Matchday #9

Czwartkowa seria gier obyła się bez sensacji. To, co mogło zaskoczyć to punkty zdobyte przez drużynę Zmieszanych oraz Niepokonanych PKO Bank Polski. W przypadku ‘Bankowców’ był to pierwszy zdobyty punkt w historii występów w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Zapraszamy na podsumowanie czwartkowej serii gier!

Tufi Team – Oliwa Team 3-0 (21-15; 21-10; 21-7)

Zaczniemy od razu z grubej rury. To nie był najlepszy dzień w siatkarskim życiu Oliwy Team. Ba, zaryzykujemy stwierdzenie, że był to jeden z najgorszych dni poszczególnych graczy w przygodzie z siatkówką. Z perspektywy czasu można jedynie żałować, że mecz był rozgrywany przed godziną 22. Na szczęście dla Oliwy, nie był on transmitowany live. Przed meczem pisaliśmy, że owszem, Tufi Team jest faworytem tego starcia, ale Oliwa potrafi zaprezentować się z dobrej strony i nie zdziwiłaby nas zdobycz punktowa. Tak stało się w meczu z TSS, blisko tego było w spotkaniu z Volley Gdańsk. W czwartkowy wieczór było dalej niż z hali Ergo Areny do Hrubieszowa. Drużyna Mateusza Woźniaka – Tufi Team zaczęła spotkanie od kilkupunktowego prowadzenia (9-5). Wypracowana przewaga była utrzymana przez większość seta, który zakończył się do 15. O ile w pierwszej partii Oliwa zaprezentowała się po japońsku (Jako Tako) to w drugim i trzecim secie było już naprawdę słabo. Tufi Team jak na klasową drużynę przystało szybko zlokalizował z jakimi problemami borykała się drużyna przeciwników i bezwzględnie to wykorzystywał, niemal pastwiąc się nad swoim rywalem. Dajmy spokój Oliwiakom, skupmy się na Tufi Team. Czwartkowe spotkanie było w ich wykonaniu koncertem, który został zwieńczony trzema oczkami i awansem na trzecie miejsce w tabeli.

Craftvena – Chilli Amigos 0-3 (6-21; 8-21; 17-21)

Nie tak miał wyglądać czwartkowy wieczór w wykonaniu drużyny Craftveny. Owszem, w zapowiedzi przedmeczowej jako faworyta meczu wskazaliśmy drużynę Chilli Amigos, ale jednak to, co zobaczyliśmy na boisku numer jeden wprawiło nas w osłupienie. Napiszmy to wprost – jeszcze nigdy nie widzieliśmy drużyny Craftveny grającej w ten sposób. Bez pomysłu, bez polotu, bez przyjęcia, bez ataku. Po prostu bez sensu. Początek meczu nie zwiastował jeszcze katastrofy, która miała nadejść. Początek meczu to wynik 4-4. Po chwili z wyrównanego początku zrobiło się 5-14, by set zakończył się wynikiem 6-21! Aby lepiej zobrazować jak wyglądała ta partia i początek drugiego seta (1-6), napiszemy tylko, że punkt na (2-6), zdobyty przez najlepszego tego dnia w szeregach Craftveny – Janusza Piepiórki był drugim zdobytym przez drużynę po własnej akcji! Jak można się domyślać z wyniku na początku seta, ten również nie był zbyt udany dla graczy w czarnych strojach. Ostatecznie partia ta zakończyła się do 8. Trzeci set to wreszcie to, na co czekaliśmy. Owszem, to nadal Chilli kontrolowało poczynania boiskowe, ale wszystko odbywało się w bardziej humanitarny sposób, bez pastwienia się nad słabszym. Set zakończył się wynikiem 21-17 i cały mecz 3-0 dla drużyny Grzegorza Walukiewicza. Najlepszym graczem meczu został wybrany Krzysztof Gasperowicz, który zdobył jedenaście punktów.

Niepokonani PKO Bank Polski – Team Looz 1-2 (19-21; 21-15; 12-21)

Jaka to jest piękna historia. Nie chcielibyśmy napisać from zero to hero, ale przemiana, którą przeszła ostatnio drużyna Niepokonanych PKO Bank Polski jest iście niewiarygodna. W zapowiedzi przedmeczowej wspominaliśmy o tym, że Niepokonani prezentują się z meczu na mecz coraz lepiej i z czasem pierwszy człon ich nazwy może faktycznie mieć pokrycie w rzeczywistości. Przyznajemy się jednak bez bicia, że nie spodziewaliśmy się, że drużyna zaskoczy tak szybko. Owszem, z Craftveną zaprezentowali się już zdecydowanie lepiej, ale jednak ugrać seta z Team Looz to byłby wieli wyczyn. ‘Bankowcy’ od początku meczu prezentowali się dobrze. O tym, że finalnie przegrali pierwszą, bardzo wyrównaną partię zadecydowała końcówka, w której więcej zimnej krwi zachowali podopieczni Bartłomieja Szcześniaka. Drugą partię lepiej zaczęli ‘Bankowcy’, którzy wypracowali sobie kilkupunktową przewagę. Ponownie grę ‘ciągnął’ Tomasz Remer, który był zmorą dla swoich przeciwników. Dodatkowo, w partii tej Team Looz popełnił nadprogramową liczbę błędów własnych, dzięki czemu PKO powiększyło swoją przewagę. Ostatecznie seta wygrali gracze Joanny Drewczyńskiej, co oznaczało, że w trzeciej lidze nie ma już drużyn, które nie zdobyłyby choćby punktu. Trzeci set należał już do Team Looz, który pokazał, że byli faworytem tego meczu i wygrali do 12. Z pewnością mogą żałować, że nie zagrali tak od początku meczu.

Omida Team – Trójmiejska Strefa Szkód 2-1 (21-14; 21-14; 12-21)

Zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądało to spotkanie. Zresztą nie tylko my, bo przed spotkaniem o typ Redakcji dopytywali gracze Pięknych i Młodych, którzy rywalizowali akurat na boisku numer trzy oraz… sędzia spotkania. W obu przypadkach wytłumaczyliśmy, że typem Redakcji była Omida Team, co dwukrotnie zostało odebrane z lekkim niedowierzaniem. Nie chcemy się zbytnio przechwalać, ale czuliśmy, że Omida będzie w tym sezonie chciała pobić mistrza i zająć należne według nich miejsce na tronie. W poprzednim sezonie było do tego naprawdę blisko. Czemu teraz, wobec potężnego wzmocnienia w postaci Wojtka Ingielewicza miałoby być inaczej? Owszem, wiedzieliśmy również to, że Trójmiejska Strefa Szkód jest ekipą, która ma ambicje by stanąć na najwyższym stopniu podium. Spodziewaliśmy się, że dostaniemy kawał meczycha. Czy tak faktycznie było? Nie do końca. W żadnym z trzech rozegranych setów sytuacja nie była niewiadomą. W pierwszym i drugim secie, kiedy Omida grała koncert, wiadomym było, że to oni wygrają seta. W trzecim z kolei sytuacja się odwróciła. To TSS wyszedł na prowadzenie 5-0 i jasne stało się, że na tym poziomie o odwrócenie wyniku będzie niezwykle trudno. Generalnie całość w wykonaniu ‘Niebieskich’ przypominała środowe spotkanie ze Speednetem. Dwa słabsze sety, a później świetna forma w ostatniej partii. Gdy tylko TSS zdoła zagrać równy, dobry mecz przez wszystkie sety to zaczną marsz w górę tabeli. A Omida? Czwartek potwierdził, że nienasycenie jest wciąż ogromne.

Piękni i Młodzi – DNV GL S*M*A*S*H 3-0 (21-11; 21-15; 21-16)

Spotkanie pomiędzy drużynami aspirowało do tego, aby być hitem w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Wszystko za sprawą faktu, że obie drużyny wygrały wszystkie dotychczasowe spotkania. Już przed meczem było wiadomo, że zabraknie tego dnia świetnie dysponowanego rozgrywającego drużyny DNV GL S*M*A*S*H. Zamiast niego, po raz pierwszy w tym sezonie zobaczyliśmy kapitana drużyny – Stanisława Paszkowskiego. Nam wydaje się jednak, że gdyby w DNV GL na kierownicy zagrał Fabian Drzyzga to i tak nie zmieniłoby to tego, która drużyna byłaby faworytem. Od początku meczu to gracze w Granatowych koszulkach narzucili swoje warunki gry i wyszli na prowadzenie 15-6. Od początku spotkania bardzo dobrze sprawował się Ariel Fijoł, który co chwilę wbijał gwoździe w trzeci, a czasami nawet w drugi metr. Skoro jesteśmy przy tym zawodniku, słówko  o nim. Być może nie wszyscy z Was wiedzą, ale gracz ten jest obecnie trenerem młodych siatkarzy Trefla, a w przeszłości był trenerem reprezentacji Polski w grupach młodzieżowych. Cóż, jeśli przekazuje wiedzę o tym, jak powinien grać środkowy to uważamy, że tę pozycję mamy zabezpieczoną na lata. Piękni i Młodzi to jednak nie tylko wspomniany wcześniej gracz. To kolektyw, który w połączeniu stanowi machinę, która jest nie do zatrzymania przez drugoligowych przeciwników. Jeśli po drodze nic się nie wysypie i drużyna przystąpi do kolejnego sezonu w pierwszej lidze to możemy mieć ekipę, która zdominuje i tę ligę. To, że awans do elity jest niemal pewny wiedzą chyba wszyscy. Czwartkowy wieczór to wygrane do 11, 15 oraz 16. Jesteśmy jednak przekonani, że gdyby gracze Radosława Koniecznego bardziej dokręcili śrubę, wynik ten byłby jeszcze wyższy.

Zmieszani – Dream Volley 1-2 (21-18; 11-12; 12-21)

Zgodnie z tym, o czym pisaliśmy w zapowiedzi, kilkadziesiąt minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego mieliśmy okazję porozmawiać z kapitanem drużyny Dream Volley – Mateuszem Dobrzyńskim. W wywiadzie zawodnik ten mówił, że zespół postara się wygrać spotkanie ze Zmieszanymi za komplet punktów, gdyż tych w ostatecznym rozrachunku może później zabraknąć. Gracze Dream przed spotkaniem mieli świadomość, że ich rywale w walce o awans mają się dobrze, by nie powiedzieć doskonale i jeśli już wygrywają, czynią to za komplet punktów. Nie wiemy czy miało to wpływ na drużynę, ale wydawało nam się, że presja związana z osiągnięciem korzystnego wyniku wcale nie pomaga drużynie. To Zmieszani lepiej weszli w mecz. Po asie serwisowym – najlepszego w  czwartkowy wieczór gracza Zmieszanych – Marcina Gorlikowskiego ekipa wyszła na pięciopunktowe prowadzenie. W odrabianiu strat Dream Volley nie pomagał fakt, że w ich szeregach narastała frustracja. Ostatecznie set zakończył się zwycięstwem Zmieszanych, którzy zaskoczyli swojego rywala bardzo dobrą organizacją gry i tym, że w odróżnieniu od przeciwników potrafili zachować ‘zimną głowę’. Kolejne dwie odsłony należały już do jednej drużyny. Niektórzy mogli by w zasadzie stwierdzić, że do jednego gracza. Karol Masiul, bo o nim oczywiście mowa zdobył 21 punktów, co jest wynikiem godnym podziwu. Mimo to, uważamy, że sam Karol chętnie zamieniłby te punkty na trzy punkty swojej drużyny. Na cztery rozegrane mecze już w dwóch spotkaniach Dream stracił punkty. Czas chyba na pobudkę. Za chwilę może się okazać, że jest już za późno.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.