Matchday #23

Czwartkowe spotkania nie dały nam odpowiedzi praktycznie na żadne z kluczowych pytań. Nie poznaliśmy mistrza pierwszej ligi, nie poznaliśmy drużyn, które we wtorek zagrają w barażach, nie poznaliśmy pozostałych medalistów w poszczególnych ligach. To oznacza tylko jedno – w przyszłym tygodniu czeka nas eksplozja sportowych emocji!

Allsix by Decathlon – Speednet 2 2-1 (15-21; 21-14; 21-12)

Mało brakowało, a sprawdziłyby się nasze zapowiedzi przedmeczowe, w których wyrażaliśmy obawę o to, czy drużyna Allsix by Decathlon zdoła zebrać komplet graczy na każde z trzech spotkań, które im zostało. Tuż przed godziną 19:00 próżno było ich szukać w hali treningowej. Dopiero po chwili gracze ze sklepu sportowego zaczęli zjeżdżać na salę i część z nich weszła od razu na przedmeczową zagrywkę, a część od razu na mecz. Allsix zaczął spotkanie w czwórkę i mimo, że z czasem spóźnieni zawodnicy dołączyli do drużyny to po graczach Rafała Liszewskiego widać było brak koncentracji. Musimy tu trochę usprawiedliwić siatkarzy z Decathlonu, ponieważ opady deszczu sparaliżowały miasto i na godzinę 19 spóźniło się wiele drużyn, nie tylko Allsix by Decathlon. Wracając do meczu to w pierwszym secie ‘Różowi’ zaczęli wręcz wybornie. Po chwili na tablicy widniało 10-4 dla ‘Programistów’. Już przy tym wyniku w powietrzu czuć było zapach świeżo podanego tatara i wódeczki. O tym, jakie pozytywne konsekwencje wygrania seta czekają ‘Różowych’, co rusz okrzykami i przyśpiewkami przypominali rezerwowi gracze. Ostatecznie drużynie udało się zrealizować cel i zawodnicy byli już myślami przy uginającym się stole. To sprawiło, że w drugiej i trzeciej partii lepsi byli ‘Biali’, którzy wygrali je do 14 i 12, a cały mecz 2-1. Mimo to, na ich twarzach trudno było zauważyć przejawy zadowolenia. Zawodnicy Allsix z całą pewnością uważają, że w czwartkowy wieczór stracili jeden punkt, a nie zyskali dwa.

Craftvena – Wirtualna Polska 2-1 (13-21; 21-19; 21-19)

W wszystkich trzech meczach, które rozpoczynały się o godzinie 19:00, doszło w pierwszym secie do niespodzianek. Na boisku numer trzy tą niespodzianką była wygrana seta przez Wirtualną Polskę. Pamiętamy oczywiście to, o czym mówiliśmy. To, że ‘Wirtualni’ w ostatnim czasie prezentują się naprawdę bardzo dobrze, ale mimo wszystko to nadal walcząca o drugie miejsce Craftvena była faworytem starcia. Pierwszy set zaczął się dla ‘Rzemieślników’ nie po ich myśli. Mimo, że w pierwszej części partii obie drużyny popełniały naprawdę małą liczbę błędów własnych to WP zdołało wyjść na prowadzenie. W drugiej połowie drużyna, którą z ławki zarządzał Jędrzej Matla, zdołała odjechać swoim rywalom, którzy nie wiedzieć czemu złapali długi przestój, co tak doświadczona drużyna jak WP bez problemu wykorzystała. W tym momencie żarty w Craftvenie się skończyły. Drużyna zdała sobie sprawę, że pozwalając na to, aby większość rywali zabierała im punkty, mogą na koniec wypaść poza podium. W drugim i trzecim secie zaprezentowali się już znacznie lepiej, ale mimo tego i tak mieli spore problemy z ograniem rywala. Po przeciwnej stronie siatki na początku drugiego seta po prostu nie szło. Wirtualna Polska miała problemy ze skończeniem ataku. W końcu sprawy w swoje ręce wzięła Klaudia Kuźniewska, która kiwką zdobyła punkt dla swojej drużyny, za co słusznie otrzymała owacje od swojej drużyny, które skwitowała tym, że… miała już ich dosyć. Atmosfera w ‘Wirtualnych’ była naprawdę świetna. To Craftvena musiała wygrać spotkanie, choć aby to zrobić, musieli się naprawdę napocić. W drugim i trzecim secie co rusz drużyny rozgrywały naprawdę długie wymiany, które oglądało się bardzo przyjemnie. Ostatecznie, ‘Rzemieślnicy’ wygrali drugą i trzecią partię i po czwartkowych spotkaniach mają tyle samo punktów co wicelider ligi – Port Gdańsk.

Prototype Volleyball – Volley Gdańsk 1-2 (21-16; 21-23; 16-21)

Pisząc zapowiedź do tego spotkania nie spodziewaliśmy się CZEGOŚ TAKIEGO. Do cholery, co to w ogóle było? O tym, że dystans pomiędzy obiema drużynami w ostatnim czasie nie jest tak duży jak jeszcze sezon temu, wiedzieliśmy już od jakiegoś czasu. O tym, że Prototype potrafi zagrać naprawdę dobre spotkanie przeciwko Volley Gdańsk dowiedzieliśmy się chociażby 26 maja. Wtedy Prototype przegrało po bardzo wyrównanej rywalizacji w stosunku 3-0. Owszem, zdajemy sobie sprawę, że chwalić drużynę po przegranej trzy-zero to jak cieszyć się ze zrzucenia 10 kilo po ucięciu nogi, jednak tamto spotkanie powinno być sygnałem ostrzegawczym dla Volley Gdańsk, że lekceważenie ‘Transformersów’ to stąpanie po kruchym lodzie. Prawdopodobnie to, że w drużynie lidera rozgrywek zabrakło nominalnego rozgrywającego nie wynikało z tego, że drużyna pokpiła sprawę, ale fakt jest taki, że na ‘sypie’ w czwartkowy wieczór zobaczyliśmy przyjmującego – Adriana Ossowskiego oraz atakującego – Daniela Koskę. Cóż, trzeba to napisać wprost. W meczu dało się odczuć, jak ważnym ogniwem w drużynie jest nominalny rozgrywający. W pierwszym secie Prototype zdołało wypracować sobie przewagę 15-11, ale gdy z czasem Volley podgoniło do 15-14 wydawało nam się, że to właśnie oni wygrają seta. Nic bardziej mylnego. Drużyna Tomka Nurzyńskiego zdołała ponownie odskoczyć rywalom i wygrać pierwszą partię. Nie zwlekajmy z tym zbyt długo. Przejdźmy od razu do końcówki drugiej partii, w której działo się najwięcej. Drużyna Prototype prowadziła już 20-18 i stanęła przed ogromną szansą na to, aby stać się pierwszym zespołem, który zdoła ograć Volley Gdańsk. Niestety dla nich, w kluczowym momencie na zagrywce pomylił się Michał Markiewicz, a po chwili z dość trudnej piłki, po skosie w out uderzył Maciej Wysocki i Volley doprowadziło do wyrównania. Trzeba przyznać, że zabrakło naprawdę kilku centymetrów do tego, żeby Volley Gdańsk nie wygrało swojego czterdziestego spotkania z rzędu. Ostatecznie set zakończył asem serwisowym Konrad Gregorowicz. O trzecim secie nie ma co się za specjalnie rozwodzić. Volley Gdańsk nie pozwoliło w nim poszaleć swoim przeciwnikom i wygrali partię do 16. Podsumowując, Volley rozgrywa kolejne spotkanie, w którym wracają z dalekiej podróży i wygrywa czterdziesty mecz z rzędu. Niebywałe. Jeśli chodzi o Prototype to uśmiechamy się pod nosem. Jakich czasów dożyliśmy, że Prototype jest na siebie wściekłe, że wygrali zaledwie jednego seta z Volley Gdańsk?

Zmieszani – Mental Block 2-1 (17-21; 21-10; 21-15)

W związku z czwartkowymi występami Zmieszanych w lidze przypomniał nam się pewien dialog z kultowego filmu ‘Chłopaki nie płaczą’. Na potrzebę ligi pozwoliliśmy sobie go użyć. ‘Mnie oszukasz, przyjaciela oszukasz, Mamusię oszukasz, ale życia nie oszukasz’. Tak, nie ma się co oszukiwać. Ciężko było wydobyć ze Zmieszanych wolę walki o każdą piłkę. Ciężko było oczekiwać, że poszczególni gracze będą w stanie umierać za Zmieszanych. Drużyna Edyty Woźny już nic nie musiała. Jedyne, co mogła to rozegrać dobre spotkanie i zdobyć trzy oczka. Bez wątpienia na taką postawę liczyli ‘Studenci’, bo oznaczałaby ona, że zachowane zostanie status quo i przed decydującym spotkaniem będą mieli nad Mentalem jedno oczko przewagi. Sytuację podobną do tej, w której znaleźli się Zmieszani przerabialiśmy w poprzednim sezonie. Wtedy drużyna Kraken Team, dość szybko zagwarantowała sobie utrzymanie i w grupie spadkowej rozdała swoim rywalom tyle punktów, że brakowało tylko, aby zapuścili brody i narzucili na siebie czerwone peleryny, a z pewnością zostaliby uznani za Świętych Mikołajów. Tym razem w rolę poczciwego staruszka wdali się gracze Zmieszanych, którzy stracili punkty w każdym z trzech spotkań w grupie spadkowej. W meczu z Mentalem stało się to już w pierwszym secie. Zmieszani, nie wiedzieć w sumie czemu, przystąpili do spotkania dość nerwowo, w efekcie czego to ‘Mentaliści’ wygrali tę partię, co miało dla nich niebagatelne znaczenie. Oznaczało to, że ekipa doskoczyła do swojego rywala i ostatni mecz w sezonie przeciwko 3city4students zapowiada się nie lada gratką. Wracając do meczu ze Zmieszanymi to Mental Block w kolejnych odsłonach nie zdołał już ograć swojego faworyzowanego rywala. Mimo, to parkiet opuścili z podniesionymi głowami, bo umówmy się – punkty nie były tu oczywistością.

Zmieszani – AXIS 1-2 (17-21; 21-17; 14-21)

Pożegnaniem z sezonem Wiosna’20 dla drużyny AXIS było spotkanie przeciwko Zmieszanym i trzeba przyznać, że był to najbardziej wymagający rywal, z którym drużyna mogła się zmierzyć w grupie spadkowej. Kilka tygodni temu w bezpośrednim spotkaniu, lepszą drużyną okazała się ekipa Edyty Woźny. Tym razem lepsi okazali się gracze Fabiana Polita – AXIS, którzy z mocnym przytupem zaczęli to spotkanie. Na początku zdołali wypracować sobie przewagę, której nie odpuścili już do końca. W drugim secie odnieśliśmy wrażenie, że Zmieszanym przypomniało się, że są jednak w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta pewną marką i nie wypada im przegrywać spotkania. Mimo, że drużyna Edyty Woźny przegrywała już 7-10 to z czasem zdołali odrobić stratę i wyprzedzić rywali (18-13). O zwycięstwie musiał zadecydować trzeci set, w którym znacznie lepszą drużyną okazali się ‘Czerwoni’. Po raz kolejny bardzo dobrą partię rozegrał Łukasz Wojdak, z którym rywale kompletnie sobie nie radzili. Gdy dołożyliśmy do tego dwa bardzo wyraziste ogniwa w postaci Tomasza Koseckiego i Fabiana Polita, mieliśmy gotową receptę na sukces. Mimo bardzo dobrej gry ‘Czerwonych’ nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie dokręcili troszkę śrubki drużynie Zmieszanych. Uważamy, że pewne rzeczy nie przystoją drużynie, która w poprzednim sezonie z powodzeniem rywalizowała z Omidą czy Thunder Team. Tymi rzeczami jest aż pięć porażek w obecnym sezonie i forma z końcówki sezonu. A AXIS? Cóż, mogłoby być lepiej, ale dwie wygrane w końcówce znacznie zmieniają optykę na obecny sezon.

Omida Team – Speednet 2-1 (21-16; 22-20; 20-22)

W przedostatniej kolejce obecnego sezonu mecze lidera i wicelidera zostały ułożone w ten sposób, że drużyny grały o tej samej porze, na równoległych boiskach. Podczas gdy Volley Gdańsk mierzyło się z Prototype Volleyball, Omida Team grała swoje spotkanie ze Speednetem. O tym, jak szalenie istotny był to mecz dla ‘Logistyków’, niech poświadczy zdjęcie licznika w samochodzie jednego z graczy, który spieszył się na mecz swojej drużyny. Ostatecznie, zespoły z małym opóźnieniem rozpoczęły mecz. Początek pierwszego seta był bardzo wyrównany i obie drużyny szły ‘łeb w łeb’. Z czasem Omida zdołała odskoczyć swoim rywalom na kilka punktów, co sprawiło, że drużyna Konrada Gawrewicza wygrała seta do 16. Wynik z pierwszego seta spowodował, że drużyna ‘Logistyków’ zrównała się punktami z Volley Gdańsk, ponieważ Ci przegrali pierwszą odsłonę z Prototype. Mimo, to ‘Logistyków’ nie do końca to interesowało. Graczy w czarnych trykotach interesowała przede wszystkim ich własna gra. Drugi set do pewnego momentu był bardzo podobny do tego pierwszego, z tą tylko różnicą, że Speednet nie zaciął się w końcówce. Pod koniec seta, ‘Różowi’ przy stanie 20-18 mieli dwie piłki setowe, które ich przeciwnicy zdołali obronić i ostatecznie, po walce na przewagi to Omida cieszyła się z drugiego punktu. Plan przed trzecią odsłoną był taki sam jak plan przed trzecią partią w meczu z Epo-Project. Chodziło o to, by nie zepsuć sobie nastrojów i po prostu wygrać 3-0. Niestety dla ‘Logistyków’, nie tylko sam plan, ale również wykonanie było takie samo. Od początku seta stroną dominującą byli gracze Speednetu, którzy wypracowali sobie sporą przewagę. Po serii świetnych zagrywek Kacpra Iwaniuka (Speednet) ‘Logistycy’ musieli dokonać pewnych roszad w składzie. Na przyjęcie wszedł rzadko widywany w obecnym sezonie Tomasz Zabrocki. Strata Omidy wydawała się tak duża (15-9, a następnie 17-10), że spodziewaliśmy się, że za chwilę nastąpi koniec spotkania. W tym momencie ponownie obudziły się demony Speednetu, którzy pomimo żywiołowego dopingu zawodników Volley Gdańsk, dali się dogonić i po chwili na tablicy widniał wynik 20-20. Gdy wydawało się, że po takim come-backu ‘Logistycy’ zdołają wygrać to przy piłce setowej dla ‘Różowych’ monster blockiem na wybitnym tego dnia Mateuszu Szturmowskim popisał się Niko Domżalski i Speednet cieszył się z wygrania seta. Kwestia mistrzostwa rozstrzygnie się dla Omidy już w najbliższy wtorek. Zwycięzca meczu z Volley Gdańsk zgarnie złoto SL3. Niezależnie od tego, kto to zrobi to był naprawdę dobry sezon.

SV INVICTA – Letni Gdańsk 1-2 (16-21; 16-21; 21-16)

Spotkaniem, które wieńczyło ligowe zmagania dla drużyny SV INVICTA był rewanż z Letnim Gdańskiem. Jaki to był sezon dla drużyny Sławomira Cichosza? Cóż, z pewnością gracze mogą czuć pewien niedosyt. Na chwilę obecną znajdują się na ostatnim miejscu w grupie mistrzowskiej. Sytuacja ta może się co prawda zmienić. Aby tak się stało, drużyna Letni Gdańsk musiałaby wysoko przegrać swoje ostatnie spotkanie przeciwko AVOCADO friends, które zapewniło sobie we wtorek tytuł mistrzowski. Przechodząc do samego meczu to w składzie meczowym INVICTY zabrakło etatowego gracza tej drużyny – Mateusza Chyla. Ponadto, od początku meczu nie grał najlepiej punktujący zawodnik drugiej ligi – Radosław Konieczny.  Z kolei po stronie Letniego brakowało jednego z wieżowców – Macieja Jakubowskiego, którego zastąpił człowiek od zadań specjalnych – Maciej Grabowski. Mimo tych absencji znalazła się również debiutanka. W drużynie Letniego po raz pierwszy w obecnym sezonie zagrała Marta Zielonka i trzeba przyznać, że był to debiut bardzo udany. Pierwszy set padł łupem Letniego, który zdołał dogonić swojego rywala, by potem odskoczyć i cieszyć się z wygranej partii. W drugiej odsłonie doszło do sporych zawirowań kadrowych, w efekcie czego na boisku po stronie Letniego zameldowało się trzech graczy, którzy nie wystąpili w pierwszej partii. Nowi ludzie, stare rozdanie. Set zakończył się dokładnie takim samym wynikiem jak pierwsza partia, co oznaczało, że ‘Letnicy’ wzięli udany rewanż na drużynie SV INVICTA. Dla tych drugich znaczyło to, że plany na podium rozgrywek muszą odłożyć na kolejną edycję. Dla ‘Letników’ z kolei pojawiła się szansa na wskoczenie nawet na drugie miejsce w tabeli. Nie wiemy czy właśnie to sparaliżowało graczy w granatowych trykotach, ale trzecia odsłona należała już do ich przeciwników, którzy na koniec sezonu dołożyli jedno oczko do swojego konta.

Range Soft VT – Port Gdańsk 1-2 (15-21; 21-23; 22-20)

Zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądało to spotkanie. Z jednej strony Range Soft wygrało już ligę, a dodatkowo Port Gdańsk walczył o miejsce w strefie medalowej. Z drugiej zaś, oczy wszystkich drużyn walczących o podium zwrócone były w kierunku Range Soft VT. Mimo wszystko, w typach z zapowiedzi uznaliśmy, że to Portowcy grając z ogromną mobilizacją będą faworytem tego starcia. Słowa te zdawały się potwierdzać od początku meczu, w którym ‘Granatowi’ wyglądali znacznie lepiej od rywali. Po drużynie Range Soft już od kilku spotkań widać było trudy trwającego sezonu i nie inaczej było w czwartkowy wieczór. Gracze Arkadiusza Sojko postanowili wykorzystać sytuację i błyskawicznie wypracowali sobie przewagę 14-7, którą spokojnie dociągnęli do końca. Taki przebieg meczu nie przypadł do gustu pozostałym drużynom, które co jakiś czas wysyłały na skrzynkę pocztową Redakcji zapytanie o wynik tego spotkania. Kolejne dwie partie były zdecydowanie bardziej emocjonujące, nie zabrakło w nich również kontrowersyjnych decyzji sędziowskich. To właśnie po jednej z nich zakończyła się druga partia, choć trzeba to powiedzieć wprost. Sędzia podjął w tej sytuacji dobrą decyzję, ponieważ jeden z graczy w sposób ewidentny zagrał dwukrotnie piłkę, za co sędzia, po pewnym czasie, przyznał punkt Portowcom. To oznaczało wygranie przez nich meczu. Do rozegrania ‘Portowcom’ został jeden set, w którym mieli okazję do powiększenia przewagi nad pozostałymi drużynami walczącymi o miejsce barażowe. Ostatecznie sztuka się nie udała, mimo szalonej gonitwy w końcówce i zrównania się liczbą punktów z rywalem. Range Soft ostatecznie wygrało trzecią partię, po walce na przewagi.

Epo-Project – Straż Pożarna Gdańsk 2-1 (21-7; 21-9; 18-21)

Mało brakowało, a przedmecz na boisku numer trzy czyli spotkanie Omida – Speednet sprawiłoby, że zamiast meczu Epo – Straż mielibyśmy mecz pod tytułem Elo – Straż. Wszystko za sprawą faktu, że Speednet zdołał urwać seta z Omidą, co sprawiło, że powiększyli oni przewagę nad Strażakami do czterech oczek. Jeśli drużyna Straży Pożarnej chciała od początku meczu pokazać, że zależy im na tym, aby utrzymać się w lidze to wybrali sposób dość dyskretny. A może nie, gdyby zrobili to dyskretnie to przegrali by do 15. Tymczasem ‘Mundurowi’ w pierwszym secie uznali chyba, że jak nie ważne jak, ważne by się o meczu mówiło. Straż przegrała seta do siedmiu i był to jeden z najwyższych wyników w obecnym sezonie. O drugim secie, można by powiedzieć żartobliwie, że był tym, w którym Straż Pożarna wreszcie się obudziła. Nie dość, że drużyna ugrała dwa małe punkty więcej to na dodatek w trakcie trwania tego seta Filip Ziółkowski zdobył… pierwszy punkt po ataku dla swojej drużyny. Cóż, aby przedłużyć swoje nadzieje na utrzymanie, drużyna ‘Mundurowych’ musiała wygrać trzeciego seta. Zadanie to wydawało się dość abstrakcyjne, bo ich przeciwnicy wyglądali raczej na pluton egzekucyjny niż na przyjaźnie nastawioną grupę znajomych. Mimo to, Epo chyba przekombinowało. Na początku tej partii graczom z Żukowa włączyła się ‘la zabawa’, co przy dobrze wyglądającej w trzecim secie Straży, doprowadziło do katastrofy. Epo nie poradziło sobie w końcówce z zagrywką Filipa Ziółkowskiego. Po dwóch punktowych zagrywkach Filipa gracze Epo wzięli czas, po którym gracz ten dołożył trzeciego asa i drużyna Straży Pożarnej zdobyła jedno oczko, co sprawia, że matematycznie nadal mają szansę na utrzymanie.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.