Matchday #16

Poniedziałkowy wieczór to aż cztery pojedynki drugoligowe, w których aż trzy można było określić mianem hitu obecnego tygodnia rozgrywek. Dodatkowo, w poniedziałkowy wieczór po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć w akcji nową drużynę, która na inaugurację przegrała spotkanie ze Zmieszanymi. Na trzecioligowym froncie w hitowym spotkaniu lepszą drużyną od Portu Gdańsk okazała się ekipa Chilli Amigos, która do obecnego lidera traci już tylko dwa punkty.

Dream Volley – Letni Gdańsk 1-2 (21-14; 17-21; 16-21)

Mecz na szczycie drugiej ligi nie zawiódł. Ok, może i zawiódł, ale tylko graczy Dream Volley, którzy przegrali w poniedziałkowy wieczór drugie spotkanie w sezonie Jesień’20. Aby zrozumieć, jak do tego doszło, należy rzucić nowe światło na to, co działo się w trakcie spotkania, a w zasadzie przed jego rozpoczęciem. Na kilka godzin przed meczem kapitan drużyny Dream Volley wysłał do Redakcji pytanie czy istnieje jakakolwiek szansa na przełożenie terminu meczu. Wszystko za sprawą tego, że nagle ze składu wypadł lider drużyny – Karol Masiul oraz faktu, że pewną niedyspozycję zgłaszał rozgrywający drużyny. Niestety dla ekipy Dream – przełożenie spotkania było już niemożliwe i zespół musiał grać tymi zasobami, które ma. Mimo to, stoimy twardo przy stanowisku, że absencja jednego czy drugiego zawodnika w żaden sposób nie usprawiedliwia wyników drużyny. Piszemy o tym, ponieważ jesteśmy dalecy od tego, aby deprecjonować wyniki Letniego Gdańska. O tym, że dla Dream Volley nie będzie to ‘spacerek’ gracze Dream Volley przekonali się już w pierwszym secie, kiedy ich rywale wyszli na czteropunktowe prowadzenie. Mimo to, graczom w szarych trykotach udało się zdobyć pięć punktów z rzędu, dzięki którym wyszli na prowadzenie. Następnie, po serii dobrych zagrywek i – co chyba ważniejsze i boleśniejsze dla ‘Letników’ – po dwóch punktowych blokach z rzędu byłego gracza Letniego Gdańska – Jacka Kalwasa, Dream prowadził już 18-12, czym ‘zgasił światło’ swoim rywalom, a następnie wygrał seta do 14. O ile w pierwszej partii Dream potrafił odwrócić losy seta, tak w drugim sztuka ta się nie udała. Po wyrównanej partii, na pierwszą istotną przewagę wyszli Letnicy (16-14), którzy nie wypuścili jej już do końca. To, co było znamienne w tej partii to boiskowa inteligencja Piotra Kamińskiego. O ile w pierwszej partii po jego bombach gracz ten był karcony blokiem przez rywali, tak w drugiej wyciągnął wnioski i zaczął więcej kiwać, co okazało się bardzo skuteczne i istotne w kontekście wygranej w tej partii. Trzeci set nie obfitował już w nagłe zwroty akcji czy jakąś historię, którą gracze obu drużyn będą opowiadać za czterdzieści lat wnukom siedząc w bujanym fotelu. Wypracowana na początku seta przez Letników przewaga została ‘dowieziona’ do końca i Letni Gdańsk wygrywa spotkanie 2-1. Ostatnie trzy mecze – Dream Volley, DNV GL S*M*A*S*H, BES-BLUM Nieloty. Trzy wygrane. Imponujące.

Wirtualna Polska – Niepokonani PKO Bank Polski 3-0 (21-18; 21-10; 21-12)

Nie ma co owijać w bawełnę. Dla drużyny WP mecz przeciwko Niepokonanym PKO Bank Polski był w zasadzie ostatnią szansą na poprawienie swojej sytuacji w tabeli. Przypomnijmy, że aby drużyna Jędrzeja Matli liczyła się w walce o górną piątkę, musiała wygrać mecz z ‘Bankowcami’ za komplet punktów. Sztuka ta się udała, ale niestety dla ‘Biało-czerwonych’ ich najgroźniejsi rywale mają jeszcze spotkania do rozegrania. Wracając do meczu trzeba napisać, że wygrana ta zrodziła się w bólach. Szczególnie trudne warunki gracze PKO postawili w pierwszym secie, choć początek tego nie zwiastował. Po bardzo dobrej zagrywce rozgrywającego WP – Bogusława Tybusia ‘Wirtualni’ wyszli na kilkupunktowe prowadzenie i wydawało się, że od tego momentu zaczną grać swoją siatkówkę. Plan ten nie spodobał się zbytnio przeciwnikom, którzy mimo, że osłabieni brakiem najlepszego gracza, całkiem słusznie uznali, że WP można ‘ukąsić’ i wygrać seta. Do połowy pierwszej partii mieliśmy zatem wynik remisowy i od tego momentu Wirtualna Polska narzuciła tempo, za którym rywale nie mogli nadążyć. Gdy na tablicy wyników widniało wynik dla WP, kwestia pierwszej partii wydawała się rozstrzygnięta. Tymczasem PKO zanotowało świetną końcówkę i po atakach Dawida Laskowskiego oraz zagrywce Marcelego Kłosowskiego zrobiło się 20-18 i było już naprawdę gorąco. Ostatecznie partię tę zamknął Michał Doroz. Drugi i trzeci set miał już zupełnie inne oblicze. Wirtualna Polska co rusz nękała swoich rywali świetną zagrywką, po której w trakcie całego meczu zdobyli aż dwanaście punktów. Dodatkowo liczba tych, po których ‘Bankowcy’ oddawali finalnie piłkę za darmo była równie okazała.

Zmieszani – Volleyball Rebels 3-0 (21-9; 21-12; 21-16)

Na początku chcieliśmy napisać o tym, że gdyby ktoś, kogo interesują rozgrywki SL3 zapadł w niedzielę w śpiączkę i obudził się w poniedziałkowy wieczór to nie uwierzyłby co się wydarzyło. Po chwili uznajemy jednak, że wystarczyło wypić kilka(naście) piwek i efekt byłby ten sam. I w jednym i w drugim przypadku widok nowej drużyny, która wskakuje w miejsce SV INVICTY rodziłby wiele pytań. Skoro tak – śpieszymy z wytłumaczeniem. Drużyna Volleyball Rebels to ekipa, która padła poniekąd ofiarą tego, że przy okazji zapisów do sezonu Jesień’20 obowiązywał limit drużyn. Fakt, że jedna z ekip zrezygnowała był zatem okazją dla drużyny Dawida Byczkowskiego na zaprezentowanie swoich umiejętności. Debiut drużyny przypadł nie z byle kim. Rywalem była ekipa Zmieszanych, która dwukrotnie stawała już na podium, a jej gracze mają potężne doświadczenie w rozgrywkach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Z drugiej strony jest takie powiedzenie – ‘jak spaść to z wysokiego konia’. Jakby to powiedzieć, Volleyball Rebels nie dość, że spadło z konia to na sam koniec ów koń postanowił się zawrócić i przebiec po swoim przeciwniku. Co tu dużo mówić – był to mecz drużyn o różnych prędkościach. Z drugiej strony wymaganie wyników czy nawet dobrej gry od drużyny, która 24 h wcześniej nie wiedziała o tym, że będzie w ogóle grać jest równie rozsądne jak skakanie na główkę z pomostu do wody, która ma 30 cm głębokości.

Zmieszani – Sprężystokopytni & Kitku 0-3 (16-21; 15-21; 17-21)

Aby dobrze zrozumieć, przed jaką szansą stanęła drużyna Zmieszanych trzeba wspomnieć o tym, że gdyby drużyna Edyty Woźny wygrała ze Sprężystokopytnymi 3-0 to po siedmiu meczach znalazłaby się na…pierwszym miejscu. Ok, o ile obecny lider – drużyna Pięknych i Młodych ma na chwilę obecną dwa spotkania rozegrane mniej, o tyle zarówno lider jak i wicelider przy równej liczbie spotkań wyprzedziliby zarówno trzecią drużynę w tabeli, jak i wicelidera. Przejdźmy jednak do brzegu. Mimo, że celu nie udało się zrealizować i Zmieszani przegrali spotkanie z drużyną Kacpra Goszczyńskiego to i tak znajdują się obecnie na wysokim – czwartym miejscu w tabeli. Samo spotkanie obfitowało w emocje i wielokrotnie wydawało nam się, że hala niemal eksploduje. W pierwszej partii to Zmieszani zaczęli lepiej i konsekwentnie grali dobrą siatkówkę, co zaowocowało prowadzeniem (12-8). Z czasem do głosu doszły jednak ‘Kopytka’ i między innymi dzięki fantastycznej postawie Macieja Wysockiego wyszli na prowadzenie, którego nie wypuścili już do końca seta. W drugiej partii od początku lepiej radzili sobie Sprężystokopytni & Kitku i gdyby nie draka, do której doszło po tym, jak Michał Kocbuch przeszedł pod siatką, można by powiedzieć, że był to set bez historii. Trzecia partia przypominała tę pierwszą. Podobne było również zakończenie. W partii tej Zmieszani identycznie jak w pierwszym secie prowadzili z rywalami (12-8), by po chwili to ich rywale cieszyli się z wygranej seta i całego meczu w stosunku 3-0. Sprężystokopytni & Kitku wygrywają i sięgają po drugi komplet punktów. Wygrana powinna cieszyć, bo dwukrotnie byli blisko utraty punktu.

BES-BLUM Nieloty – DNV GL S*M*A*S*H 2-1 (21-19; 21-17; 20-22)

Wchodzący na salę gracze Nielotów oraz DNV GL S*M*A*S*H mieli ten komfort, że znali wynik spotkania Dream Volley – Letni Gdańsk. Miało to oczywiście znaczenie w kontekście tabeli i położenia w niej obu drużyn, które miały skrzyżować rękawice za kilkadziesiąt minut. Cóż, mówiąc krótko – podział punktów we wspomnianym wcześniej meczu zadowolił chyba wszystkie drużyny, które mają aspirację na podium rozgrywek. Przechodząc jednak do samego spotkania, w zapowiedzi przedmeczowej napisaliśmy o tym, że to BES-BLUM Nieloty zdają się być faworytem tego pojedynku. Przemawiał za tym fakt, że jako grupa i drużyna BES-BLUM zna się zdecydowanie dłużej i element zgrania miał tu niebagatelne znaczenie. Ich rywal – drużyna DNV GL S*M*A*S*H ma w swoim składzie bardzo dobrych graczy, jednak jako drużyna przed rozgrywkami SL3 nie mieli okazji ze sobą występować w pełnym składzie. Mimo to, początek spotkania należał właśnie do drużyny w białych trykotach. Po naprawdę dobrym fragmencie wyszli na prowadzenie 12-6, lecz po chwili, po problemach z przyjęciem DNV roztrwonił przewagę i zrobiło się 16-15 dla DNV. Ostatecznie, BES-BLUM potrafił wygrać tę partię i obojętnie jakbyśmy się nie silili, nie oddamy w słowach tego, co wydarzyło się w tej partii. To był naprawdę piękny come-back dla BES-BLUM i policzek dla ich rywali. Drugi set to kontrola poczynań boiskowych Nielotów, którzy prowadzili przez całą partię i zasłużenie wygrali ją do 17. Zachowując proporcje, trzeci set przypominał trochę ten pierwszy. Tym razem to Nieloty wyszły na prowadzenie i dość nieoczekiwanie – w końcówce sytuacja się odwróciła i to DNV wygrało seta, co było pewnym ciosem dla drużyny Mateusza Bone, zważywszy na to, że w końcówce nie obyło się bez kontrowersji sędziowskich.

Port Gdańsk – Chilli Amigos 0-3 (12-21; 19-21; 18-21)

Gdybyśmy mieli pisać zapowiedź tego spotkania raz jeszcze, napisalibyśmy, że będzie to spotkanie dwóch wielkich nieobecnych, którzy zdobyli historycznie dla swoich drużyn największą liczbę punktów. Po stronie Portu zabrakło Piotra Baja, natomiast w szeregach Chilli Amigos próżno było szukać Grzegorza Walukiewicza. Początek meczu był dość zaskakujący. Jak bowiem wytłumaczyć, że w przeciągu zaledwie pięciu minut sędzia musiał trzykrotnie zarządzić powtórkę? Wszystko za sprawą piłek, które co rusz wpadały na środkowe boisko. Niestety, doszło też do groźnej sytuacji, w której Maciej Wąsicki w ferworze walki poczęstował Marcina Wiśniewskiego soczystym ciosem prosto w oko. Na szczęście skończyło się tylko na strachu i mecz mógł być kontynuowany. W pierwszym secie wyrównana partia trwała do połowy pierwszego seta, kiedy Chilli postanowiło podkręcić tempo. Po bardzo dobrym fragmencie, w którym ‘Papryczki’ wykorzystały gorszą dyspozycję rywali, set zakończył się wysokim wynikiem 21-12. Drugi set zaczął się lepiej dla drużyny, która dopiero co cieszyła się z wygranej pierwszej partii. Po doskonałej kiwce Marcina Wiśniewskiego oraz bardzo dobrej zagrywce dobrze dysponowanego Daniela Gołuńskiego Amigos wyszli na prowadzenie, które utrzymywali do drugiej połowy tej partii. ‘Portowcy’ zdołali jednak wyrównać, a następnie wyjść na prowadzenie i wydawało się, że to oni przejmą inicjatywę. Przewaga była jednak krótkotrwała, gdyż ich przeciwnicy za chwilę wyszli na prowadzenie i wygrali seta do 19. Trzeci set to przewaga wypracowana przed drużynę z doków, która chciała wywalczyć choćby punkt. Przez długi fragment wydawało się, że sztuka ta się uda (9-5 dla PG), jednak z czasem ‘Papryczki’ znowu podkręciły tempo i wygrały bardzo ważne spotkanie 3-0.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.