Matchday #6

Środowe spotkania przyniosły spore przetasowania w ligowej tabeli. Królem dwóch pierwszych tygodni rozgrywek jest drużyna DNV GL S*M*A*S*H, która wygrała trzecie spotkanie z rzędu. W trzeciej lidze dwukrotnie w geście triumfu ręce w górę wznieśli gracze Portu Gdańskiego. Zapraszamy na podsumowanie szóstego dnia meczowego!

Dream Volley – BL Volley 3-0 (21-5; 21-12; 21-12)

Nie zrobiliśmy dobrego uczynku dla drużyny BL Volley. Przed meczem przez okrągły tydzień grzaliśmy temat tego, jak bardzo zawiodła drużyna Dream Volley w pierwszym spotkaniu. Obecnie, po tygodniu jesteśmy już mądrzejsi o parę spraw. Pierwsza jest taka, że drużyna DNV GL S*M*A*SH, z którymi Dream Volley przegrało spotkanie jest obecnie samotnym liderem drugiej ligi z kompletem zwycięstw na swoim koncie. Druga sprawa to kwestia taka, ze w środowy wieczór Dream Volley dosłownie zdemolował swoich rywali. Na początku napisaliśmy o tym, że być może wpływ na postawę Dream Volley miała sportowa złość, którą Redakcja swoimi opisami podsyciła. Początek meczu to ogromne problemy z przyjęciem oraz wyprowadzeniem ataku przez drużynę Wojciecha Strychalskiego. Ponadto ekipa w ‘Niebiesko-czerwonych’ koszulkach popełniła nadprogramową liczbę błędów własnych. Jakby tego było mało, drużyna BL Volley postawiła na dość eksperymentalny skład, w którym na rozegraniu zobaczyliśmy nominalnego środkowego – Pawła Przybyszewskiego. Pod koniec seta na ‘kierownicy’ doszło do zamiany. Wspomnianego wcześniej gracza zastąpił Michał Urbaniak, lecz i to nie zmieniło oblicza drużyny w pierwszej partii, którą przegrali do 5. Początek drugiego seta zwiastował, że partia ta będzie bardziej wyrównana. Owszem, była, ale do stanu 5-5. Od tego momentu warunki gry dyktowali już gracze Dream Volley. Trzecia i zarazem ostatnia partia była łudząco podobna do drugiego seta. Początek to wynik 5-5, po którym Dream znowu odjechało i wygrało partie, również do 12. Tym samym stało się jasne, że ekipa Mateusza Dobrzyńskiego wygrywa pierwsze spotkanie w lidze. Ich rywale przegrywają z kolei trzecią partię z rzędu, ale za sobą mają już dwie bardzo mocne ekipy.

Port Gdańsk – Team Looz 2-1 (21-18; 20-22; 21-12)

Przed meczem zastanawialiśmy się, jak zaprezentuje się Team Looz na tle tak doświadczonej drużyny jaką jest ekipa Portu Gdańskiego. To właśnie ‘Portowcy’ byli faworytem wskazanym przez Redakcję. Mimo to, mając na uwadze bardzo dobrą grę Team Looz w meczu z Craftveną czy nawet w przegranym spotkaniu z Chilli Amigos uznaliśmy, że mecz przeciwko drużynie z doków będzie bardzo interesujący. Pierwszy set udowodnił, że się nie myliliśmy. Od początku tej partii oglądaliśmy wyrównane spotkanie, w którym o wyniku pierwszego seta zadecydowała lepsza końcówka drużyny Arkadiusza Sojko. O wygraną ‘Portowcy’ musieli drżeć do samego końca. Po przeciwnej stronie siatki kapitalną partię rozgrywał Mateusz Pietrzykowski, który w pierwszym secie zdobył 8 punktów. Po pierwszej odsłonie widać było spory niedosyt, który towarzyszył graczom Bartłomieja Szcześniaka. W drugim secie zagrali jeszcze lepiej niż w pierwszym, co przyniosło oczekiwany skutek. Po walce do samego końca, tym razem zdołali wyszarpać wygraną seta i doprowadzić do wyrównania rywalizacji. Przegrana gra na przewagi zmobilizowała drużynę ‘Portowców’, którzy w ostatnim secie zagrali tak ‘jakby jutra nie było’. Początek tej partii to wynik 10-2 dla Portu Gdańskiego. Szybki rzut oka na wynik i stało się jasne, że to Portowcy wygrają to spotkanie. Są już tak doświadczoną ‘kapelą’, że takiej przewagi nie są w stanie roztrwonić. Na koniec słowo o nowym graczu. Debiutujący Jakub Wilkowicz zaprezentował się z naprawdę bardzo dobrej strony i o ile będziemy oglądać go w kolejnych spotkaniach to jasne jest, że ‘Portowcy’ będą mieli z niego dużo pociechy.

Piękni i Młodzi – ACTIVNI Gdańsk 3-0 (21-9; 21-13; 21-9)

Obojętnie jak byśmy się w zapowiedziach przedmeczowych nie gimnastykowali to nie dało się ukryć, że zdobycie choćby punktu przez drużynę ACTIVNYCH w meczu przeciwko Pięknym i Młodym byłoby sensacją podobną do wylądowania UFO w Rosewell. Nie chcemy się nad nikim pastwić, ale to naprawdę nie miało się prawa wydarzyć. Początek spotkania zdawał się tylko potwierdzać nasze przypuszczenia. Przez długi czas w pierwszej partii utrzymywał się wynik, w którym ACTIVNI mieli na swoim koncie jeden punkcik. Tymczasem rywale byli całkowicie bezlitośni dla swoich kolegów z byłej drużyny i nie było mowy o żadnym odpuszczaniu. Swój mecz rozgrywał kapitan drużyny Piękni i Młodzi – Radosław Konieczny, który zdobył w sumie dziewiętnaście punktów. Wieść gminna niesie, że kapitanowi w środowy wieczór gra szła zdecydowanie lepiej aniżeli rozmowy prowadzone przy wejściu do Ergo Areny i mierzeniu temperatury. Na parkiecie dobrze sprawowali się również Mateusz Chyl czy środkowy – Arkadiusz Kowalczyk oraz Wojciech Łuczków, który bardzo często potrafił całkowicie zgubić blok. Jeśli chodzi o drużynę ACTIVNYCH to najlepszą dyspozycję zaprezentowali w drugim secie, kiedy to zdołali ugrać trzynaście oczek. Generalnie, ekipa Artura Kurkowskiego może powiedzieć o spotkaniu, że się odbyło i wydaje się, że najgorsze mają już za sobą. Niebawem kolejne mecze z rywalami, którzy są w ich zasięgu. Niestety, dziś Piękni i Młodzi wybrali się w podróż TGV podczas gdy ich rywale tłukli się w PLK, a na dodatek przez cztery godziny musieli czekać w polu na podstawienie nowego składu.

Port Gdańsk – Allsix by Decathlon 2-1 (12-21; 21-13; 21-11)

Port Gdańsk przystępował do spotkania z Allsix by Decathlon po wygranej w meczu przeciwko Team Looz. To pierwsze spotkanie nie było bynajmniej ‘spacerkiem’. Aby wygrać ten mecz ‘Portowcy’ musieli się naprawdę napocić. Fakt, że ekipa Arkadiusza Sojko tradycyjnie już zagrała gołą szóstką nie pomagał na pewno w uniknięciu zmęczenia. Pierwszy set zdawał się potwierdzać nasze przypuszczenia. ‘Granatowi’ zagrali w nim bez świeżości oraz pomysłu na to jak przechytrzyć swojego rywala. W drużynie Allsix by Decathlon zobaczyliśmy pewne nowości w składzie. Na rozegraniu wystąpił Aleksander Bochan, który zazwyczaj jest głównym odpowiedzialnym za zdobywanie punktów. Oczywiście pozycja ‘sypacza’ nie jest mu obca, ponieważ poza potrzebami Siatkarskiej Ligi Trójmiasta to właśnie na tej pozycji można go było najczęściej zobaczyć. Założenia taktyczne w pierwszym secie wypaliły w stu procentach i ekipa ze sklepu sportowego wygrała tę partię do 12. W przerwie pomiędzy setami coś przeskoczyło w głowach ‘Portowców’ i zaczęli grać swoją – zaawansowaną i dobrą siatkówkę. Zbiegło się to oczywiście w czasie z momentem, w którym po pierwszej partii uznaliśmy, że to Allsix obrał azymut na zwycięstwo w spotkaniu. W drugim secie Portowcy wygrali do 13. To podziałało bardzo demobilizująco na Decathlon, który zamiast trzymać gardę w trzecim secie, postanowił przyjmować ciosy prosto w szczękę. To musiało się tak zakończyć. Trzeci set Portowcy wygrali do 11, czym potwierdzili swoje mistrzowskie aspiracje.

Team Spontan – DNV GL S*M*A*S*H 0-3 (12-21; 17-21; 13-21)

Gdybyśmy miesiąc temu udali się do jednej z wróżek siedzącej przy Monciaku i poprosilibyśmy ją o to, aby przewidziała przyszłość drużyny DNV GL S*M*A*S*H, a ona powiedziałaby nam, że drużyna ogoli Dream Volley czy Team Spontan, zapewne zażądalibyśmy zwrotu pieniędzy. Coś, co jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się nierealne, dziś staje się namacalne. Drużyna DNV GL wygrywa trzecie spotkanie z rzędu w obecnym sezonie i po raz pierwszy od edycji Wiosna’19 wskakuje na pierwszą pozycję w ligowej tabeli. Część z obecnych graczy DNV pamięta ten okres doskonale. Cała sytuacja przypominała trochę lot Ikara, który zafascynowany początkowym sukcesem, po chwili spadł prosto w otchłań morza. Piszemy o tym, ponieważ przestrzegamy drużynę przed hurraoptymizmem. Im wyższy lot, tym dotkliwszy upadek. Oczywiście może się tak zdarzyć, że DNV podejdzie do sprawy rozważnie i skoncentrowana na dobrej grze będzie kroczyć od zwycięstwa do zwycięstwa. W środowym spotkaniu po raz kolejny w tym sezonie udowodnili, że potrafią grać na bardzo wysokim poziomie. Poziomie, który może okazać się nieosiągalnym dla innych ekip w drugiej lidze. W środowy wieczór poziom ten okazał się za wysoki dla Spontana. Nie będziemy czarować i zakłamywać rzeczywistości. W środę wygrała drużyna, która była o klasę lepsza. Najlepszym graczem meczu został Sebastian Pietras, który zdobył dla swojej drużyny 11 punktów.

PROtotype Volleyball – Volley Gdańsk (18-21; 17-21; 16-21)

Nie ukrywamy, ze rozpieścili nas w ostatnim czasie gracze obu drużyn w bezpośrednich spotkaniach. Mowa tu nie tylko o poziomie sportowym, ale przede wszystkim o emocjach, które towarzyszyły dwóm poprzednim bezpośrednim rywalizacjom obu drużyn. Z racji tego, że uwielbiamy kiedy w spotkaniu są emocje liczyliśmy na to, że teraz będzie podobnie. Cóż, nasze rozczarowanie jest naprawdę wielkie. Nie jest tak, że oczekiwaliśmy wielkiego spektaklu, a w zamian za to dostaliśmy wielką kupę. Co to to nie. Mecz miał momenty, bywało interesująco, ale koniec końców zakończył się do bólu przewidywalnie. Zabrakło nam tej nutki szaleństwa, tej adrenaliny, która cechowała mecze Volley w poprzednim sezonie. Spotkań, w których ‘Żółto-czarni’ musieli się napocić, aby wygrać. Niejednokrotnie, tylko sobie znanym sposobem odwracać losy seta. W środowym meczu przeciwko PROtotype to właśnie Volley było PRO. Uważamy, że wygrała świetna organizacja gry. ‘Żółto-czarni’ wygrali spotkanie, ponieważ byli lepsi w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Nie była to przepaść. Wystarczyło te kilka procent lepszego przyjęcia, ataku, zagrywki, rozegrania czy bloku. Wygrane w setach do 18, do 17 oraz do 16 potwierdzają nasze słowa. Volley Gdańsk wygrywa trzecie spotkanie w sezonie Jesień’20 i czterdzieste czwarte spotkanie z rzędu. Niebywałe.

Tufi Team – Trójmiejska Strefa Szkód 1-2 (21-13; 17-21; 15-21)

Do niedawna – El Classico Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Obecnie, z uwagi na drzwi obrotowe zamontowane w siedzibie drużyny Trójmiejskiej Strefy Szkód – trochę wyblakły hit. Mimo to, poziom sportowy obu drużyn sprawia, że spotkania na nowo odzyskały swój blask i o których będzie się mówiło przez długie tygodnie. Jako faworyta spotkania w zapowiedzi przedmeczowej wskazaliśmy drużynę Tufi Team z dwóch względów. Po pierwsze uznaliśmy, że w pierwszym meczu przeciwko BES-BLUM Kraken Team zaprezentowali się lepiej niż TSS przeciwko Oliwie Team. Druga sprawa to fakt, że większość zawodników, którzy grają obecnie w TSS-ie nie występowała wcześniej w rozgrywkach SL3, więc uznaliśmy, że wchodząc na nowy grunt, drużyna w błękitnych barwach będzie potrzebowała trochę czasu na aklimatyzację. Przechodząc do spotkania to zaczęło się ono lepiej dla popularnych Tufików.  W mecz dobrze wszedł środkowy drużyny Tufi – Szymom Straszak, który posłał na początku meczu kilka punktowych bomb. Pierwszy set zakończył się z chwilą kiedy drugi środkowy – Łukasz Arciszewski zdobył dwa punkty z rzędu z zagrywki i doprowadził do stanu 18-11. Ostatecznie set zakończył się 21-13. Druga odsłona to metamorfoza Trójmiejskiej Strefy Szkód, która szybko objęła prowadzenie 5-1 i trzymała swoich rywali na dystans w zasadzie przez całą długość drugiego seta, by ostatecznie wygrać go do 17. Trzeci set zaczął się bardzo podobnie do środkowej partii. TSS wyszło na prowadzenie 4-0 i kiedy wydawało się, że partia ta potoczy się w analogiczny sposób jak poprzednia, Tufi Team zdołało doprowadzić do wyrównania, po potężnej bombie Piotra Watusa. (11-11). Niestety dla jego drużyny, było to wszystko na co było stać w tej partii Tufi Team. Po chwili Trójmiejska Strefa Szkód ponownie wyszła na prowadzenie, którego już nie oddała i wygrała spotkanie 2-1. Trzeba przyznać, że duża w tym zasługa Karola Jarosińskiego, który zdobył łącznie 11 punktów oraz tytuł MVP.

Letni Gdańsk – Range Soft VT 1-2 (21-18; 17-21; 13-21)

Wiedzieliśmy, że to nie będzie łatwy mecz dla drużyny Letniego Gdańska. Mimo to uważaliśmy, że czwarta siła poprzedniego sezonu zdoła uporać się z beniaminkiem drugiej ligi – ekipą Rangę Soft VT. Naszej oceny sytuacji nie zmienił nawet fakt, że w ostatnim czasie do drużyny dołączył kolejny – bodajże piąty już zawodnik, który w sezonie Jesień’19 występował w drużynie Prometheus. Osobom, które nie mają świadomości, co to była za drużyna śpieszymy z wytłumaczeniem. Prometheus zajął w sezonie Jesień’19 czwarte miejsce w pierwszej lidze. W pierwszym secie wydawało się, że  nie zrobiło to większego wrażenia na ‘Letnikach’, którzy z łatwością wykorzystali to, że ich rywale popełnili w tej partii sporo błędów własnych i wygrali seta do 18. W partii tej ‘Letnicy’ ponownie zamieszali w składzie, a raczej ustawieniu i w ataku przez chwilę mieliśmy szansę oglądać Łukasza Dudo, który zazwyczaj gra na ‘sypie’. Napisaliśmy przed chwilą o błędach drużyny Range Soft, ale było to tylko preludium do tego, co przeczytacie za chwilę. Jeśli ekipa Letniego Gdańska ma słabe nerwy niech skończy czytać ten opis właśnie teraz. Aby zliczyć wszystkie błędy własne drużyny Letniego w drugiej i trzeciej partii trzeba byłoby powołać zapewne międzynarodowy zespół matematyków, a także wskrzesić sympatycznych Panów – Archimedesa oraz Pitagorasa. Tym razem to Range zdołał bezwzględnie to wykorzystać i wygrał drugą partię do 17, a trzecią do 13 i odniósł pierwszą wygraną w obecnym sezonie. ‘Granatowi’ z kolei muszą wziąć się w garść. Póki co forma, istotnie LETNIA.

Sprężystokopytni & Kitku – SV INVICTA 2-1 (22-24; 21-13; 21-17)

Z pewnością nie tak wyobrażali sobie spotkanie gracze Sprężystokopytnych & Kitku. Sport bywa tak paradoksalny i niekiedy zabawny, że potrafi doprowadzić do sytuacji, w której drużyna, która wygrywa mecz czuje rozczarowanie czy nawet frustrację. Tak właśnie po spotkaniu może czuć się ekipa Kacpra Goszczyńskiego. Z czego to wynika? Cel przed spotkaniem był jeden – wygrać je 3-0. Każdy inny wynik drużyna odebrałaby jako porażkę. O tym, że nie uda się wygrać spotkania w stosunku 3-0 Sprężystokopytni dowiedzieli się już po pierwszym secie, w którym przegrali po walce na przewagi 22-24. W poprawie humorów graczy Sprężystokopytnych & Kitku nie pomaga na pewno fakt, że ich przeciwnicy – drużyna SV INVICTA grała w tym zestawieniu po raz pierwszy w życiu. Przypomnijmy, że spośród wszystkich graczy, którzy wystąpili w pierwszym spotkaniu z ekipą Piękni i Młodzi, w drugim meczu na parkiecie zobaczyliśmy wyłącznie kapitana drużyny Sławomira Cichosza. Uważamy, że w związku z tym drużyna S & K miała ułatwione zadanie. Z czasem pozostałe drużyny będą rywalizować z bardziej zgraną drużyną. Wracając do S & K to co tu dużo mówić – zawiedli na całej linii i tak też się czują. Na szczęście dla nich wygrali kolejne odsłony do 13 oraz 17. Na koniec podamy jedną informację, która powinna ucieszyć drużynę Sprężystokopytnych. Transmitowane przez nich spotkanie na facebooku przyciągnęło ogromną rzeszę nowych fanów, którzy co rusz komentowali wydarzenia boiskowe i zza monitora wspierali swoich faworytów. Jak zauważył jeden z fanów, mecz miał więcej komentarzy niż spotkanie PlusLigi. Kto wie, może spotkania Sprężystokopytnych & Kitku będą przyciągały tylu fanów regularnie? 🙂

One comment

Join the Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.