeśli ktoś myślał, że emocje w tym spotkaniu zostały ‘zabite’ to grubo się mylił. To ‘Rebelianci’ zaczęli lepiej drugiego seta i wyszli na dwupunktowe prowadzenie, które utrzymywało się z przerwami do stanu 16-13. Po chwili, między innymi dzięki dobrej zagrywce Karola Sękielewskiego, Spontaniczni wyrównali 16-16 i po emocjonującej końcówce zdołali wygrać 22-20.  Po takim drugim secie stało się jasne, że w trzeciej partii będzie trudno o to, aby powtórzyć takie emocje. Po wyrównanym początku, z czasem coraz lepszą grę prezentowali gracze Piotra Raczyńskiego, co sprawiło, że finalnie wygrali tę partię do 17, a cały mecz 3-0.

Port Gdańsk – Niepokonani PKO Bank Polski 2-1 (21-23; 21-17; 21-8)

To miał być dla Portu spokojny mecz. Mecz, w którym drużyna Arkadiusza Sojko wyjdzie na parkiet, odfajkuje swoje, by przy dobrych wiatrach zdążyć wrócić do mieszkania i obejrzeć prognozę pogody. Miało być pięknie, gładko i przyjemnie. Po tym spotkaniu ‘Portowcy’ mieli mieć na swoim koncie tyle samo punktów co Wirtualna Polska i przy ewentualnej, kolejnej wygranej z Craftveną zbliżyć się do prowadzącej dwójki. Cóż, zacznijmy od końca. Port Gdańsk wygrywa spotkanie z Niepokonanymi PKO Bank Polski w stosunku 2-1 i traci do obecnego wicelidera aż sześć punktów. Niepokonani PKO Bank Polski z kolei zdobywają ważny punkt, który sprawia, że do ekipy Bombardierów tracą obecnie zaledwie jedno oczko i w przyszłym tygodniu dojdzie pomiędzy nimi do bezpośredniego starcia. Przechodząc do meczu. Jesteśmy przekonani, że ‘Portowcy’ nie wyobrażali sobie przed spotkaniem, jaki opór są w stanie stawić ‘Bankowcy’. Przez większość pierwszego seta trwała tzw. walka punkt za punkt. Mimo faktu, ze w końcówce ‘Portowcy’ mieli piłkę setową to po bardzo emocjonującej końcówce ich rywale cieszyli się z wygranej seta 23-21. Druga partia również była wyrównana, z tą tylko różnicą, że do pewnego momentu. Tym momentem był czas, kiedy na zagrywce stanął Karol Polanowski, który zdołał wyprowadzić swoją drużynę na trzypunktowe prowadzenie, którego ekipa Portu już nie wypuściła.  Trzeci set z kolei to jednostronne widowisko. Port zagrał tak, jak na faworyta przystało i nie dał swoim rywalom najmniejszych szans. Koniec meczu. Podział punktów. Nawet nie przypuszczaliśmy, że będzie to tak ciekawy pojedynek.

Oliwa Team – Speednet 3-0 (21-19; 21-15; 21-16)

Dla Oliwy Team wtorkowe spotkanie przeciwko drużynie Speednetu było już ósmą szansą na wygranie pierwszego meczu w najwyższej klasie rozgrywkowej. W wywiadzie przedmeczowym kapitan drużyny – Dawid Karpiński twierdził, że w kilku spotkaniach było naprawdę blisko, ale koniec końców – zawsze brakowało tej kropki nad ‘i’. Na koniec wywiadu, rozgrywający drużyny wyraził nadzieję, że być może to właśnie w spotkaniu przeciwko ‘Programistom’ uda się odnieść zwycięstwo. W momencie, kiedy ten gracz wypowiadał powyższe słowa, nie zdawał sobie sprawy z tego, że ich szansę są naprawdę bardzo duże. Ba, powiedzielibyśmy, że nawet ogromne, bowiem Speednet z powodu braków kadrowych nie dość, że zagrał w zaledwie sześciu graczy to na dodatek w ich szeregach zabrakło dwóch środkowych, co z kolei sprawiło, że drużyna zagrała w ‘kółko’. Cóż, z całym szacunkiem, ale gdyby w takich okolicznościach Oliwa miała przegrać spotkanie to nawet nie wiedzielibyśmy co napisać. Mimo to, w pierwszym secie Speednet był dla Oliwy równorzędnym przeciwnikiem i ta partia mogła się potoczyć inaczej. Ostatecznie to Oliwa wygrała pierwsza odsłonę mimo faktu, że Speednet prowadził w końcówce 19-18. Drugi set rozpoczął się lepiej dla Oliwy. Na początku tej partii z bardzo dobrej strony pokazał się Maciej Tyryłło, który z konieczności wystąpił na środku. Ostatecznie set zakończył się zwycięstwem Oliwy do piętnastu i uważamy, że rozmiary porażki mogłyby być mniejsze gdyby nie fakt, że Speednet zbyt wiele energii poświęcał na dyskusję z sędzią. Po tym secie stało się jasne, że Oliwa wygrała swoje pierwsze spotkanie w pierwszej lidze. Mimo to uznali, że szkoda nie wykorzystać okazji i zwyciężyć za trzy punkty. Finalnie – sztuka ta im się udała, dzięki czemu do kilku drużyn, które są wyżej w tabeli Oliwa traci…tylko punkt.

Range Soft VT – Mental Block 0-3 (17-21; 14-21; 13-21)

Po raz pierwszy w historii swoich występów w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta, drużyna Range Soft VT miała do rozegrania aż dwa spotkania w jeden wieczór. Drużyna Mykoli Kisa, mimo, że ma w swoim składzie wpisanych aż piętnastu graczy, do gry we wtorkowy wieczór desygnowała zaledwie siedmiu zawodników. Ich pierwsi rywale – drużyna Mental Block, dla odmiany do składu meczowego wpisała dziewięciu graczy. Już w zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że drużyna Mental Block wbrew opinii różnych osób interesujących się naszymi rozgrywkami ma poważne argumenty do tego, aby to właśnie ich stawiać w roli faworyta spotkania. Przypomnijmy, że ‘Mentaliści’ przystępowali do spotkania z Range Soft po serii dwóch zwycięstw z rzędu i nie biorąc pod uwagę wygranego barażu, ostatnia taka sytuacja miała miejsce niespełna rok temu – w sezonie Jesień’19. Wracając do wtorkowego meczu to pierwszy set był bardzo wyrównaną partią. O tym, że to ‘Mentaliści’ sięgnęli po pierwszy punkt zadecydowała końcówka, w której z wyniku 15-15 zrobiło się 19-15 dla Mentala. Tego nie dało się już zepsuć i ostatecznie set zakończył się wynikiem 21-17. Druga partia rozpoczęła się lepiej dla graczy w niebieskich koszulkach, którzy dzięki bardzo dobrej zagrywce Kamila Żukowskiego wyszli na prowadzenie 4-0, a następnie 8-1. Cóż, podobnie jak w pierwszym secie – tego naprawdę nie dało się zepsuć i Mental kontrolując przebieg tej partii wygrał do czternastu. Trzeci set to ponowna szybka przewaga graczy w niebieskich koszulkach i pełna kontrola aż do zakończenia meczu. Wynik, a także sama gra obu drużyn nie pozostawiały wątpliwości, która ekipa była w tym starciu lepsza. Dzięki czwartej wygranej w sezonie, Mentaliści wskakują na dziewiąte miejsce w ligowej tabeli i nos podpowiada nam, że ten sezon będzie w ich wykonaniu znacznie spokojniejszy niż poprzedni.

Volleyball Rebels – BES-BLUM Nieloty 0-3 (18-21; 14-21; 12-21)

Jeśli ktoś oczekiwał w tym spotkaniu cudu to trafił pod zły adres. Zamiast na halę Ergo powinien udać się do Lichenia. Drużyna Nielotów zrobiła dokładnie to, czego można było oczekiwać po faworycie. Wygrała swoje spotkanie i dodatkowo zgarnęła przy tym komplet oczek. To sprawia z kolei, że ekipa zrównała się liczbą punktów z obecnym wiceliderem i postawiła kolejny krok w kierunku podium rozgrywek. Sam mecz rozpoczął się dość nieoczekiwanie. W pierwszym secie drużyna Volleyball Rebels grała naprawdę ciekawą siatkówkę, dzięki której potrafili stawić opór faworyzowanym przeciwnikom. Ponownie, bardzo dobrze sprawował się Maksymilian Przywojski, który jest niewątpliwym liderem drużyny jeśli chodzi o umiejętności. W przypadku Nielotów ciężko wskazać tego jednego konkretnego gracza, na którym opierała się siła drużyny. To właśnie kolektyw sprawił, że ostatecznie Nieloty wygrały pierwszego seta do 18. Jeśli chodzi o kolejne partie to nie dało się nie zauważyć pewnej zależności. Im dalej w las – tym Volleyball Rebels radził sobie gorzej. To odbiło się na drugim i trzecim secie, kiedy drużyna przegrała odpowiednio do czternastu oraz dwunastu, a cały mecz w stosunku 0-3. Jakby tego było mało, była to druga porażka w takim wymiarze tego wieczoru. Na chwilę obecną ‘Rebelianci’ mają zaledwie jedno oczko na dwanaście możliwych i zastanawiamy się, czy nie wejść w rolę motywatora. Ach, niech będzie. Jak mawiał Ś.P. Janusz Wójcik. Panowie, kiełbasy do góry!

DNV GL S*M*A*S*H – BL Volley 1-2 (18-21; 23-21; 12-21)

Niespełna 48 godzin przed meczem drużyna DNV GL S*M*A*S*H szukała ekipy, która byłaby w stanie wskoczyć na ich miejsce i rozegrać spotkanie z BL Volley. Niestety dla drużyny z Gdyni, na pewne ruchy było już za późno i stało się jasne, że przeciwko BL Volley ekipa będzie musiała wystąpić w mocno okrojonym składzie. W protokole meczowym próżno było szukać liderów drużyny –  Sebastiana Pietrasa oraz Pawła Krzyżaka. Mimo to, ekipa w białych trykotach pierwszego seta rozpoczęła z animuszem i po chwili od pierwszego gwizdka sędziego prowadzili już 6-0. Z czasem, głównie za sprawą masy błędów własnych gra się ustabilizowała (7-6) i od tego momentu mieliśmy wyrównaną partię, w której lepszym finiszem popisali się gracze Wojciecha Strychalskiego. Czerwono-niebiescy po raz pierwszy na prowadzenie wyszli przy stanie 17-16 i kiedy poczuli krew, już nie odpuścili. Drugi set był bardzo wyrównany od samego początku do końca jego trwania. Dość wymowny jest tu fakt, że żadna z drużyn w trakcie jego trwania nie zdołała wyjść na prowadzenie większe niż dwupunktowe. Finalnie set zakończył się zwycięstwem DNV GL, ale w tym przypadku nie obyło się bez kontrowersji sędziowskich. Trzeci set wymyka się spoza jakichkolwiek ram naszych wyobrażeń. To, co zrobił we wtorkowy wieczór Paweł Przybyszewski to istne szaleństwo. Trzynaście bloków. 13. Nie 1, nie 3, 13. To jest naprawdę niebywałe. Gość będzie śnił się swoim rywalom po nocach. Na sam dźwięk imienia i nazwiska tego gracza drużyna DNV będzie miała torsje. Niebywałe. Trzeci set padł łupem BL Volley, które wygrało go do 12.

BES-BLUM Kraken Team – PROtotype Volleyball 1-2 (21-14; 19-21; 19-21)

Zgodnie z tym, o czym pisaliśmy w zapowiedzi przedmeczowej, ten mecz był szalenie istotny dla obu drużyn. Kraken Team miał dosłownie wszystko do tego, aby znaleźć się w grupie mistrzowskiej. Prototype z kolei chciało zerwać z łatką drużyny, która w obecnym sezonie może i dostarcza punktów, ale zazwyczaj swoim rywalom. Mimo niezłego początku meczu w wykonaniu ‘Transformersów’, z każdą kolejną chwilą to BES-BLUM przejmował inicjatywę, by w połowie seta prowadzić już 14-9. Z czasem było dla Prototype tylko gorzej i mówiąc najdelikatniej jak się da – byli tylko statystami w bardzo dobrej grze, którą prezentowali gracze Kraken. Mimo starań atakującego Łukasza Dejko, drużyna Prototype Volleyball nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki i to ich rywale cieszyli się z wygrania pierwszej partii. W połowie drugiego seta, kiedy ich rywale prowadzili 10-6 i wyglądali lepiej w każdym elemencie, wydawało się, że jest już ‘po meczu’. Cały czas zastanawiamy się jak to możliwe, ale ekipa ‘Transformersów’ w naprawdę słabym położeniu zdołała nie stracić resztek nadziei. Zachowując odpowiednie proporcje, jako drużyna trochę przypomnieli nam scenę z filmu Titanic, kiedy orkiestra pomimo beznadziejnej sytuacji postanowiła ‘grać do końca’. Jak doskonale wiecie, życie różni się czasem od filmu i tak samo było tym razem. PROtotype kończy zarówno drugiego, jak i trzeciego seta z happyendem, dzięki czemu wciąż mają szansę na grupę mistrzowską. BES-BLUM Kraken Team z kolei może odczuwać ogromną frustrację. Długimi fragmentami wydawało się, że to oni wygrają mecz.

Volley Gdańsk – AVOCADO friends 3-0 (22-20; 21-12; 21-16)

Po tym, jak emocjonujące spotkanie zaserwowali nam w poniedziałkowy wieczór gracze Omidy i AVOCADO friends, we wtorkowy wieczór liczyliśmy na powtórkę. W porównaniu do składu, który rywalizował z wicemistrzem 24h wcześniej, zabrakło kilku graczy ‘Wegan’. Mowa tu o Andrzeju Masiaku, Piotrze Szczepańskim, Krzysztofie Wyrzykowskim oraz Mateuszu Ciesielskim. To z kolei sprawiło, że AVOCADO wróciło do korzeni i na parkiecie zameldowali się dokładnie ci sami gracze, którzy wywalczyli awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Prawdę powiedziawszy, do spotkania pomiędzy Volley Gdańsk a AVOCADO friends miało dojść już ponad miesiąc temu. Redakcja pod wieloma względami należy do tradycjonalistów i chciała zaplanować mecz na inaugurację pierwszej ligi pomiędzy mistrzem, a drużyną, która wygrała drugoligowe zmagania. Ostatecznie, w związku z wydłużeniem wakacji przez ‘Wegan’, do bezpośredniego spotkania obu drużyn doszło dopiero w połowie października, kiedy Volley Gdańsk stanął przed szansą na odniesienie czterdziestego dziewiątego spotkania z rzędu. Sam mecz rozpoczął się lepiej dla AVOCADO, które grało całkowicie bez kompleksów, dzięki czemu pod koniec seta wydawało się, że to oni wygrają. (17-12 oraz 19-16). Z czasem kompilacja różnych zdarzeń sprawiła, ze Volley wyrównało, by po chwili zadać ostateczny cios i wygrać seta. Drugi set w przypadku ‘Wegan’ należałoby po prostu przemilczeć. W nim Volley Gdańsk doskonale wykorzystał liczbę błędów popełnianych przez rywali i nie dał im szans, wygrywając do 12. Trzeci set był już lepszy w wykonaniu graczy w czarnych koszulkach, ale nie na tyle, by jakkolwiek zagrozić ‘żółto-czarnej’ maszynie. W poniedziałek – der klassiker. Starcie Volley z Omidą.

Range Soft VT – Sprężystokopytni & Kitku 0-3 (15-21; 14-21; 15-21)

Drużyna Range Soft VT przystąpiła do spotkania tuż po porażce, której doznali chwilę wcześniej, kiedy ich rywalem była drużyna Mental Block. Mimo, że to właśnie ‘Mentaliści’ byli nieznacznym faworytem to jednak można było oczekiwać znacznie więcej od drużyny, która nie tak dawno pokonała ekipę Letniego Gdańska, obecnie znajdującą się w czubie tabeli. Mecz przeciwko Sprężystokopytnym & Kitku miał być teoretycznie trudniejszym zadaniem, z którym drużyna Range Soft miała się zmierzyć we wtorkowy wieczór. Już od początku meczu było widać, że o niespodziankę będzie niezwykle trudno. Sprężystokopytni & Kitku wyrządzili swoim rywalom dużo szkód zagrywką, z której przyjęciem ekipa w żółto-czarnych strojach miała spore problemy. Wyniki w trackie seta: 1:5; 9:15 czy 11:18 dobitnie pokazują, kto miał w tej partii kontrolę nad poczynaniami boiskowymi. Mimo tego, początek drugiej partii należał do ‘Stranieri’, którzy zdołali wyjść na prowadzenie 6-2, po którym ekipa S&K musiała wziąć czas. Radość ekipy Range Soft nie trwała jednak długo, bo po kilku wymianach na tablicy pojawił się wynik remisowy (7-7) i w dalszej części seta gra toczyła się pod dyktando drużyny Kacpra Goszczyńskiego. W trzecim secie wyrównana gra była tylko na początku. Z czasem faworyci ponownie narzucili tempo gry, któremu ich rywale nie byli w stanie dorównać, przez co mecz zakończył się wynikiem 3-0 dla Sprężystokopytnych & Kitku. Najlepszym zawodnikiem meczu wybrany został Maciej Wysocki, którego w ostatnim czasie coraz częściej widujemy na środku.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.