Matchday #4

Poniedziałek był pierwszym od dawna dniem, kiedy Redakcja wytypowała prawidłowo wyniki wszystkich spotkań. Pierwsze wygrane odniosły rozpoczynające sezon Jesień’20 drużyny Trójmiejskiej Strefy Szkód oraz Tufi Team. Najciekawszym wydarzeniem dnia było jednak spotkanie trzecioligowe pomiędzy Chilli Amigos a MiszMasz. Ci drudzy notują trzecią wygraną z rzędu w lidze, dzięki czemu powiększają przewagę nad resztą stawki. Zapraszamy na podsumowanie poniedziałkowej serii gier!

Speednet 2 – Niepokonani PKO Bank Polski 3-0 (21-12; 21-11; 21-16)

Ten mecz miał być inny niż te, z których pamiętamy drużynę Speednetu. Po upływie niemal roku, zespół ponownie był stawiany przed spotkaniem w roli faworyta. Przypomnijmy, że ostatnie spotkanie ‘Programiści’ wygrali jeszcze w sezonie Jesień’19, kiedy to ich rywalem była ekipa Scandic. Tym razem ‘Różowi’ mieli się zmierzyć z ‘Bankowcami’, dla których sezon Jesień’20 jest inauguracją w ligowych rozgrywkach. Od początku spotkania swoje warunki gry narzucili gracze Speednetu, którzy byli zdecydowanie bardziej skuteczni w ataku, co przełożyło się na wygraną tej partii do 12. Po początku drugiej partii wydawało się, że będzie ona bardziej wyrównana. Niestety dla ekipy Niepokonanych, na zagrywkę wszedł Paweł Cieszyński, który w meczu zdobył trzy asy serwisowe i z którego zagrywką ekipa ‘Biało-czarnych’ miała w poniedziałkowy wieczór potężne problemy. Bez wątpienia element przyjęcia jest tym, co w pierwszej kolejności muszą poprawić gracze Joanny Drewczyńskiej. Ostatecznie partia ta zakończyła się 21-11 i druga wygrana Speednetu 2 w historii rozgrywek SL3 stała się faktem. Po dwóch pierwszych setach stało się jasne, że ‘Programiści’ pozostają nienasyceni i będą starali się ugrać trzeciego seta. Ostatecznie, mimo że gracze Niepokonani PKO Bank Polski ugrali w tej partii największą liczbę punktów, trzeba przyznać, że to Speednet 2 miał przez całego seta kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi. To, co może martwić ekipę ‘Bankowców’ bardziej niż niekorzystny wynik to fakt, że w poniedziałkowy wieczór zagrali gołą szóstką. Miejmy nadzieję, że pozostała część ekipy się po pierwszym spotkaniu nie zniechęciła. Speednet 2 jest idealnym przykładem na to, że ciężka praca popłaca.

Wirtualna Polska – Allsix by Decathlon 1-2 (21-16; 12-21; 21-23)

O tym, jak poważnie do udziału w lidze podchodzą gracze Wirtualnej Polski niech poświadczy fakt, że ich rozgrywający – Bogusław Tybuś był na poniedziałkowy wieczór wyznaczony do… sędziowania spotkań. Gracz ten wolał jednak wziąć udział w meczu z innej perspektywy i zagrał dobre spotkanie przeciwko drużynie Allsix by Decathlon. W przedmeczowej zapowiedzi pisaliśmy, że to właśnie ekipa ze sklepów sportowych jest faworytem starcia. Mimo to, gracze WP chcieli od początku udowodnić jak bardzo się myliliśmy. Do pierwszej części pierwszego seta wszystko szło po myśli Allsix. Z czasem coś się zacięło i do głosu doszli gracze  w biało-czerwonych koszulkach. Po dobrej serii na zagrywce, po której Allsix miał problemy z przyjęciem, a co za tym idzie z wykończeniem akcji, Wirtualna zdołała odjechać na kilka punktów, które dowieźli do samego końca. Pierwsza odsłona dość mocno podrażniła ekipę Rafała Liszewskiego, która kapitalnie weszła w drugą partię i pomimo delikatnej nerwowości w pewnym momencie, zdołała spokojnie wygrać ją do 12. O zwycięstwie musiał zadecydować trzeci set, który był zdecydowanie najbardziej ciekawy i emocjonujący. W partii tej mieliśmy walkę indywidualności. Po stronie WP odpalił się Michał Doroz. W przypadku Allsix by Decathlon był to Aleksander Bochan i trzeba to powiedzieć wprost – ‘Alek’ był nie do zatrzymania. Był królem tej partii. Ba, był lepszy niż majonez kielecki i ketchup włocławski w jednym. Finalnie, Allsix wygrywa seta 23-21 i całe spotkanie 2-1. Trzeba jednak przyznać, że było to naprawdę ciekawe spotkanie, w którym o wygraną było naprawdę trudno.

Chilli Amigos – MiszMasz 1-2 (21-19; 18-21; 23-25)

Przed meczem spodziewaliśmy się, że będzie to jedno z ciekawszych spotkań trzecioligowych, jakie miały miejsce w obecnym sezonie. Cóż, szybki rzut oka na wyniki i każdy wie, że nie pomyliliśmy się zbyt dużo. Drużyna MiszMasz stanęła w poniedziałkowy wieczór przed prawdziwym egzaminem dojrzałości. Pierwsze spotkanie – wygrana z Allsix. Drugie spotkanie – wygrana z Wirtualną Polską. Ewentualna wygrana nie dość, że byłaby trzecią wygraną z rzędu to na dodatek byłaby odniesiona nad rywalem, który w poprzednim sezonie zajął miejsce na podium. Jak wyszedł wspomniany wcześniej egzamin? Wydaje nam się, że bardzo dobrze. Drużyna Andrzeja Tararuja wygrała kolejne spotkanie i ponownie pokazała prawdziwe ‘cojones’. Mimo, że to Amigos wygrali pierwszą partię do 19 to ekipa MiszMasz zdołała się podnieść po nokdaunie i przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. W zasadzie, w każdym z trzech setów o zwycięstwie zadecydowały detale. Ponownie bardzo dobrze w ekipie M&M sprawował się Mateusz Berbeka, ale pisać o tym jest taką samą oczywistością jak fakt, że Maryla Rodowicz ponownie wystąpi na koncercie sylwestrowym transmitowanym w TV. Jeśli chodzi o ich rywali – drużynę Chilli to mieliśmy w poniedziałkowy wieczór debiut Macieja Wąsickiego, który był doprawdy imponujący. Ciężko nam przypomnieć sobie spotkanie, w którym jeden gracz zdobywa w trakcie meczu… siedem! punktów po bloku. Mimo kapitalnej dyspozycji tego gracza, ostatecznie to MiszMasz do długiej walce na przewagi cieszył się z wygranej seta oraz spotkania. W trzeciej partii Chilli przez cały set goniło i za to należą im się słowa uznania.  Finalnie nie udało im się wygrać tej partii, ale z pewnością czekają na rewanż. To był naprawdę kawał dobrego spotkania, o którym gracze jednej i drugiej drużyny będą jeszcze długo mówić.

Tufi Team – BES-BLUM Kraken Team 2-1 (21-19; 22-24; 21-12)

Tufi Team jest jedyną drużyną, która gra w pierwszej lidze pomimo faktu, że w poprzednim sezonie nie wystąpiła w rozgrywkach. W sezonie Jesień’19 gracze Mateusza Woźniaka zajęli jednak trzecie miejsce w lidze, znaleźliśmy więc dokładnie zero powodów, dla których popularne ‘Tufiki’ miałby nie grać w elicie. Pierwszym rywalem po niemal rocznej przerwie była ekipa BES-BLUM Kraken Team, która w obecnym sezonie radzi sobie naprawdę dobrze. Przed meczem można było się zastanawiać, jaką dyspozycję zaprezentuje drużyna Tufi Team. Fakty są takie, że zespół swój ostatni oficjalny mecz zagrał naprawdę kupę czasu temu, podczas gdy ich rywale – drużyna BES-BLUM rozegrała w tym czasie tyle spotkań, że potrzeba chwili by je wszystkie zliczyć. Początek pierwszego seta zdawał się potwierdzać, która z ekip jest w grze. BES-BLUM szybko wypracował sobie przewagę i zdawało się, że spokojnie wygrają tę partię. Nie wiemy na ile to efekt przebudzenia Tufi Team, a na ile problemu BES-BLUM, ale ekipa Mateusza Woźniaka z wyniku 15-9 doprowadziła do wyrównania 16-16, by ostatecznie wygrać seta do 19. Druga partia była poniekąd lustrzanym odbiciem. Tym razem to ‘Tuffiki’ prowadzili 18:15, by ostatecznie po walce na przewagi uznać wyższość rywala. Gdy wydawało nam się, że po niezwykle wyrównanych końcówkach w dwóch pierwszych setach w trzecim czekają nas grzmoty to mogliśmy poczuć pewne rozczarowanie. W trzecim secie na parkiecie zobaczyliśmy w zasadzie jedną drużynę. Duża przewaga wypracowana na początku partii sprawiła, że drużyna Tufi Team spokojnie dowiozła wygraną (21-12) i mogła cieszyć się z pierwszego zwycięstwa w sezonie Jesień’20.

Trójmiejska Strefa Szkód – Oliwa Team 2-1 (21-15; 21-19; 18-21)

Żadna z ekip pierwszoligowych przez okres wakacyjny nie poczyniła tylu roszad w składzie co zespół Trójmiejskiej Strefy Szkód. W ekipie ‘Błękitnych’ w rozgrywkach SL3 zadebiutowało aż sześciu graczy. Dodatkowo, z drużyny odeszła podobna liczba zawodników. Gdyby tego było mało, w obecnym sezonie nastąpiła również zmiana kapitana. Cóż. Stabilizacja to nie jest obecnie rzecz, która cechuje drużynę Trójmiejskiej Strefy Szkód. Oczywiście pewne perturbacje w składzie nie sprawiały, że drużynie można byłoby zarzucić brak zgrania. Bardzo duża część graczy występuje ze sobą od kilku dobrych lat. Obecnie pod szyldem TSS, wcześniej zaś pod nazwą Benefit Gdańsk. Ten fakt oraz to, że dla Oliwy jest to pierwszy sezon w pierwszej lidze sprawiał, że to ekipa Dominika Błońskiego była faworytem spotkania. Ze swojej roli wywiązali się bardzo dobrze, zarówno w pierwszym jak i drugim secie, kiedy to wygrywali do piętnastu oraz dziewiętnastu. W trzecim to Oliwa grała lepszą siatkówkę. Bardzo dobrze zagrali Paweł Skrzypkowski oraz Michał Jasnoch, który aż pięciokrotnie zdobywał punkty blokiem na byłych kolegach z drużyny. Ostatecznie ostatnia partia kończy się wygraną Oliwy 21-18, a cały mecz 2-1 dla Trójmiejskiej Strefy Szkód. Trzeba jednak powiedzieć sobie wprost. Nie był to co prawda mecz, po którym osoby oglądające skróty rozważałyby włożenie miksera do gałek ocznych, ale nie był to również mecz, po którym kulawi odrzuciliby kulę. Na koniec pewne spostrzeżenie. Wydaje się, że różnica między grupą mistrzowską drugiej ligi a obecną pierwszą ligą nie jest tak duża, aby Oliwa nie była w stanie powalczyć w każdym spotkaniu o punkty.

Speednet – AVOCADO friends 1-2 (14-21; 16-21; 21-13)

Przed meczem zastanawialiśmy się, jak wypadnie drużyna, która w poprzednim sezonie demolowała wszystkich przeciwników w drugiej lidze na tle zaprawionego w bojach pierwszoligowca – ekipy Speednetu. Z jednej strony mamy zespół, który wygrał trzynaście spotkań z rzędu, z drugiej zaś każdy doskonale wie, że jednak pierwsza liga to cytując klasyka – ‘całkowicie inny poziom’. Oczywiście w rozważaniach trzeba było wziąć również fakt, że do ekipy ‘Wegan’ dołączyło kilku pierwszoligowych graczy oraz fakt, że Speednet w poprzednim sezonie bronił się przed spadkiem. Gdy zsumowaliśmy wszystkie czynniki, nasz wewnętrzny algorytm pokazał nam, że to ‘Weganie’ będą faworytem spotkania. Pisząc całkiem serio to szczególnie w dwóch pierwszych odsłonach gracze Arkadiusza Kozłowskiego udowodnili, że są prawdziwym pierwszoligowym graczem. Pierwszego seta wygrali do 14, głównie za sprawą dobrego przyjęcia i wysokiej skuteczności w ataku. Druga odsłona była wyrównana mniej więcej do połowy jej trwania. Avocado jak wytrawny bokser wykorzystało fakt, że Speednet zaczął popełniać sporo błędów i wygrało tę partię do 16, co oznaczało, że czternasta wygrana w lidze z rzędu stała się faktem. Pod tym względem ustępują tylko Volley Gdańsk, który ma ponad 40 wygranych z rzędu. Ostatnia partia należała już do Speednetu, który wypracował sobie przewagę na początku, a następnie ją konsekwentnie utrzymywał. Pod koniec seta ‘Weganie’ nadrobili trochę oczek i ostatecznie set zakończył się wynikiem 21-13 dla Speednetu.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.