Matchday #11

Wtorkowe spotkania obyły się bez niespodzianek. Nie oznacza to, że zabrakło w nich emocji. Kolejne zwycięstwa odniosły niepokonane w tym sezonie Volley Gdańsk oraz MiszMasz, które są liderami swoich klas rozgrywkowych. Na wyjście z kryzysu muszą z kolei poczekać drużyny Trójmiejskiej Strefy Szkód oraz ACTIVNYCH Gdańsk. Zapraszamy na podsumowanie jedenastego dnia meczowego.

Bombardierzy – Craftvena 1-2 (20-22; 13-21; 21-19)

Kilkadziesiąt godzin przed meczem było wiadome, że drużyna Bombardierów będzie we wtorkowy wieczór rywalizowała z przeciwnikami bez swojego kapitana – Dawida Piankowskiego. W jego miejsce do gry desygnowany został Michał Dąbrowski, który był ważnym ogniwem drużyny na jesieni 2019 r. Poza wspomnianą zmianą, skład personalny Bombardierów nie zaskoczył absolutnie nikogo. Ze wszystkich drużyn, które biorą udział w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta to właśnie ekipa w czarnych koszulkach ma jedną z najwęższych kadr. Początek meczu był wyrównany i w połowie seta mieliśmy wynik remisowy 10-10. Był to prognostyk tego, że otrzymamy naprawdę ciekawą końcówkę. W momencie, kiedy Craftvena prowadziła 20-18, Bombardierzy zdołali obronić dwie piłki setowe i gdy wydawało się, że zdołają pójść za ciosem, przebudzili się ‘Rzemieślnicy’, którzy po obiciu bloku przez najlepszego na parkiecie Daniela Kanieckiego wygrali 22-20. Od początku drugiego seta Craftvena postanowiła kontynuować swoją dobrą grę i doprowadzić do wygranej seta, a zarazem meczu. Zbudowana na początku tej partii przewaga była konsekwentnie powiększana, co zaowocowało wygraną do 13. Przed trzecim setem mogliśmy obawiać się, że to co najlepsze już za nami. Na szczęście się myliliśmy, bo tu, ponownie jak w pierwszej odsłonie, dostaliśmy emocjonującą partię. Tym razem to Bombardierzy lepiej weszli w seta i gdy wydawało się, że spokojnie go wygrają, Craftvena zdołała doprowadzić do wyrównania 18-18. Ostatecznie, po błędzie jednego z graczy Craftveny na zagrywce, Bombardierzy mogli cieszyć się ze zdobytego punktu.

BL Volley – Sprężystokopytni & Kitku 1-2 (14-21; 21-23; 21-15)

Jeśli dla marzącej o awansie drużynie Sprężystokopytnych & Kitku mecz przeciwko ostatniej drużynie w ligowej tabeli – BL Volley miał być spacerkiem to przyznamy rację. Był to spacerek, ale po torfowisku z plecakiem wypełnionym ołowiem. W drużynie S&K przed meczem z protokołu zostało wykreślonych kilku graczy, których jak dotąd można było często oglądać. Niezależnie od tego to nadal ekipa Kacpra Goszczyńskiego była faworytem i to takim, który ogrywa swojego rywala w stosunku 3-0. O ile pierwszy set wskazywał na to, że faktycznie tak może być, tak w drugim zaczęły się ‘schody’. Początek partii był bardzo wyrównany i wyłączając chwilowy okres dwupunktowej przewagi S&K mieliśmy tu walkę punkt za punkt. Na początku tej odsłony dobrze prezentował się wcześniej wspomniany kapitan Kacper Goszczyński, z którego atakami rywale mieli spore problemy. To, co najciekawsze wydarzyło się pod koniec seta przy stanie 18-18. To właśnie pod koniec drugiego seta świetnym timingiem dwukrotnie popisał się środkowy drużyny BL Volley, który w krótkim odstępie czasu popisał się efektownymi blokami. Gdy wydawało się, że to one będą game changerem, wspomniany wcześniej gracz sam po chwili nadział się na blok debiutującego w drużynie Sławomira Mizeraczyka. Ostatecznie, po ataku w out jednego z graczy w niebiesko-czerwonych trykotach to Sprężystokopytni cieszyli się z wygranej, zarówno seta jak i meczu. To z kolei oznaczało, że drużynie Wojciecha Strychalskiego została walka o jeden punkcik. Trzeba przyznać, że z zadania wywiązali się wyśmienicie, gdyż w ostatniej odsłonie byli dużo lepszą drużyną. To, co raziło w ekipie S&K to ogromny problem z przyjęciem, który był dość znaczący dla losów tej partii. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2-1 dla Sprężystokopytnych i jest to wynik, który nie cieszy żadnej ze stron.

Zmieszani – ACTIVNI Gdańsk 2-1 (14-21; 21-16; 21-10)

Pewna seria musi się kiedyś skończyć. Z pewnością ACTIVNI Gdańsk liczyli na to, że seria porażek z rzędu zakończy się właśnie we wtorkowy wieczór. Cóż, uważamy, że ACTIVNI mieli pełne prawo tak sądzić. Kilkanaście dni temu drużyna Artura Kurkowskiego pokonała w sparingu ekipę Zmieszanych. W ostatnim czasie w meczu sparingowym pokonali innego drugoligowca – Mental Block z którym… przegrali na początku sezonu. Dodatkowo, gracze drużyny podchodzą bardzo analitycznie do swoich spotkań, rozkładając je na czynniki pierwsze. To naprawdę musi kiedyś zaskoczyć, ale… No właśnie. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że wszystko co powiemy przed słowem ‘ale’ nie ma znaczenia. Tak jest i w tym przypadku. ACTIVNI Gdańsk przegrywają piąte spotkanie z rzędu, mimo że pierwszy set na to nie wskazywał. W nim otrzymaliśmy kawał dobrej gry, który całkowicie zaskoczył Zmieszanych.  W partii tej przyjęcie funkcjonowało dobrze z obu stron, a o tym, że to ACTIVNI wygrali, zadecydowało podkręcenie przez nich tempa w drugiej części seta. Kolejne dwie odsłony należały już do Zmieszanych, którzy precyzyjnie zlokalizowali słabsze strony po stronie przeciwnika i jako jedna z najbardziej doświadczonych w ligowych bojach drużyn bezwzględnie to wykorzystali. Wygrana sprawia, że Zmieszani wskakują do górnej połówki tabeli i wydaje się, że zechcą się tam zadomowić. ACTIVNI z kolei na pierwszą wygraną muszą poczekać co najmniej tydzień.

Bombardierzy – Team Looz 0-3 (17-21; 18-21; 11-21)

Po tym, co zobaczyliśmy w pierwszym secie, nie możemy wyzbyć się poczucia, że już gdzieś to wiedzieliśmy. Tak, to było chyba gdzieś w filmie przyrodniczym, w którym głos podkładała Krystyna Czubówna, a zwierzę zanim zaatakowało, wpatrywało się w swojego przeciwnika nieskończony czas. Tak właśnie upłynął nam cały pierwszy set, w którym gra obu drużyn była bardzo zachowawcza. Mówiąc wprost. Była to rozrywka dla koneserów. To nie był film akcji, w którym scenarzyści wrzucają nas na roller coaster. To prędzej film o facecie w łódce lub zapętlony mecz szachistów na Grand Prix Dzierżoniowa. Ostatecznie, tę jakże ciekawą partię wygrali gracze Bartłomieja Szcześniaka. Drugi set był wreszcie tym, czego oczekujemy po solidnym trzecioligowym spotkaniu. Obie drużyny zaprezentowały zdecydowaną grę na siatce czy w polu. Mówiąc wprost. Mecz zyskał na atrakcyjności bardziej niż ‘trójka’ na dyskotece po wypiciu kilku drinków. Jeśli pierwszy set był ‘trójką’ w skali 1-10 to drugi set można spokojnie nazwać ‘szósteczką’. O tym, że to Team Looz wygrał drugą partię, a co za tym idzie cały mecz zadecydowała końcówka oraz…własny doping, który uskrzydlił graczy drużyny. Trzeci set należał już wyłącznie do drużyny Team Looz. O ile po dwóch pierwszych setach znaleźliby się tacy, którzy uznaliby, że MVP powinien trafić do kogoś innego, tak po trzeciej odsłonie wątpliwości zostały rozwiane. Łukasz Grabka od początku meczu świetnie dyrygował zespołem i był jedną z najjaśniejszych postaci w hali podczas wtorkowego wieczoru.

MiszMasz – Craftvena 3-0 (21-15; 23-21; 25-23)

Przyznamy się szczerze, że w sprawie tego spotkania mieliśmy ambiwalentne uczucia. Czuliśmy, że nie będzie to co prawda paździerz, ale nie spodziewaliśmy się jakiś większych emocji. Wszystko za sprawą tego, że do momentu rozpoczęcia meczu obie drużyny były na całkowicie innych planetach jeśli chodzi o formę. Skoro jesteśmy przy astronautyce to można powiedzieć, że Craftvena była w ostatnim czasie w czarnej dziurze, żeby nie powiedzieć gorzej. MiszMasz z kolei grał galaktyczną, jak na trzecią ligę siatkówkę. Zestawiając ze sobą te dwie drużyny nie mogliśmy wskazać innego faworyta niż ekipę Andrzeja Tararuja. Sam mecz rozkręcił się dopiero w drugim secie. W pierwszej odsłonie dość wyraźnie wygrała ekipa MiszMasz i o tej partii można napisać jedynie tyle, że była bez większej historii. W drugim i trzecim secie mieliśmy bardzo podobne obrazki. To Craftvena w pewnym momencie wypracowywała sobie przewagę i gdy wydawało się, że są już o krok od tego, aby wygrać partię, coś się w grze zacinało i to przeciwnicy tylko sobie znanym sposobem bronili piłek setowych, by ostatecznie przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Obie te partie kończyły się po grze na przewagi i naprawdę mało brakowało, aby to Craftvena w poniedziałek wygrała. Jeśli nie to uważamy, że należał im się chociaż jeden punkt, co byłoby sprawiedliwym wynikiem. Po spotkaniu gracze MiszMasz spędzili sporo czasu w szatni. Mimo wygranej widywaliśmy ich szczęśliwszych. Wtorkowy wieczór o mały włos nie skończył się dla nich źle. Tak czy siak, dostaliśmy kawał dobrego meczycha, których chcielibyśmy oglądać więcej w SL3.

Volley Gdańsk – Trójmiejska Strefa Szkód 2-1 (18-21; 21-14; 21-14)

W wywiadzie przedmeczowym, przepytywany przez nas gracz Volley Gdańsk – Adrian Ossowski przyznał, że to właśnie Trójmiejska Strefa Szkód jest jedną z ekip, która może najpoważniej zagrozić drużynie w osiągnięciu swojego wymarzonego celu, którym jest wygranie pięćdziesięciu meczów z rzędu. Patrząc na to, co działo się od początku pierwszego seta uznaliśmy, że jego słowa mogą być prorocze. Umówmy się, w pierwszej odsłonie to gracze w błękitnych koszulkach wyglądali na drużynę, która wygrała Siatkarską Ligę Trójmiasta trzy razy z rzędu. Nie minęła nawet chwila, a drużyna Dominika Błońskiego prowadziła już 8-2. Volley co prawda nie chciał tanio sprzedać skóry i doprowadził do wyrównania 10-10, ale to było wszystko na co było stać ‘Żółto-czarnych’ w pierwszej odsłonie. Przed drugim setem można się było zastanawiać czy tak dysponowane drużyny napiszą na nowo historię naszych rozgrywek. Nic bardziej mylnego. Volley Gdańsk miało chyba świadomość o jaką grę toczy się stawka i zaczęło drugą partię z ogromnym przytupem (7-1). Wypracowana na początku przewaga była utrzymywana przez większość tej partii i Volley Gdańsk doprowadził do wyrównania w setach 1-1. O zwycięstwie musiał zadecydować trzeci set. Jeśli ktoś czyta tę relację i czeka na punkt kulminacyjny, może w zasadzie wyłączyć już stronę. W trzecim secie nie wydarzyło się nic ciekawego. Mimo, że początek należał do TSS-u to później drużyna zanotowała bardzo długi przestój co sprawiło, że VG wyszło na prowadzenie 16-6 i spokojnie wygrało seta oraz mecz.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.