Matchday #19

Wtorkowe spotkania dostarczyły bardzo dużo emocji. Gdy już wydawało się, że Range Soft pewnym krokiem zmierza w kierunku drugiej ligi, ‘Żółto-czarni’ przegrali spotkanie z przedostatnią w tabeli Wirtualną Polską i zabawa w trzeciej lidze zaczyna się na nowo. Największych emocji, co staje się już powoli tradycją, dostarczyło spotkanie SV INVICTA z Team Spontan. Zapraszamy na podsumowanie wtorkowej serii gier!

DNV GL S*M*A*S*H – 3city4students 2-1 (23-25; 21-17; 21-15)

Mało brakowało, a mecz zakończyłby się tuż po pierwszym gwizdku sędziego. Gracze DNV zorientowali się, że do gry chcieli desygnować jednego z nieuprawnionych graczy, co skutkowałoby walkowerem. Na szczęście, w porę zachowali trzeźwość umysłu i na parkiecie pojawili się tylko zawodnicy, którzy byli uprawnieni do gry. Już przed meczem dało się wyczuć, że dla drużyny 3city4students mecz przeciwko DNV GL S*M*A*S*H jest tym z gatunku – o życie. Czarni, całkiem słusznie uznali, że jeśli dzień wcześniej udało im się zdobyć punkt ze Zmieszanymi to czemu nie powtórzyć tego z drużyną DNV GL S*M*A*S*H? Pierwszy set zaczął się dość spokojnie. Z czasem gra stała się coraz bardziej zacięta i przez większość seta toczyła się walka punkt za punkt. W końcówce więcej zimnej krwi zachowali ‘Studenci’, dzięki czemu, po bardzo emocjonującym secie mogli cieszyć się ze zdobycia kolejnego punktu w lidze. Ten punkt do tabeli oznacza, że drużyna osiągnęła przewagę jednego oczka nad drużyną Mental Block i na chwilę obecną to właśnie oni znajdują się na miejscu barażowym. Wygrana pierwszego seta nie sprawiła bynajmniej, że drużyna Dawida Piankowskiego postanowiła złożyć broń. Mimo to, nie zdołali oni powstrzymać rozkręcającej się maszyny z ulicy Łużyckiej. Bardzo dobrą partię wśród DNV rozegrali Sebastian Pietras, Mateusz Wiśniewski czy Tadeusz Paszkowski. To między innymi dzięki ich postawie drużyna DNV zdołała wyrównać stan rywalizacji, co oznaczało, że drużyna bezpośrednio nie spadnie już na 100%. Nawet gdyby ‘Studenci’ wygrali kolejne dwa spotkania w stosunku 3-0 to i tak na koniec sezonu znajdą się w tabeli pod drużyną DNV GL S*M*A*S*H. Patrząc z matematycznego punktu widzenia, gracze Stanisława Paszkowskiego mogą zająć co prawda przedostatnie miejsce i przegrać w barażu, ale prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest bliskie zera. Wracając do meczu, ostatnia partia podobnie jak druga, padła łupem drużyny DNV. Tym razem ‘Studenci’ zdołali ugrać piętnaście punktów. Mimo wszystko, w grupie spadkowej w dwóch meczach zdobyli do tej pory tylko jeden punkt mniej niż przez cały sezon zasadniczy.

Craftvena – DCT Gdańsk 2-1 (25-27; 21-10; 21-15)

Przed spotkaniem wiadome było, że jeśli drużyna Craftveny zamierza włączyć się do walki o wygraną w trzeciej lidze to spotkanie przeciwko drużynie DCT Gdańsk powinni wygrać w stosunku 3-0. Wiedzieli to dosłownie wszyscy poza samymi zainteresowanymi drużynami Craftveny oraz DCT Gdańsk, które w pierwszym secie stworzyły spektakl, w którym dramaturgia stała na naprawdę wysokim poziomie. Gdy pod koniec seta ‘Rzemieślnicy’ przy stanie 20-18 mieli dwie piłki setowe wydawało się, że będą w stanie postawić kropkę nad i’. Dodatkowo, bodźcem mobilizującym był fakt, że drużyna Range Soft, która rozgrywała spotkanie na boisku numer trzy przegrała chwilę wcześniej pierwszego seta z drużyną Wirtualnej Polski. Taki scenariusz sprawiał z kolei, że gdyby ‘Czarni’ wygrali wszystko do końca sezonu w stosunku 3-0 to finalnie zajęliby pierwsze miejsce w ligowej stawce. Niestety dla nich, w końcówce seta popełnili dwa błędy własne i pozwolili ‘Kontenerowcom’ na wyrównanie 20-20. Ostatecznie, po kilku minutach to drużyna Piotra Kochanowskiego cieszyła się z wygranej pierwszej partii w stosunku 27-25. ‘Rzemieślnicy’ mogli w tym momencie żałować niewykorzystanej okazji. Drugi set to już zdecydowanie lepsza gra ‘Czarnych’, choć trzeba przyznać, że ich przeciwnicy – DCT Gdańsk nie postawili poprzeczki zbyt wysoko. Liczba błędów własnych, które popełnili ‘Kontenerowcy’ w drugiej odsłonie była najzwyczajniej w świecie zbyt duża. Ostatecznie partia ta zakończyła się wynikiem 21-10. Trzecia odsłona to ponownie lepsza postawa ‘Rzemieślników’ i nadprogramowa liczba błędów ‘Kontenerowców’. To nie mogło się zakończyć inaczej niż wygraną Craftveny, która ma sześć punktów straty do lidera przy jednym spotkaniu mniej i meczu bezpośrednim w zanadrzu. Parafrazując klasyka – będzie się działo!

Range Soft VT – Wirtualna Polska 1-2 (15-21; 21-14; 17-21)

O tym, że do bezpośredniego pojedynku pomiędzy drużynami dojdzie już we wtorek, obie ekipy dowiedziały się zaledwie dzień wcześniej. Początkowo o godzinie 20.00 na boisku numer trzy miały się stawić drużyny Wirtualnej Polski i Allsix by Decathlon. Niestety ci drudzy ze względów organizacyjnych nie mogli pojawić się w hali i dzięki uprzejmości Range Soft ich spotkanie nie zakończyło się walkowerem. Z protokołu meczowego w drużynie Range przed spotkaniem zostali wykreśleni: MVP ostatnich dwóch spotkań – Anton Kheruvimow, wicelider klasyfikacji punktowej wśród drużyny – Andii Levenets czy zawodnik, który jak do tej pory był na praktycznie każdym meczu swojej drużyny – Bavidhram Selvam. Gdy dorzucimy do tego fakt, że prawdziwy lider tej drużyny przybył na salę dopiero w trakcie drugiego seta to mamy gotowy materiał na nieszczęście. I tym właśnie był dla ‘Żółto-czarnych’ pierwszy set. ‘Wirtualna Polska’ rozpoczęła pierwszą partię w sposób piorunujący. Przy zagrywce Klaudii Kuźniewskiej gracze Range Soft byli zupełnie bezradni i na tablicy wyników widniał wynik 7-1. Po chwili WP roztrwoniło przewagę i zrobiło się 7-7, ale z czasem gracze Jędrzeja Matli ponownie wyszli na prowadzenie, którego do końca seta już nie oddali. Niespodzianka, bo za taką trzeba uznać punkt zdobyty przez WP stała się faktem. W trakcie drugiej odsłony do drużyny dołączył Rafał Środa i fakt ten oraz to, że drużyna Range Soft wygrała seta do 14 zdawało się potwierdzać, że wszystko wróciło do normy. Nic bardziej mylnego. W trzeciej partii mimo, że Range na początku wygrywało 5-1 to Wirtualna Polska zdołała wygrać seta i całe spotkanie. Nie ma się co oszukiwać. Ich wygrana jest podobną sensacją co swego czasu zdobycie złota olimpijskiego przez Wojciecha Fortunę w Saporro. Wtedy, podobnie jak teraz, faworyt był zdecydowanie inny. Mimo to piękno sportu ponownie zwyciężyło. Dzięki zwycięstwu nad liderem drużyna Wirtualnej Polski przeskakuje w tabeli drużynę DCT Gdańsk.

SV INVICTA – Team Spontan 2-1 (21-14; 12-21; 24-22)

Pojedynki pomiędzy drużynami SV INVICTA i Team Spontan powoli urastają nam do rangi spotkań podwyższonego ryzyka. Liczba kontrowersji czy szpileczek wbijanych przez obie drużyny w trakcie meczu swoim rywalom w sposób zdecydowany odbiega od normy. Tak było zarówno w meczu rozegranym 8 czerwca jak i we wtorkowy wieczór. Początek spotkania należał do graczy Sławomira Cichosza, którzy w perfekcyjny sposób wykorzystywali wyższą od standardowej liczbę błędów własnych przeciwnika. Wypracowana przewaga 12-8 z czasem została powiększona i ostatecznie INVICTA wygrała pierwszą partię do 14. Nie sposób nie dostrzec, że w pierwszej odsłonie po stronie ‘Pomarańczowych’ nie najlepiej funkcjonowało przyjęcie. Ponadto, już w pierwszym secie sędzia zorientował się z jakim typem spotkania będzie miał do czynienia i co chwilę przywoływał kapitanów drużyn, aby zaakcentować jakie zachowania będą tego dnia niepożądane. Nie wiemy dokładnie na ile podziałała siła perswazji tego doświadczonego arbitra, ale obie ekipy niezbyt chętnie podporządkowały się do jego wskazówek, bowiem w trakcie całego spotkania trwała wojna psychologiczna polegająca na tym, która z drużyn bardziej wyprowadzi swojego rywala z równowagi. W drugim secie sztuka ta najwidoczniej lepiej udała się Spontanicznym, którzy wygrali seta do 12. Tym razem to INVICTA miała problemy z przyjęciem. Z drugiej strony, była to odsłona, w której ‘Pomarańczowym’ wychodziło wszystko. Atak, przyjęcie, zagrywka czy obrona. Nawet gdyby Spontan chciał to zepsuć to z taką grą się nie dało. Najwięcej emocji było w secie, który decydował o tym, która z drużyn wygra spotkanie. Pod koniec partii, kilku piłek meczowych nie zdołali wykorzystać gracze Team Spontan. To, co nie udało się ‘Spontanicznym’, zrobili gracze SV INVICTY i zakończyli seta wynikiem 24-22 i cały mecz 2-1. Mimo negatywnych wibracji unoszących się w powietrzu, obie drużyny po zakończonym spotkaniu podziękowały sobie za jego przebieg co było obrazkiem budującym. Podsumowując, za nami kawał meczu, który będziemy wspominać jeszcze przez długi czas.

Volley Gdańsk – Straż Pożarna Gdańsk 3-0 (21-15; 21-16; 21-17)

Nie będziemy owijać w bawełnę. Tego wyniku najzwyczajniej w świecie można było się spodziewać. W ostatnim czasie drużyna Volley Gdańsk zdaje się mieć patent na drużynę Straży Pożarnej. Nie mówimy tu tylko o wygranych, bo Volley jak do tej pory wygrywał zawsze (nie tylko ze Strażą), ale raczej o stylu w którym tego dokonywał. Mecz z pierwszej rundy to był łomot, który ‘Żółto-czarni’ sprawili swoim rywalom. Sytuacja przypomina nam trochę historię z dzieciństwa, gdy osiedlowy osiłek prał inne dzieciaki za każdym razem kiedy wyściubiły nosa ze swoich mieszkań. Przenosząc to na grunt SL3, w rolę watażki wcieliła się ostatnio drużyna Volley, której z czasem wyrósł poważny kandydat, mogący im poważnie zagrozić. Już w zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że podobne spotkanie jak to z pierwszej rundy nie ma prawa się wydarzyć. Miejska legenda głosi, że kilkanaście lat temu na maturze w starym systemie (gdzie trzeba było pisać kilkustronicowe wypracowania) na temat czym jest dla Ciebie odwaga jeden z maturzystów oddał arkusz na którym zamiast wypracowania znajdowało się jedno zdanie. Tym zdaniem było – ‘to właśnie jest dla mnie odwaga’, czym oczywiście wzbudził zachwyt a ludzie w ZTM bili mu nieustannie brawo przez kilka przystanków. Gdyby Redakcja miała napisać podsumowanie meczu Volley ze Strażą w kilku wyrazach, napisalibyśmy: ‘Cudu nie było. Wstydu również’. Tak naprawdę w tych pięciu słowach zostało zawarte wszystko, co otrzymaliśmy w spotkaniu. Faworyt, który musiał wygrać 3-0, aby gonić nową siłę na dzielni – Omidę, zrobił to. Najciekawszą partią była ta ostatnia, w której przez długi fragment Strażacy prowadzili i wydawało się, że może dojść do podziału punktów. Pod koniec seta, Daniel Koska zrobił swoje zagrywką po przekątnej. Mimo, że Redakcja ma całkiem niezłą pamięć to nie jest w stanie zliczyć, ile już razy przerabialiśmy podobny scenariusz. Straż naprawdę nie zagrała złego spotkania, ale wiecie jak to jest. Golf jadący na piątce i tak zostanie ‘łyknięty’ przez Lamborghini, które jedzie na trójce. Ostatecznie seta, jak i całe spotkanie wygrała drużyna Volley Gdańsk. Strażacy bez wątpienia bardzo żałują, że mecz potoczył się tak, a nie inaczej. Z drugiej strony wiadomym było, że o punkty z Volley nie będzie zbyt prosto.

BES-BLUM Kraken Team – Trójmiejska Strefa Szkód 1-2 (21-19; 14-21; 10-21)

Mimo, że na pierwszy rzut oka spotkanie nie elektryzowało fanów obu drużyn, a tym bardziej osób, które interesują się naszymi rozgrywkami to każdy wynik niósł za sobą pewne dość poważne konsekwencje dla układu tabeli. BES-BLUM wygrywając spotkanie w zasadzie przypieczętowałby utrzymanie w lidze. Z kolei wygrana Trójmiejskiej Strefy Szkód sprawiłaby, że wskoczą w tabeli na wyższe miejsce niż ich główny rywal w walce o podium – drużynę Epo-Project. Mógł też paść wynik 1-2, który nie satysfakcjonowałby żadnej ze stron i taki też wynik Redakcja SL3 w rozmowie przedmeczowej z kapitanem drużyny TSS typowała. Już początek meczu pokazał, że dla ‘Trójmiejskich’ nie będzie to spacerek. Cała pierwsza odsłona to wojna na wyniszczenie. Tę lepiej przetrwali gracze Ryszarda Nowaka, którzy przy stanie 19-19 zdołali dołożyć dwa punkty i cieszyć się z wygranej pierwszej partii. Każdy z nas doskonale wie, że wojna to składowa wielu bitew. Mimo porażki w pierwszej, ‘Trójmiejscy’ zdołali się odbudować i w dalszej części meczu zaprezentować znacznie lepszą siatkówkę, na którą BES-BLUM nie potrafił odpowiedzieć. O ile w przypadku drugiego seta gra BES-BLUM wyglądała jeszcze dość solidnie to w trzecim całkowicie zeszło z nich powietrze, co w konsekwencji przełożyło się na ich wysoką przegraną 10-21.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.