Matchday #19

W poniedziałkowy wieczór doszło do kilku pojedynków, które dały nam odpowiedzi na niezliczoną liczbę pytań. W trzeciej oraz pierwszej lidze ze swoich zadań perfekcyjnie wywiązały się drużyny Wirtualnej Polski, Chilli Amigos oraz Trójmiejskiej Strefy Szkód. Ponadto, w pierwszej lidze doszło do zmiany lidera. Obecnie jedno oczko przewagi nad Volley Gdańsk ma Omida Team, która zagrała świetne spotkanie z AVOCADO friends. Zapraszamy na podsumowanie poniedziałkowej serii gier!

Team Looz – Wirtualna Polska 0-3 (17-21; 19-21; 21-23)

W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że spotkanie będzie miało niebagatelne znaczenie w kontekście podziału ligi na grupy. Chrapkę na grupę mistrzowską miały zarówno Wirtualna Polska jak i Team Looz, co potwierdził rozgrywający tej drużyny w wywiadzie przedmeczowym. W przypadku ekipy Wirtualnej Polski stawka była tak duża, że w protokole meczowym znalazło się dwóch graczy, których nie mieliśmy dawno okazji oglądać w zmaganiach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – Jędrzej Matla oraz Wiktor Świąder. Początek meczu należał do WP. Blok i as serwisowy Michała Doroza pokazały, kto będzie rządził w poniedziałkowy wieczór na parkiecie. Po chwili, po przeciwnej stronie siatki popisową akcję zaprezentował rozgrywający drużyny Team Looz, który zamarkował odbicie piłki, by po chwili schować ręce i dzięki temu jego drużyna zdobyła punkt. Finalnie, Wirtualna Polska zdołała wypracować sobie kilkupunktową przewagę, której już nie wypuścili. Kropkę nad ‘i’ kiwką postawił rozgrywający WP – Bogusław Tybuś i ‘Biało-czerwoni’ mogli cieszyć się z pierwszego punktu. Drugi set zaczął się wyrównanie. Po dwóch asach serwisowych z rzędu Mateusza Pietrzykowskiego, Team Looz wysunął się na delikatne prowadzenie. Przewaga ta nie była jednak na tyle duża, aby okazała się bezpieczna. W drugiej części tej partii ekipa WP zdołała wyjść na prowadzenie i po błędzie na zagrywce jednego z graczy TL cieszyć się z wygranej w drugim secie. Przed trzecim setem WP pomyślało zapewne, że ‘skoro jest tak dobrze, czemu nie mogłoby być lepiej’. Skoro udało się wygrać spotkanie za dwa punkty, czemu nie powalczyć o trzy? W zdecydowanie najbardziej emocjonującym secie ‘Wirtualni’ ponownie byli górą. Tym razem, po walce na przewagi ‘Wirtualni’ wygrywają 23-21 i meldują się na trzecim miejscu w ligowej tabeli. To się może jednak zmienić, ale niezależnie od okoliczności i tego, czy znajdą się w grupie mistrzowskiej czy nie – są moralnymi zwycięzcami. W poniedziałkowy wieczór wykonali plan w 100% i mogą w spokoju oczekiwać innych wyników w trzeciej lidze.

Dream Volley – AXIS 3-0 (21-6; 21-15; 21-11)

Obojętnie jak byśmy się nie gimnastykowali i starali przedstawić alternatywną rzeczywistość – pewnych rzeczy zakłamać nie można. To Dream Volley był zdecydowanym faworytem tego spotkania. Uważamy, że gdyby gracze AXIS zdobyli w poniedziałkowy wieczór choćby punkt, moglibyśmy mówić o sporego kalibru niespodziance. Gdyby wygrali – o sensacji. Nie znajdujemy z kolei słów do tego, co byśmy pisali, gdyby wygrali za komplet punktów. Już początek meczu wskazał, że to, o czym właśnie pisaliśmy to jakieś banialuki. Dream Volley nie miało litości dla swojego rywala, którego ograli do sześciu. Podczas, gdy graczom Mateusza Dobrzyńskiego wychodziło niemal wszystko, ich przeciwnikom – graczom Fabiana Polita nie wychodziło nic, no może prawie nic. Wszak ‘Czerwoni’ zdobyli sześć oczek. O tym, jak dotkliwa to była porażka, niech świadczy fakt, że Dream prowadziło w tej partii 7-0 i 15-2, by ostatecznie wygrać seta do sześciu. AXIS w tej partii miało potężne problemy, zarówno w przyjęciu, jak i wykończeniu akcji. Ale dość o pierwszym secie. Historia do zapomnienia. W drugim zawodnicy w ‘Czerwonych’ koszulkach zaprezentowali się już o niebo lepiej. Na początku tej partii wyszli nawet na prowadzenie (6-4), ale z czasem dobrze zorganizowana ekipa Dream Volley wyszła na prowadzenie i wygrała tego seta do 15. Ostatni set rozpoczął się wysokim prowadzeniem Dream Volley (10-2). Należy dodać, że na początku tej partii statystyki podkręcił Jakub Perżyło, który był co rusz ‘uruchamiany’ przez Mateusza Dobrzyńskiego. W partii tej, podobnie jak całym meczu uwypuklił się duży problem ze skończeniem akcji przez AXIS, a to oznaczało, że zwycięzca mógł być tylko jeden.

Chilli Amigos – Allsix by Decathlon 3-0 (21-16; 21-15; 21-18)

Trzecioligowy hit pomiędzy Chilli Amigos a Allsix by Decathlon mógł się podobać. Mógł również rozczarować. Oczywiście słyszymy już te głosy oburzenia graczy Chilii, ale śpieszymy z wytłumaczeniem. Nie jest to deprecjonowanie Waszego wyczynu – ten jest naprawdę godzien podziwu i co tu dużo mówić – należy Wam się szacunek ludzi ulicy. Mówimy raczej o rozczarowaniu związanym z brakiem emocji. Nie ukrywamy, że w meczu pomiędzy drugą a trzecią drużyną w tabeli liczyliśmy na wodotryski, efektowne wymiany, nagłe zwroty akcji. Jak było? Cóż, wygrana Amigos nie była ani przez chwilę zagrożona. Tak jak wspominaliśmy jakiś czas temu – nie do końca ogarniamy co stało się z ‘Papryczkami’ na przełomie kilku miesięcy, ale doskonale pamiętamy ich początki w lidze. Początki, kiedy w dwóch z trzech pierwszych spotkań dostawali w cymbał, zarówno od Decathlonu jak i Wirtualnej Polski. Początki, kiedy byli pewni siebie równie mocno co gość w turbanie na Manhatanie na drugi dzień po ataku na World Trade Center. Z czasem, po kolejnych wygranych, poprawie gry i poprawieniu kilku mankamentów, wjeżdżają w kolejnych rywali za nic mając jakiekolwiek wartości. Po prostu biorą co im się należy. Dodatkowo – przedmeczowe notatki, rozpracowany rywal, analiza własnej gry. Jesteśmy naprawdę pod wrażeniem. Uważamy, że Chilli Amigos jest już gotowe do postawienia kolejnego kroku, którym będzie awans do wyższej klasy rozgrywkowej. W poniedziałkowy wieczór zdali egzamin z wyróżnieniem. Allsix by Decathlon z kolei, bardzo skomplikował sobie sprawę. W przyszłym tygodniu – mecz o wszystko z Craftveną.

Trójmiejska Strefa Szkód – BES-BLUM Kraken Team 3-0 (21-19; 21-12; 21-16)

W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy, że o tym, kto wygra spotkanie zadecyduje dyspozycja dnia. Czy tak faktycznie było? Owszem, ale połowicznie. O tym, że to Trójmiejska Strefa Szkód wygrała spotkanie zdobywając przy tym komplet punktów, zadecydowało wiele czynników. Odnosimy wrażenie, że TSS był po prostu drużyną lepszą i zasłużenie wygrywają spotkanie. Co ciekawe, zespół Dominika Błońskiego wystąpił w zaledwie sześciu graczy i mimo, że kopaliśmy w naszej pamięci dość długo to po chwili uznaliśmy, że w przypadku TSSu jest to sytuacja bezprecedensowa, a już na pewno w obecnym sezonie. Mimo tego, to właśnie gracze w niebiesko-białych koszulkach lepiej rozpoczęli mecz. Gracze TSS zdołali wypracować dwupunktową przewagę, którą utrzymywali przez większość seta. Z czasem przewaga ta się powiększyła i pomimo gorącej końcówki to TSS cieszył się z wygranej partii po udanej kiwce kapitana drużyny. Drugi set, co tu dużo pisać – był różnicą poziomów. W partii tej na dobre odpalili się Dominik Błoński oraz Kacper Buczkowski, którzy taśmowo zdobywali punkty, po których TSS cieszył się z wygranej seta do 12. Jeśli ktoś przed trzecim setem spodziewał się jakichś nadzwyczajnych emocji – musiał poczuć rozczarowanie. Trójmiejska Strefa Szkód ponownie ‘zabiła’ emocje, już na początku szybko wychodząc na prowadzenie 8-3. Wypracowanej przewagi tak doświadczona ekipa nie jest w stanie wypuścić i TSS cieszy się z wygranej, po której ląduje na czwartym miejscu w tabeli, wyprzedzając przy okazji swojego poniedziałkowego rywala, czym w zasadzie zagwarantowali sobie udział w grupie mistrzowskiej.

Omida Team – AVOCADO friends (21-15; 21-14; 21-19)

Ten mecz był szalenie istotny z punktu widzenia obu drużyn. Dla AVOCADO była to jedna z ostatnich szans na to, aby wskoczyć do pociągu, który zabiera ligową czołówkę do stacji grupa mistrzowska. Z  kolei Omida stanęła przed dużą szansą na to, aby zrównać się, a przy komplecie punktów nawet wyprzedzić Volley Gdańsk. Aby tego dokonać, drużyna powracającego po tygodniowej absencji Konrada Gawrewicza musiała wygrać spotkanie. Na rozgrzewce przedmeczowej wydawało się, że wygrana nie przyjdzie ‘Logistykom’ zbyt łatwo. Nie dość, że w ich szeregach zabrakło podstawowego środkowego – Kuby Klimczaka to na dodatek ich rywale zameldowali się w niemal kompletnym składzie, z powracającym po kontuzji Patrykiem Okulewiczem. Pierwsza partia zaczęła się lepiej dla wicemistrzów SL3. Ci szybko wypracowali sobie kilkupunktową przewagę, którą z czasem ich rywale zniwelowali. Gdy wszystko wskazywało na to, że pierwsza partia się wyrówna, swoje ‘pięć minut’ miał Dmytro Moroziuk, który najpierw zablokował jednego z rywali, by po chwili dołożyć dwa asy serwisowe i ponownie uzyskać kilkupunktową przewagę dla swojej drużyny. W końcówce partii AVOCADO friends wygrało kapitalną wymianę, która obfitowała w rewelacyjne obrony, dzięki czemu zdołali obronić piłkę setową. Po chwili jednak Omida zdołała zamknąć tego seta do 15. Druga partia zaczęła się niemal identycznie jak pierwsza – od prowadzenia Omidy. Po chwili kapitalną serią na zagrywce zniwelował ją Andrzej Masiak, ale z czasem ‘Logistycy’ ponownie doszli do głosu i wygrali seta – tym razem do 14. W trzecim – najbardziej wyrównanym secie, przez długi czas wydawało się, że mecz może się zakończyć podziałem punktów. Ostatecznie partię tę wygrała ponownie Omida i dzięki kompletowi oczek wysunęła się na pozycję lidera pierwszej ligi. Podsumowując, musimy oddać AVOCADO to, że zagrali w poniedziałkowy wieczór naprawdę dobre spotkanie. Omida zagrała z kolei świetnie i dlatego wygrała ten mecz. Zaryzykujemy stwierdzenie, że był to najlepszy mecz w sezonie drużyny Konrada Gawrewicza. W trakcie całego spotkania popełniali mało błędów, grali świetnie w obronie, a dzięki dobrej zagrywce kolegów, w bloku mogli wykazać się poszczególni gracze w czarnych koszulkach.  

Tufi Team – Epo-Project 2-1 (21-14; 21-19; 19-21)

Zgodnie z tym, o czym pisaliśmy w zapowiedzi przedmeczowej – była to przedostatnia szansa na zbliżenie się do grupy mistrzowskiej przez drużynę Epo-Project. Cóż, po spotkaniu można powiedzieć tyle, że o ile matematycznie szanse na to jeszcze są, tak wszelkie przesłanki rozsądnego myślenia nakazują wybicie sobie tego pomysłu z głowy. Wiecie jak to jest. Musiałyby się spełnić siedemdziesiąt dwa czynniki, z czego te ostatnie byłyby tak absurdalne, że szkoda je w ogóle wypisywać. Uważamy, że obecnie drużyna powinna skupić się na tym, abyśmy w przyszłym sezonie nie zobaczyli ich grających w drugiej lidze. Scenariusz ten nie jest już tak absurdalny, jak mógłby się wydawać półtora miesiąca temu. Po poniedziałkowej przegranej z Tufi Team w stosunku 1-2 drużyna znajduje się na siódmym miejscu w ligowej tabeli, jednak to, co powinno niepokoić ‘Zielonych’ to fakt, że każda z trzech drużyn będących pod nimi, ma co najmniej o jedno spotkanie do rozegrania więcej. W zupełnie innych nastrojach po meczu może być drużyna Tufi Team, która dzięki kolejnej wygranej niemal na 100% zapewniła sobie awans do grupy mistrzowskiej. Z drugiej strony, po spotkaniu pozostał z ich perspektywy pewien niedosyt. Po dwóch wygranych setach wydawało się, że ekipa zgarnie trzeci komplet oczek w obecnym sezonie, dzięki czemu zbliży się do drużyn zajmujących obecnie pierwsze i drugie miejsce. Byłoby to o tyle istotne, że niebawem dojdzie do spotkania tych drużyn, w którym minimum jednak ekipa straci punkty.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.