Matchday #8

Środowe mecze nie zawiodły. Najciekawszymi spotkaniami były te pierwszoligowe. Każde z nich ma swoją unikatową historię. Sporo działo się też w meczu drugiej ligi pomiędzy Letnim Gdańskiem a ACTIVNYMI Gdańsk. W derbach Gdańska, lepszą ekipą okazali się Letnicy. Zapraszamy na podsumowanie ósmego dnia meczowego!

Mental Block – BES-BLUM Nieloty 0-3 (14-21; 13-21; 13-21)

Ten mecz miał jednego faworyta. Zgodzą się z tym wszyscy rozsądni ludzie. Szaleńcy, w związku z ich mentalem mogliby uznać, że to gracze w niebieskich koszulkach mogą wygrać spotkanie. Owszem, sport widział już nie takie historie, ale prędzej uwierzylibyśmy w to, że na Polskiej scenie politycznej zapanuje rozejm niż w to, że Mental wygra ten mecz. Z tego miejsca chcielibyśmy zaznaczyć, że nasz typ wynika czysto z przesłanek bazujących na wynikach i grze w poprzednich spotkaniach. Gracze Mental Block mogą czuć się niekiedy pokrzywdzeni naszymi słowami. Bardzo często jesteśmy surowi w naszych podsumowaniach czy zapowiedziach, lecz koniec końców wierzymy, że w spotkaniach z potężnymi rywalami ‘Mentaliści’ zdołają się pokazać z dobrej strony. Czy tak było w środowy wieczór? Mamy ambiwalentne uczucia. Z jednej strony wiemy, że ugrać więcej przeciwko Nielotom było zadaniem naprawdę wymagającym. Z drugiej zaś zawsze jest ten niedosyt. Przypuszczamy, że czują go również sami gracze z czerwonym mózgiem w logo. Słówko o Nielotach – środowe spotkanie było czwartym zwycięstwem z rzędu. Na chwilę obecną drużyna zgarnęła komplet punktów i jest liderem drugiej ligi. Aby nie było słodko – Redakcja postanawia pójść jak zwykle pod prąd. Przypominamy, że trudniejsze spotkania dopiero przyjdą. W trakcie pierwszych czterech kolejek Nielotom zdarzały się fragmenty, które z silniejszymi ekipami ‘nie przejdą’.

Bombardierzy – Wirtualna Polska 0-3 (14-21; 16-21; 18-21)

Mało brakowało, a do meczu by nawet nie doszło. Wszystko przez to, że drużyna Wirtualnej Polski miała w środowy wieczór potężny problem ze składem. O tym, że może do tego dojść pisaliśmy już w zapowiedzi przedmeczowej, jednak kilka godzin przed spotkaniem sytuacja się pogorszyła i istniało realne zagrożenie, że mecz zakończy się walkowerem. Ostatecznie, ‘Biało-czerwonym’ udało się pozmieniać plany i w hali treningowej Ergo Arena pojawili się w siedmiu graczy. W momencie, kiedy znamy już wynik, można powiedzieć, że ta mobilizacja okazała się strzałem w dziesiątkę, bowiem ‘Wirtualni’ zdobyli w środowy wieczór komplet punktów, dzięki czemu wskoczyli na trzecie miejsce w ligowej tabeli. Nie będziemy psuć narracji i przypominać, że WP ma rozegranych więcej spotkań niż rywale. Niezaprzeczalnym faktem jest to, że nie możemy sobie przypomnieć sytuacji, kiedy ostatnio WP plasowało się tak wysoko w tabeli. Nie mamy nawet przekonania czy było tak kiedykolwiek, co już samo w sobie brzmi bardzo dobrze. Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia WP, która zdołała wypracować sobie kilkupunktową przewagę, którą utrzymywała przez cały set i wygrała go do 14. Druga partia to ponowna przewaga ‘Wirtualnych’, którzy byli po prostu stroną dominująca i pewnie wygrali do 16. Trzeci set był najbardziej wyrównany. Bombardierzy zdołali w nim zdobyć 18 punktów. Pod koniec partii (17-17) wydawało się, że ekipa Dawida Piankowskiego będzie w stanie powtórzyć osiągnięcie z meczu z Decathlonem, kiedy również gonili by na koniec seta wygrać. Tym razem sztuka ta się nie udała i Wirtualna Polska mogła cieszyć się z drugiej wygranej w obecnym sezonie.

Letni Gdańsk – ACTIVNI Gdańsk 2-1 (21-17; 26-28; 21-11)

Bezpośrednia rywalizacja pomiędzy drużynami nastąpiła w momencie, kiedy obie ekipy musiały poeksperymentować. W przypadku ACTIVNYCH Gdańsk doszło do roszady w ustawieniu. W ataku nieobecnego Mateusza Nowika zastąpił Jarosław Szmigielski. Z kolei w przypadku Letniego Gdańska zobaczyliśmy skład typowo Mikstowy, bowiem przez większość spotkania na parkiecie widzieliśmy dwie kobiety, co umówmy się, w drugiej lidze nie jest codziennym obrazkiem. Ponadto w takim zestawieniu ‘Letników’ jeszcze nie widzieliśmy. Z drugiej strony, w drużynie Piotra Kamińskiego jest tylu wartościowych zawodników, że absencja jednego czy drugiego gracza nie powoduje tego, że powstaje wyrwa nie do zastąpienia. Wracając do samego meczu, spodziewaliśmy się, że to Letnicy będą faworytem tej potyczki. Z drugiej strony, do Redakcji docierały informacje o tym, że ACTIVNI w weekend wygrali sparing z drużyną Zmieszanych, co z kolei pozwalało sądzić, że nie będzie to spacerek dla Letników. O ile w pierwszej partii ‘Granatowi’ nie poczuli tego oporu na własnej skórze, tak w drugim secie działy się rzeczy niesamowite. Obie drużyny stworzyły spektakl, którzy zakończył się thrillerem. Liczba sytuacji w końcówce drugiego seta, po których jedni czy drudzy mogli go zakończyć jest trudna do policzenia. Po secie, który był najdłuższym w obecnym sezonie, ostatecznie partię wygrywają ACTIVNI Gdańsk. O zwycięstwie w meczu musiał zadecydował trzeci set, który był już pokazem mocy drużyny Letniego Gdańska. Gdyby ‘Granatowi’ grali cały sezon tak jak trzeci set z ACTIVNYMI to po przeczytaniu podsumowań meczowych zapewne by się zaczerwienili. 

Speednet – Trójmiejska Strefa Szkód (21-13; 21-19; 16-21)

Przyznamy się bez bicia. Nie spodziewaliśmy się aż takich emocji. W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że to Trójmiejska Strefa Szkód jest faworytem tego spotkania. Tymczasem mecz zdecydowanie lepiej rozpoczęli gracze Speednetu, którzy wyszli na prowadzenie. Z czasem prowadzenie to urosło do stopnia, którego nie przewidział chyba nikt. (14-8). Przewaga ta została wypracowana w dużej mierze dzięki kapitalnej zagrywce ‘Różowych’, po której TSS został odrzucony od siatki i ekipa w błękitnych trykotach nie wyglądała bynajmniej na drużynę, która ma pomysł jak temu zaradzić. To oczywiście było wymarzonym scenariuszem dla ‘Programistów’, którzy konsekwentnie parli po zwycięstwo w tej partii. Pod koniec seta doszło do dość kuriozalnej sytuacji, kiedy Speednetowi do zwycięstwa brakowało dwóch punktów, a jeden z graczy TSSu czekał już z torbą zawieszoną na ramieniu, by zmienić strony. Trzeba uczciwie przyznać, że o zmianę losów tej partii było trudniej niż o poderwanie Salmy Hayek w Monte Carlo. Drugi set był totalnie zwariowany. Gdyby był człowiekiem to bez wątpienia byłby mieszkańcem Tworek. Na początku Speednet kontynuował bardzo dobrą grę, którą zaprezentował w pierwszym secie (11-4). Gdy wydawało się, ze wygrana jest kwestią czasu, Trójmiejska Strefa Szkód zaczęła grać na miarę swoich możliwości. Prawdziwy koncert w tej partii zagrał przyjmujący – Andrzej Zinkiewicz, który wraz z kolegami sprawił, że na tablicy wyników po chwili zrobiło się 17-15 dla TSS. Gdy wydawało się, że Speednet już się ‘wyszumiał’, podopieczni Mateusza Urbanowicza pokazali serducho i zdołali przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę (21-19). Trzeci set nie miał prawa wpłynąć już na wyłonienie zwycięzcy spotkania. W tej partii lepszą ekipą okazała się drużyna TSS-u, która wygrała do 16. Tytuł gracza meczu przypadł rozgrywającemu Speednetu, który w środowy wieczór był profesorem i walnie przyczynił się do zwycięstwa swojej ekipy.

Team Spontan – Dream Volley 0-3 (15-21; 13-21; 12-21)

Będąc całkiem szczerym, był to mecz, który moglibyśmy opisać w dwóch zdaniach. Mecz się odbył. Wygrał faworyt. Znacie nas jednak już trochę. W takich przypadkach nie idziemy na łatwiznę. Owszem, wiedzieliśmy o tym, że to Dream Volley był faworytem tego spotkania. Wiedzieliśmy również o tym, że każdy inny wynik niż 3-0 dla ekipy Mateusza Dobrzyńskiego byłby niespodzianką sporego kalibru. Już po ostatnim meczu, w którym Dream Volley nie dało szans drużynie BL Volley było widać, że pierwszy mecz w ich przypadku był tylko wypadkiem przy pracy. Środowe spotkanie potwierdziło nasze słowa w 100%. Drużyna Dream Volley na początku meczu wyszła na prowadzenie 13-4 i wydawało się, że w secie, a nawet całym spotkaniu dojdzie do rzezi. W drugiej części seta ‘Spontaniczni’ trochę podgonili, ale tylko ślepiec nie dostrzegłby, że pełną kontrolę nad spotkaniem mieli gracze Dream. Początek drugiego seta to pierwsze prowadzenie w meczu Spontanicznych, po którym wydawało się, że ‘Pomarańczowi’ zdołają nawiązać walkę z potężnym rywalem. Jest takie powiedzenie – miłe złego początki. Mówimy to oczywiście o perspektywie Spontana, a jeśli jesteśmy już przy perspektywie to nawet z kosmosu było widać, która drużyna jest w tym spotkaniu lepsza. Mimo średniego początku Dream Volley wygrało tę partię do 13. Trzeci set był tylko potwierdzeniem wcześniejszych słów. Team Spontan mimo szczerych chęci nie był w stanie nawiązać równorzędnej walki ze świetnie dysponowanym rywalem. Na koniec słówko o Jakubie Perżyło. Gość w środowy wieczór zdobył 14 punktów i tytuł najlepszego gracza meczu. Wybór nie mógł chyba nikogo dziwić.

Prototype Volleyball – Epo-Project 2-1 (21-17; 22-20; 17-21)

Tak, jak pisaliśmy w zapowiedzi przedmeczowej – po meczu jedna z drużyn wracała do domu w nastrojach, które mówiąc wprost – do najlepszych nie należały. Nie przedłużając, Epo-Project przegrywa czwarte spotkanie z rzędu, co jest jednocześnie ich rekordem, którego bez wątpienia nie chcieli w środowy wieczór pobić. Z drugiej strony, patrząc na to, co działo się w pierwszym secie to nie mogło chyba skończyć się inaczej. Nie chcemy nikogo obrażać, ale złośliwi mogliby na początku meczu powiedzieć, ze Epo-Project nie zdołałoby wygrać w środowy wieczór spotkania nawet z reprezentacją dzieci z Bullerbyn. W połowie seta mieliśmy miażdżącą wręcz przewagę Prototype, które wyszło na prowadzenie 12-4. To, co rzucało się w oczy to problem z przyjęciem ‘Zielonych’. Z czasem gra się wyrównała, by później to Prototype zanotowało pewien zastój. Zaliczka wypracowana na początku spowodowała jednak, że nie dało się tego zepsuć. Drugi set zaczął się od 1-2 punktowej przewagi drużyny Tomasza Nurzyńskiego. Epo-Project zdołało wyrównać dopiero przy stanie 12-12, jednak błędy własne drużyny z Żukowa sprawiły, że ‘Transformersi’ ponownie wyszli na prowadzenie. Po nerwowej końcówce to ekipa Prototype zdołała zachować więcej zimnej krwi i wygrała seta do 20. To oznaczało z kolei, że to oni wygrali środową partię. Na pocieszenie został graczom z Żukowa trzeci set, w którym prezentowali się już znacznie lepiej i wygrali go do 17. Mecz zakończył się zwycięstwem Prototype Volleyball w stosunku 2-1. Epo-Project na przełamanie musi poczekać co najmniej do 21 września.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.