Matchday #7

Siódmy dzień meczowy nie był szczęśliwy dla drużyny AVOCADO friends, która przegrała pierwsze spotkanie w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Był to też dzień, w którym zwycięstwa odnieśli faworyci – drużyny Volley Gdańsk, Piękni i Młodzi, BES-BLUM Nieloty czy MiszMasz. Drużyny te są w gronie sześciu ekip, które w sezonie Jesień’20 nie zaznały jeszcze smaku porażki. Zapraszamy na podsumowanie poniedziałkowej serii gier!

AXIS – BES-BLUM Nieloty 0-3 (17-21; 12-21; 18-21)

Faworyt tego spotkania był znany nawet ochroniarzowi, który mniej więcej przez 95% czasu trwania naszych rozgrywek ucina sobie drzemkę w wygodnym fotelu. Ujmijmy to tak –  w trakcie meczu drużyna AXIS była jak mieszkańcy posesji, których Państwo chce wyrzucić, ponieważ przez ich teren ma przechodzić droga krajowa. Niby powalczą, niby potupią nóżkami, niby nie oddadzą nic za darmo, ale koniec końców nie mają szans w tej rywalizacji. Mecz rozpoczął się lepiej dla Nielotów, którzy wyszli na prowadzenie 5-1. Po chwili AXIS doprowadziło do wyrównania 7-7, ale od tej chwili to BES-BLUM kontrolowało przebieg tej partii i wygrali ją do 17. Druga odsłona była tą, w której różnice pomiędzy obiema drużynami jeszcze bardziej się uwypukliły. Wyrównana rywalizacja miała miejsce do pierwszych kilku punktów. Z czasem drużyna Mateusza Bone zdołała wypracować sobie sporą przewagę i mało brakowało do tego, aby AXIS nie zdołało zdobyć dwucyfrowej liczby punktów (19-9). Ostatecznie partia ta zakończyła się wynikiem 21-12 dla BES-BLUM i trzecia wygrana z rzędu stała się faktem. To nie nasyciło jednak drużyny, która postanowiła dołożyć wszelkich starań, aby wygrać spotkanie 3-0. Przy wyniku 20-15 dla BES-BLUM, AXIS zdołało obronić trzy piłki meczowe, ale ostatecznie to BES-BLUM wygrało partię do 18, a cały mecz 3-0. Tak jak napisaliśmy, wynik ten nie jest dużym zaskoczeniem. Nie jest też powodem do wstydu dla drużyny AXIS, która w przekroju całego spotkania pokazała charakter. W sporcie bywa jednak tak, że często wygrywa faworyt i tak było tym razem.

Bombardierzy – Allsix by Decathlon 1-2 (13-21; 21-18; 11-21)

Po niemal rocznej przerwie, w ligowej tabeli znów mamy okazję oglądać drużynę Bombardierów. Mimo to, tak jak pisaliśmy w zapowiedzi przedmeczowej, większość drużyny Dawida Piankowskiego grała w poprzednim sezonie w drużynie 3city4students, która rywalizowała w drugiej lidze. Mimo to uznaliśmy, że to Allsix by Decathlon  będzie faworytem tego starcia. Różnica pomiędzy topowymi drużynami w trzeciej lidze, a tymi, które zajmowały niższe miejsca nie jest tak duża jak mogłoby się wydawać. Dobrym przykładem jest drużyna Range Soft, która obecnie z powodzeniem rywalizuje na drugim szczeblu rozgrywek. Wracając do meczu to Allsix by Decathlon już na początku spotkania udowodnił, że w poniedziałkowy wieczór liczą się wyłącznie trzy punkty. W pierwszej odsłonie po stronie graczy ze sklepu sportowego bardzo dobrą partię rozgrywali Paweł Woźniak oraz Jakub Mierzicki. To właśnie wspomniana dwójka dość mocno przyczyniła się do wygrania tej partii do 13. W drugim secie wydarzyło się coś, czego nie można racjonalnie wytłumaczyć. Mimo, że Allsix by Decathlon prowadził 14-5, a następnie 17-9 to ostatecznie dał rywalom wyrównać so stanu 18-18, by finalnie przegrać tę partię 18-21. Takiego zastoju nie było nawet w czasie lockdownu w firmach eventowych. Tego, co wydarzyło się w tej odsłonie, nie wyjaśniliby nawet agenci Fox Mulder i Dana Scully. To wymyka się spod jakichkolwiek ram logiki. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że gracze Decathlonu obudzili się we wtorek z siniakami. Stało się tak, ponieważ co rusz szczypali się, aby sprawdzić czy to, co wydarzyło się w trakcie tego seta było prawdą. Trzecia partia minęła już bez większych historii. Podrażniona ekipa Allsix pewnie wygrała ją do 11 i cały mecz 2-1. Mimo to, było to spotkanie, po którym muszą wyciągnąć wnioski.

MiszMasz – Port Gdańsk 3-0 (21-16; 21-16; 21-18)

Jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości czy drużyna MiszMasz jest tak mocna jak się wydawało to w poniedziałek dostał potwierdzenie. Jeśli kogoś nie przekonywały zwycięstwa nad Allsix by Decathlon, Wirtualną Polską czy Chilli Amigos to mecz z Portem miał być ostatecznym dowodem na to, jaką siłą rażenia dysponuje MiszMasz. Podpowiemy, nie był to kaliber 7mm. To raczej armata. Wygrać cztery spotkania z rzędu z drużynami, które będą się liczyć w walce o podium to rzecz niebywała. W poniedziałkowy wieczór kolejnym rywalem odprawionym z kwitkiem okazała się ekipa Portowców. Pierwsza partia była dość wyrównana. Przy stanie 16-16 wydawało się, że czeka nas dłuższa przeprawa. Kilka ataków w out sprawiło jednak, że MiszMasz zdobył pięć oczek z rzędu i cieszył się z wygrania tej partii. Początek drugiej odsłony przyniósł pierwsze prowadzenie w meczu ekipy ‘Portowców’ (3-2). Do połowy seta oglądaliśmy zmianę wyników punkt za punkt. Od połowy tej partii MiszMasz zdołał zdobyć kilka oczek i finalnie odjechał swoim rywalom by ponownie wygrać partię do 16. Po pierwszej części trzeciego seta wydawało się, że szczęście wreszcie uśmiechnie się do graczy w granatowych koszulkach. Drużyna z doków prowadziła już 13-7 i wydawało się, że wygrana seta jest na wyciągnięcie ręki. Rozgrywający MiszMaszu postanowił uruchomić Mateusza Berbekę, który zaczął kończyć piłki niemal ze stu procentową skutecznością. W efekcie tego, po chwili zrobiło się 14-13 dla MiszMasz, które nie wypuściło już wygranej z rąk.

Wirtualna Polska – Port Gdańsk 1-2 (18-21; 21-15; 19-21)

Port Gdańsk przystępował do spotkania z Wirtualną Polską po rozczarowaniu, którego doznali kilkadziesiąt minut wcześniej, kiedy to przegrali spotkanie z ekipą MiszMasz. Mecz przeciwko ‘Biało-czerwonym’ przynajmniej na papierze był tym, w którym ‘Portowcy’ mogli sobie poprawić humory. Na dowód naszych słów podamy fakt, że ostatnie dwa bezpośrednie pojedynki kończyły się wynikiem 3-0 dla ekipy z doków. Już na początku meczu Portowcy wyszli na prowadzenie. Stało się to za sprawą dość kuriozalnej sytuacji, w której Klaudia Kuźniewska wiązała buta i Filip Padzik chcąc na nią poczekać przekroczył czas ośmiu sekund. Od tego momentu Port nawet na chwilę nie oddał prowadzenia i wygrał tę partię do 18. W drugiej odsłonie, dzięki bardzo dobrym zagrywkom ‘Wirtualni’ wyszli na prowadzenie 6-1.  Przy stanie 10-4 coś się zacięło i drużyna zaczęła popełniać sporo błędów własnych, co sprawiło, że ich przewaga szybko stopniała do stanu 11-8. Gdy wydawało się, że ‘Portowcy’ złapali kontakt, gracze w biało-czerwonych strojach zdołali ponownie odjechać. Duża w tym zasługa umiejętności graczy WP, ale liczba błędów Portowców w drugiej części tej partii była zatrważająca. Ze zliczeniem wszystkich błędów problem miałby nawet facet, który potrafi przez godzinę wymieniać kolejne cyfry po przecinku w liczbie Pi. Trzeci set był niezwykle wyrównany od samego początku. W końcówce monster block nowego gracza – Tomasza Bocowa sprawił, że to Port cieszył się z dwóch punktów. Mimo to, na sześć możliwych do zdobycia w poniedziałek punktów, zaledwie dwa oczka nie sprawiły, że ‘Portowcy’ mogli zasnąć z poczuciem dobrze wykonanej roboty.

Bombardierzy – Speednet 2 2-1 (21-17; 18-21; 21-17)

Nie ukrywamy, że odczuwamy pewną satysfakcję. W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że Speednet może powalczyć z Bombardierami o punkty. Wygrana sprawiłaby, że balety byłyby lepsze niż te legendarne u Freddiego Mercurego, kiedy karły na tacach zamocowanych na głowach przynosiły różnego rodzaju ‘produkty’. Ta wizja bardzo spodobała się graczom w ‘Różowych’ koszulkach, którzy w przekroju całego meczu mogli pokusić się o wygraną i z boku co jakiś czas przypominali kolegom z drużyny o jaką stawkę toczy się mecz. Mimo wizji epickiej imprezy to Bombardierzy lepiej rozpoczęli spotkanie i szybko wyszli na prowadzenie 14-8. Mimo, że w drugiej części seta ekipa Piotra Grodzkiego próbowała podgonić wynik to ostatecznie ich rywale cieszyli się z wygranej tej partii. W drugim secie ‘Programiści’ zagrali bardzo dobrą partię. Na początku seta wypracowali sobie kilkupunktową przewagę i niczym bracia Kliczko trzymali swoich rywali na dystans, jednocześnie wyprowadzając kolejne ciosy, które przybliżały ich do wygranej. Ostatecznie set zakończył się wygraną Speednetu, a to oznaczało, że drużyna wyrównała wynik punktowy z drugiego oraz trzeciego sezonu SL3 już w czwartym spotkaniu. Trzeci – decydujący o wygranej set zaczął się idealnie dla Speednetu ( 5-1). Z czasem gra coraz bardziej się wyrównała, jednak pod koniec partii Speednet 2 nadal miał wszystko, aby ten mecz wygrać (15-13). Po chwili na tablicy wyników był jednak remis 16-16 i za sprawą świetnej zagrywki Magdy Czapiewskiej Bombardierzy odskoczyli i nie wypuścili już wygranej z rąk. Podsumowując, był to wynik, który sprawia, że niedosyt mogą czuć obie drużyny.

Piękni i Młodzi – Sprężystokopytni & Kitku 3-0 (21-12; 21-16; 21-17)

Nie ma się co oszukiwać. Piękni i Młodzi będą faworytem każdego ze spotkań, do którego podejdą. Wszystko za sprawą zasobów ludzkich, którymi dysponują. Liczba gwiazd w składzie sprawia, że moglibyśmy w zasadzie nadać im przydomek Team Hollywood. Mimo faktu, że wskazanie typu Redakcji jest zadaniem łatwym jak… naprawdę łatwym to akurat mecz ze Sprężysokopytnymi wydawał się tym, w którym na czołach graczy Pięknych i Młodych pojawią się pierwsze krople potu. Sprężystokopytni & Kitku wygrali bowiem trzy pierwsze spotkania, co sprawiło, że ciężko byłoby ich sobie wyobrazić na koniec sezonu w dolnej połówce tabeli. Mecz, cóż za zaskoczenie, rozpoczął się lepiej dla drużyny Radosława Koniecznego, która wyszła na prowadzenie 9-0. Przez chwilę pachniało najwyższym wynikiem w obecnym sezonie, ale serię drużyny w granatowych koszulkach przerwał dobrze dysponowany w poniedziałkowy wieczór środkowy Sprężystokopytnych & Kitku – Mateusz Gaczyński. Jeśli jesteśmy przy pozycji środkowego to musimy się na chwilę zatrzymać. To, co robili środkowi Pięknych – Ariel Fijoł i Arkadiusz Kowalczyk to cytując klasyka – ‘zupełnie inny poziom’. Prawdę mówiąc, musielibyśmy na siłę szukać jakichś słabszych punktów Pięknych i Młodych. Przypuszczamy, że w meczu z drużyną, która postawiłaby trudniejsze warunki, te by się uwypukliły. Sprężystokopytni & Kitku nie potrafiło ich jednak obnażyć. Pierwszy set zakończył się wygraną faworyzowanej drużyny do 12. Drugi i trzeci set to wygrane do 16 oraz 17. Niech nikogo nie zwiedzie jednak wynik. Trzeba powiedzieć wprost, że to Piękni i Młodzi mieli całkowitą kontrolę nad poczynaniami boiskowymi. Kiedy wynik był remisowy Piękni wciskali pedał gazu i ich rywale dusili się w oparach dziewięćdziesiątki piątki. Trzeci mecz wygrany, trzeci mecz w stosunku 3-0. Czy jest ktoś, kto jest ich w stanie powstrzymać?

Range Soft – Zmieszani 2-1 (14-21; 21-16; 21-12)

Kiedy w przedmeczowej zapowiedzi wskazaliśmy, że w oczach Redakcji to Range Soft jest faworytem, spotkaliśmy się z głosami, które przekonywały nas, jak bardzo się mylimy. My mamy jednak tę przewagę, że możemy oglądać wszystkie mecze w trakcie sezonu. To z kolei sprawiło, że widzieliśmy mecze drużyny Range Soft VT w sezonie Jesień’20. Widzieliśmy porażkę z BES-BLUM Nieloty, widzieliśmy tę z Team Spontan, kiedy do wygranej było naprawdę bardzo blisko. Wreszcie, widzieliśmy mecz z Letnim Gdańskiem, w którym drużyna pokazała charakter i potrafiła odwrócić losy spotkania. Reasumując – forma była na fali wznoszącej. Mimo to, w pierwszym secie to Zmieszani prezentowali się zdecydowanie lepiej. Już na początku seta wyszli na prowadzenie, które dowieźli do końca seta. Tego zakończył Marcin Gorlikowski, który najpierw popisał się asem serwisowym, by za chwilę zdobyć punkt po ataku. Po piorunującym pierwszym secie oraz początku drugiego (4-0) wydawało się jasne, kto w poniedziałkowy wieczór rozdaje karty. Taki scenariusz nie spodobał się jednak ekipie Range, która coraz śmielej zaczęła dochodzić do głosu. Przy stanie 14-14 ekipa Range Soft VT odpaliła się na dobre i ostatecznie wygrała partię do 16. Trzeci set należał wyłącznie do ekipy Mykoli Kisa. Zmieszani nie byli przeciwstawić się ‘żółto-czarnej’ lawinie i przegrali seta do 12, a cały mecz 1-2. Po tej wygranej Range Soft wskakuje na wysoką – szóstą lokatę.

Volley Gdańsk – Speednet 2-1 (21-17; 21-19; 16-21)

W zapowiedzi przedmeczowej nie chcieliśmy bić piany. Woleliśmy być mile zaskoczeni niż rozczarowani. Mówimy to oczywiście o poziomie meczu. Podskórnie czuliśmy jednak, że w spotkaniu może dojść do podziału punktów. Z uwagi na przeciągającą się kontuzję środkowego drużyny Speednetu – Łukasza Komara, do drużyny przed spotkaniem dołączył znany z występów w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta – Marcin Bartosiak. ‘Programiści’, co staje się już powoli tradycją związaną z meczami z Volley Gdańsk, zostali przed meczem dodatkowo zmotywowani. Ewentualna wygrana sprawiłaby, że Prezes przeznaczyłby określoną kwotę na cele charytatywne. Taki zabieg miał wykrzesać z ‘Różowych’ jeszcze większą mobilizację. Nie wiemy, na ile to kwestia umiejętności Volley Gdańsk, a na ile przemotywowania graczy Speednetu, jednak to ‘Żółto-czarni’ zaczęli mecz zdecydowanie lepiej. Wynik 11-6 dla Volley dość dobrze obrazuje jak wyglądała ta partia. Speednet z czasem prezentował się lepiej, co sprawiło, że Volley nie zdołało powiększyć już przewagi, a set zakończył się do 17. Na początku drugiej partii mieliśmy remis 7-7. Od tego momentu Volley zaczął punktować rywala i po chwili na tablicy było już 14-8. Gdy wydawało się, że wygrana tej partii jest przesądzona, dość niespodziewanie Speednet doprowadził do wyrównania 19-19, by ostatecznie przegrać seta 21-19. Trzecia i zarazem ostatnia odsłona zaczęła się lepiej dla ‘Programistów’, którzy zagrali na miarę swojego potencjału. ‘Różowi’ wypracowali sobie w pierwszej części kilkupunktowe prowadzenie, które bez większych problemów dowieźli do końca. Zważywszy na przebieg dwóch pierwszych setów, Speednet nie może mówić raczej o niedosycie. Mimo to, duże pochwały za to, że po nieudanych dwóch partiach znaleźli w sobie motywację i wywalczyli jeden punkt. Jeśli chodzi o Volley to pięćdziesiąte zwycięstwo jest już coraz bliżej.

AVOCADO friends – BES-BLUM Kraken Team 1-2 (17-21; 19-21; 21-19)

Dla AVOCADO friends spotkanie przeciwko BES-BLUM Kraken Team było szesnastym w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Do momentu rozpoczęcia meczu, ekipa Arkadiusza Kozłowskiego mogła się pochwalić bilansem piętnastu zwycięstw z rzędu. Pod tym kątem ustępowali tylko Volley Gdańsk, które wielkimi krokami zbliża się do pięćdziesiątki. Początek drużyny AVOCADO w pierwszej lidze wskazywał na to, że w spotkaniu z BES-BLUM to właśnie ‘Weganie’ będą faworytem. Mimo to, mecz lepiej zaczął się dla ekipy Ryszarda Nowaka – BES-BLUM Kraken Team, którzy już na początku pierwszego seta zdołali sobie wypracować kilkupunktowe prowadzenie. Przewaga kilku punktów z małą przerwą miała miejsce przez większość seta i doprowadziło to BES-BLUM do wygrania tej partii do 17. Kolejna partia zaczęła się, podobnie jak ta pierwsza – od delikatnej przewagi BES-BLUM. Bardzo dobrze na rozegraniu sprawował się Paweł Pallach, który dodatkowo dorzucił kilka punktów skutecznymi kiwkami. Mimo, że w drugiej części tego seta mieliśmy wyrównaną grę z gatunku ‘punkt za punkt’ to więcej zimnej krwi zachowała drużyna, dla której jest to trzeci sezon w pierwszej lidze. Wygrana seta do 19 sprawiła, że fantastyczna seria zwycięstw drużyny AVOCADO, która rozpoczęła się 19 maja, odeszła w zapomnienie. Każda seria kiedyś ma swój koniec. W przypadku ‘Wegan’ licznik zatrzymał się na 15 zwycięstwach z rzędu, co i tak jest wynikiem imponującym. Na otarcie łez pozostawał im trzeci set, którego wygrali do 19. BES-BLUM potwierdza z kolei, że w tym sezonie będą walczyć o inne cele niż na wiosnę.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.