Matchday #15

Poniedziałkowe mecze były raczej zero-jedynkowe. Na dziewięć rozegranych spotkań, aż osiem kończyło się wynikiem 3-0. Z tej grupy postanowiły wyłamać się jedynie drużyny Wirtualnej Polski oraz DCT Gdańsk, które rozegrały bardzo dobre i wyrównane spotkanie.

Mental Block – AVOCADO friends 0-3 (15-21; 7-21; 10-21)

W przedmeczowym wywiadzie kapitan drużyny AVOCADO friends zadeklarował, że w spotkaniu przeciwko ‘Mentalistom’ interesują ich tylko trzy punkty. Cóż, nie było to żadne odkrycie. Przed meczem z Mentalem gracze Arkadiusza Kozłowskiego stracili jedno oczko aż w czterech spotkaniach. Właśnie podziałem punktów kończyły się ich trzy ostatnie mecze przeciwko: INVICTA, DNV GL S*M*A*S*H czy Oliwa Team. To wszystko sprawiło, że pomimo faktu, że drużyna jest jedyną niepokonaną drugoligową drużyną to nie zdołali sobie wypracować zbyt dużej przewagi nad pozostałymi ekipami w stawce. Dodatkowo, w wywiadzie kapitan drużyny przyznał, że gdzieś na horyzoncie pojawiają się już myśli o pierwszej lidze. Aby postawić pierwszy kroczek w tym kierunku, spotkanie przeciwko ostatniej drużynie w tabeli należało po prostu wygrać 3-0. W pierwszym secie wydawało się, że nie będzie to spacerek dla ‘Wegan’. To właśnie w nim ‘Mentaliści’ pokazali się z bardzo dobrej strony i przez długie fragmenty był to naprawdę wyrównany set. ‘Weganie’ zdołali odjechać dopiero w drugiej części tej partii. Kto wie jak potoczyłby się drugi set gdyby nie zagrywka Marcina Makurata, który… wygrał w pojedynkę całą partię. Z jego fantastyczną zagrywką ‘niebiescy’ mieli potężne problemy i z wyniku 10-5 po chwili zrobiło się 19-5. Ostatecznie, obie drużyny dołożyły po dwa oczka i set zakończył się wygraną ‘Czarnych’ 21-7. Ostatnia odsłona również należała do graczy Arkadiusza Kozłowskiego, którzy jak widać zdają się potwierdzać coraz częstsze opinie o tym, że dieta wegańska potrafi zdziałać cuda. Ich rywale – Mental Block tylko w początkowej fazie seta potrafili nawiązać z rywalem kontakt. Z czasem wszystko wróciło jednak do normy i ‘Weganie’ ograli rywala do 10, a cały mecz 3-0. Plan na poniedziałek został wykonany w 100%. Kolejne zadanie będzie trudniejsze. Grają bowiem z wiceliderem rozgrywek – drużyną Letni Gdańsk.

Oliwa Team – AXIS 3-0 (21-16; 21-9; 21-16)

Po spotkaniach, do których doszło w pierwszej części obecnego sezonu, sytuacja Oliwy się mocno skomplikowała. Drużyna po trzech porażkach i dwóch wygranych w stosunku 2-1 wypadła poza grupę mistrzowską. Jakby tego było mało, gracze musieli liczyć na to, że ‘Spontaniczni’ potkną się w spotkaniu z 3city4students. Dodatkowo, poza swoją wygraną 3-0 liczyli na to, że ich rywale nie zdołają ugrać zbyt wielu małych punktów. Przed spotkaniem z protokołu meczowego wypadło dwóch etatowych graczy Oliwa Team – Rafał Artymiuk oraz Krystian Mielniczek. Z drugiej strony, mecz przeciwko AXIS był okazją do debiutu dla Filipa Pastuszaka. Mecz rozpoczął się w miarę spokojnie, by po chwili Oliwa doprowadziła do kilkupunktowego prowadzenia, którego ‘Czarni’ nie wypuścili już z rąk. Set zakończył się wynikiem 21-16 i Oliwiacy mogli cieszyć się z pierwszego punktu. Przed drugą odsłoną Oliwiacy najwidoczniej porozmawiali sobie na temat tego, że w ostatecznym rozrachunku małe punkty będą miały znaczenie. Tak zmotywowana drużyna zdominowała swojego rywala i wygrała seta do dziewięciu. Kropką nad ‘i’ były dwa asy serwisowe, które zakończyły tego seta. Przed trzecią odsłoną wiadome było to, że powtórzenie wyniku z drugiej partii będzie sporym wyzwaniem. Jakby nie patrzeć, AXIS to nie jest ‘chłopiec do bicia’, co udowodnili od początku tej partii. W zasadzie do końcówki seta trwała wyrównana walka o każdą piłkę i jesteśmy przekonani, że gdyby ‘Czerwoni’ zaprezentowali taką formę od początku sezonu, na swoich kontach mieliby kilka oczek więcej. Finalnie Oliwa zdołała w końcówce odjechać i wygrać do 16, a cały mecz 3-0, po czym z niecierpliwością wypatrywali wyniku meczu swoich rywali – Team Spontan.

Wirtualna Polska – DCT Gdańsk 2-1 (22-24; 22-20; 21-18)

Spotkanie pomiędzy Wirtualną Polską a DCT Gdańsk było przez nas anonsowane jako pojedynek bardzo wyrównanych drużyn. Nie chcemy w tym miejscu po raz kolejny wracać do spotkań historycznych, ale pisząc w skrócie – rywalizacja pomiędzy obiema drużynami przypomina tę, którą kilkanaście lat temu stoczył nasz skoczek – Adam Małysz z Martinem Schmittem czy później Svenem Hannawaldem. Każdy z nich miał swoje argumenty i najwięcej zależało od formy, w której aktualnie się znajdowali. Mimo, że to ‘Kontenerowcy’ byli górą niespełna miesiąc temu to tym razem ‘Wirtualni’ potrafili przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. O tym, jak bardzo interesujący był to mecz niech świadczy fakt, że było to najbardziej wyrównane spotkanie ze wszystkich dziewięciu, które zostało rozegrane w poniedziałkowy wieczór. Pod koniec pierwszego seta wydawało się, że to ‘Biało-czerwoni’ będą za chwilę cieszyli się ze zdobycia pierwszego punktu. Przy dobrej zagrywce Klaudii Kuźniewskiej zrobiło się 18-15 dla WP, by po chwili przewaga ta powiększyła się do 20-16. Gdy po zdobyciu punktu przez ‘Kontenerowców’ w polu zagrywki stanął lider drużyny – Piotr Kochanowski było jasne, że przy tym stanie musi zaryzykować. Jak to w życiu, ryzyko się nieraz opłaca i tak było tym razem. DCT przestało uderzać w siatkę i zdołało wygrać seta 24-22. Drugi set był, a jakże – również grany na przewagi. Tym razem w końcówce bardzo pomogły dwa asy serwisowe Łukasza Rosy i partia zakończyła się wynikiem 22-20 dla WP. O wygranej w spotkaniu decydować musiał trzeci set. W nim bardzo dobrą partię rozgrywał jeden z zawodników, którzy w ostatnim czasie dołączyli do WP – Michał Doroz. Ostatecznie set zakończył się 21-18 dla ‘Wirtualnych’, którzy wygrali te spotkanie 2-1 i zniwelowali stratę w tabeli do DCT Gdańsk do dwóch oczek.

Team Spontan – 3city4students 3-0 (21-7; 21-14; 21-13)

Kto przed sezonem mógł spodziewać się, że to właśnie gracze 3city4students będą rozdawać w lidze karty? Że będą decydować o tym, która z drużyn zagra w grupie mistrzowskiej, a która w grupie spadkowej? Że będą panem życia i śmierci dla poszczególnych ekip? O tym mogły przekonać się obie drużyny, które rywalizowały ze ‘Studentami’ w poniedziałkowy wieczór. Ostatecznie, w kontekście zarówno Spontana jak i INVICTY  Studenci wybrali życie, ale nie oznacza to, że nie zdołali postraszyć jednego z rywali. W meczu ze Spontanem strachu jednak nie było. Mało tego, to właśnie ‘Studenci’ zostali przez swoich rywali postraszeni. Gdy na początku meczu na tablicy wyników widniało 10-2 to dość realny wydawał się scenariusz najwyższego zwycięstwa w obecnym sezonie w drugiej lidze (21-4). Ostatecznie, po tym jak zawodnicy Dawida Piankowskiego wzięli czas to w dalszej części seta zdołali zdobyć kilka oczek i różnica nie była już tak ogromna. Najlepiej w pierwszej partii czuł się rozgrywający drużyny Team Spontan – Sławomir Kudyba, który aż trzykrotnie skutecznie kiwał swoich rywali, a ponadto bardzo dobrze rozdzielał piłki. Na początku drugiego seta wydawało się, że będzie to bardzo wyrównana odsłona. Gdy po dobrej zagrywce Magdaleny Czapiewskiej zrobiło się 9-7 dla Studentów, Team Spontan zdecydował się na wzięcie czasu. To przyniosło pożądany efekt, bowiem drużyna zaprezentowała od tego momentu inną siatkówkę. Bardzo ważnym momentem seta była postawa fair play Andrzeja Pikora, który przyznał się do bloku po ataku Piotra Raczyńskiego i na tablicy zamiast 10-7 dla Studentów zrobiło się 9-8. W dalszej części seta ‘Spontaniczni’ zdołali odjechać dzięki dobrej zagrywce i wygrać seta do 14. W przerwie pomiędzy drugim a trzecim setem doszło do mobilizacji ze strony ‘Pomarańczowych’, którzy bardzo często lubią dzielić się punktami ze swoimi rywalami. Tym razem tak nie było. Drużyna Piotra Raczyńskiego zdołała wygrać trzeciego seta, a dodatkowo potestować w jego trakcie pewne rozwiązania, którymi z czasem będą mogli zaskakiwać rywali.

SV INVICTA – 3city4students 3-0 (21-12; 21-16; 21-19)

Po porażce, którą Studenci odnieśli w meczu przeciwko Team Spontan czekał na nich kolejny rywal z górnej półki – drużyna SV INVICTA. Studenci dla obu wspomnianych drużyn byli tego dnia łakomym kąskiem. Oczywiste było to, że INVICTA musi wygrać spotkanie w stosunku 3-0. Pierwszy set zaczął się lepiej dla faworyzowanej ekipy, która zdołała szybko wypracować sobie kilkupunktową przewagę, powiększaną przez cały set, by ostatecznie partia ta zakończyła się wygraną 21-12. W tym miejscu chcielibyśmy na chwilę postawić kropkę. Jeśli ktoś spodziewał się jakichś wodotrysków to musiał czuć rozczarowanie. Jesteśmy dalecy od tego, aby napisać, że pierwszy set był nudny. Bardziej precyzyjnym określeniem byłoby raczej, że przebiegał dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać. Różnica pomiędzy drużynami była aż nadto widoczna. Dla przykładu, najlepszy gracz tego meczu – Radosław Konieczny nie miał żadnego problemu by skutecznie atakować nad przeciwnikami robiąc to nawet z drugiej linii. Kolejne odsłony były już tymi, w których ‘Studenci’ pokazali pazur. O ile w drugiej części drugiego seta INVICTA zdołała odjechać rywalom to w trzecim przeżyli przez chwilę moment grozy. W zasadzie od drugiego seta gołym okiem widać było, że padła organizacja gry drużyny Sławomira Cichosza. Nie wiemy czy wynika to z dość łatwej wygranej w pierwszej partii czy może innych czynników, ale ich gra wyglądała już inaczej. Kulminacją pewnych problemów w poniedziałkowy wieczór był trzeci set, w którym po sygnale, jaki dał na zagrywce Sebastian Hoppa (3city4students),zrobiło się 18-18 i było pewne, że aby wygrać ze ‘Studentami’ 3-0 trzeba zachować maksymalną koncentrację. Ostatecznie, sztuka ta się udała, INVICTA wygrała spotkanie 3-0 i niemal na pewno zagra w grupie mistrzowskiej.

Letni Gdańsk – AXIS 3-0 (21-7; 21-15; 21-18)

Uważamy, że tacy rywale jak AXIS są dla faworyzowanych drużyn najgorsze do ogrania. Tabela i chłodna kalkulacja wskazywałyby na to, że dojdzie do łatwej wygranej. To z kolei sprawia, że w szeregi drużyny często wkrada się rozprężenie i efekt jest często taki, że faworyci gubią punkty. W tym momencie dochodzimy do części, w której musimy pochwalić kapitana drużyny Letni Gdańsk – Michała Mysłka, który przeczuwając wyżej wymienione zagrożenie potrafił zmobilizować swoich graczy do tego, aby w trakcie meczu byli maksymalnie skoncentrowani. O tym, jak poważnie ‘Letnicy’ potraktowali rywala niech poświadczy fakt, że po raz pierwszy w obecnym sezonie w ich szeregach zobaczyliśmy dziewięciu graczy. Wśród nich był między innymi debiutujący w lidze gracz – Rafał Redzimski, który pomimo, że rozegrał dwa sety zdobył najwięcej punktów dla swojej drużyny i zgarnął tytuł MVP. To, co ważniejsze dla niego i całej drużyny to fakt, że w pierwszym secie znów zademonstrowali nam to, co w ‘Letnim’ najlepsze. W trakcie seta byli drużyną zdecydowanie lepszą i gracze AXIS mieli potężne problemy ze sforsowaniem zasieków rywala w postaci bardzo dobrego bloku. W efekcie set zakończył się wynikiem 21-7. AXIS rósł jednak z minuty na minutę. W drugiej partii zaprezentowali się już o niebo lepiej, czego efektem było zdobycie dwukrotnie większej liczby punktów. Było to jednak zbyt mało by ugrać drugiego seta z ‘Letnikami’, ale wystarczająco dużo do tego, aby uwierzyć, że trzeci set może paść ich łupem. Od początku tej partii to właśnie AXIS zdołało wypracować sobie przewagę, którą utrzymywali do stanu 13-10. Po kilku akcjach ‘Letnicy’ wrócili jednak na swoje tory i mimo, że najedli się trochę strachu to ostatecznie zgarnęli komplet oczek, po którym plasują się na drugim miejscu w ligowej tabeli.

Range Soft VT – Speednet 2 3-0 (21-8; 21-17; 21-15)

Speednet 2 chyba bardzo wnikliwie oglądał nasz ostatni magazyn, w którym narzekaliśmy na brak radości w drużynie w ostatnim spotkaniu, ponieważ to, co zaprezentowali nam we wtorkowy wieczór pod koniec meczu, zaczęło wyglądać jak regularna impreza. Były śpiewy, żarty, krzyki oraz wyśmienite humory. Ekipa Range Soft oczywiście, jak na faworyta przystało grała swoje, ale to nie przeszkadzało w żaden sposób ławce ‘Różowych’ w zabawie. Po usłyszeniu przyśpiewki „kto nie skacze ten z policji” zaczęliśmy się już poważnie zastanawiać, czy na pewno przed meczem gracze spożywali wyłącznie wodę mineralną. W drużynie Speednetu dobrze zaprezentowali się debiutujący w obecnym sezonie Kamil Szuba oraz Jakub Ciupiński. Odnośnie samego spotkania, w pierwszym secie ‘Programiści’ zaczęli od prowadzenia i wydawało się, że może uda im się nawiązać równą walkę. Niestety, szybko wypuścili prowadzenie i Range Soft przez cała partię budowało przewagę nad rywalem, by w końcu zwyciężyć 21-8. Widoczna w obu drużynach była świetna dyspozycja na zagrywce, szczególnie dobrze sprawowali się w tym elemencie Łukasz Porydzaj (Range Soft) oraz Paweł Cieszyński (Speednet 2). Drugi set zaczął się, podobnie jak pierwszy, od wypracowania przewagi przez ‘Programistów’. Zastanawialiśmy się nawet czy nie zanosi się w tej odsłonie na sensację, tak skupieni i konsekwentni wydawali się ‘Różowi’ w tej partii. Niestety dla nich, po raz kolejny doszło w pewnym momencie do serii błędów własnych i Range Soft ponownie udało się odskoczyć, chociaż ‘Programiści’ walczyli do końca i dzielnie gonili rywala, dzięki czemu zmniejszyli przewagę do 3 punktów przy wyniku 19-16. Nie okazało się to jednak wystarczające, bowiem Range Soft wrzuciło kolejny bieg i wygrało tę odsłonę do 17. Trzeci set, w przeciwieństwie do poprzednich, mocno zaczęli ‘Żółto-czarni’. Speednet jednak znów świetnie powalczył i udało im się podciągnąć wynik ze stanu 1-5 na 10-11. Dobrą zmianę dał Piotr Grodzki, który wszedł na boisko w trakcie trzeciego seta, broniąc sporo piłek oraz zdobywając punkty z ataku. Nie bez powodu jednak Range Soft jest drużyną zajmującą pierwsze miejsce w tabeli i druga część tej odsłony była już całkowicie pod ich kontrolą. Ostatecznie wygrali seta do 15 i cały mecz w stosunku 3-0. Tego dnia w ekipie błyszczał Anton Kheruvimov, który zdobył 10 punktów i zasłużenie zgarnął tytuł MVP.

Allsix by Decathlon – Chilli Amigos 0-3 (10-21; 7-21; 12-21)

Gracze Chilli Amigos po raz kolejny nie zaakceptowali stawiania ich w roli ‘underdoga’. Po ostatnim świetnym, choć przegranym meczu z Craftveną, zawiesili sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. Może wpływ na ich determinację miał również fakt, że kapitan drużyny Grzegorz Walukiewicz obchodził tego dnia urodziny. Gracze weszli w mecz z takim przytupem, że aż przecieraliśmy oczy ze zdumienia i zbieraliśmy szczęki z podłogi. Nie bez znaczenia był oczywiście fakt, że drużyna Allsix tego dnia zaprezentowała zupełnie odmienny skład od tego, do którego się przyzwyczailiśmy. W zespole zadebiutowało dwóch zawodników: Karol Kowalczyk oraz Magdalena Trochowska. Zabrakło niestety czołowych graczy tego sezonu, między innymi: Roberta Rogalińskiego, Aleksandra Bochana, Pawła Woźniaka czy wreszcie Rafała Liszewskiego. Mimo tych absencji liczyliśmy jednak ze strony Allsix na coś więcej. Tymczasem ‘Papryczkom’ tego dnia wychodziło wszystko i przeciwnicy chyba nie bardzo wiedzieli co się wokół nich dzieje. Pierwszy set wygrany przez Amigos do 10 był jasnym sygnałem, że o nawiązanie walki w kolejnej partii będzie piekielnie ciężko. Cała odsłona przebiegała pod dyktando ‘Papryczek’, a to, co wyprawiał w tej partii Grzegorz Walukiewicz sprawiło, że zaczęliśmy się poważnie zastanawiać czy nie mamy do czynienia z kolejnym przypadkiem w stylu Benjamina Buttona. Kolejny set to powtórka z rozrywki i kontrola partii przez Amigos od pierwszej do ostatniej piłki. Wynik tej odsłony 21-7 był skutkiem świetnych zagrywek i ataków Chilli oraz wielu błędów drużyny Allsix. Ostatnia partia była tą najbardziej wyrównaną, w której momentami udawało się graczom ze sklepu sportowego wyjść na prowadzenie. ‘Papryczki’ jednak były tego dnia na fali i w drugiej części seta zaczęli odjeżdżać rywalom, co ostatecznie zakończyło się wygraniem tej odsłony do 12 i całego meczu 3-0. Jak już wspominaliśmy, po pierwszym secie wyglądało na to, że w przypadku zwycięstwa ‘Papryczek’ to kapitan zgarnie tego dnia tytuł MVP. Byłby to wspaniały urodzinowy prezent, ale jednak dyspozycja rozgrywającego drużyny – Marcina Wiśniewskiego sprawiła, że nie mogło być innego wyboru. Nie dość, że dzięki niemu każdy z kolegów zdobył podobną liczbę punktów z ataku to Marcin chyba zapomniał, że sam gra na rozegraniu, zdobywając w tym elemencie 6 punktów. Po odśpiewaniu kapitanowi ‘sto lat’ drużyna świętowała jeszcze przez jakiś czas na parkingu wygraną w meczu oraz wskoczenie na czwarte miejsce w tabeli.

Volley Gdańsk – Speednet 3-0 (21-17; 21-13; 21-14)

Atmosfera budowana przed tym meczem była tak napięta, że baliśmy się, jak taki ogrom emocji zniesie konstrukcja hali Ergo Arena. Jednak, jak pisała Wisława Szymborska: „nic dwa razy się nie zdarza”, czego potwierdzenie mogliśmy zaobserwować w poniedziałkowy wieczór. Do spotkania rewanżowego drużyna Volley Gdańsk podeszła bardzo poważnie, o czym mógł świadczyć fakt, że do protokołu przedmeczowego wpisała 12 zawodników. Po stronie Speednetu zameldowali się co prawda ostatnio nieobecni Kacper Iwaniuk oraz Adrian Płotka, zabrakło jednak głównego dyrygenta drużyny, rozgrywającego Marka Ogonowskiego, co niestety dało się odczuć w ekipie ‘Różowych’. Poziom zgrania, jaki osiągnęła drużyna z Markiem nie jest niestety czymś, co dałoby się narobić w jeden wieczór. Na pozycji rozgrywającego debiutował Mateusz Dobrzyński, który co prawda radził sobie nieźle, ale nieźle to jednak za mało na takiego przeciwnika, jakim jest Volley Gdańsk. W trakcie meczu, w drużynie „Żółto-czarnych” dochodziło do tylu zmian zawodników, że zaczęliśmy już dostawać oczopląsu, jednak to zmiana przeprowadzona w drugim secie w ekipie Speednetu wywołała spore kontrowersje. Marcin Juszczak wszedł za Macieja Zielińskiego, po czym nagle, po kilku punktach, obaj znów znajdowali się na boisku. Gracze Volley oczywiście to zauważyli i zgłosili sędziemu, który przywrócił prawidłowe ustawienie. Co do samego spotkania to przebiegało ono od pierwszego do ostatniego punktu pod dyktando lidera. Pierwszy set zakończył się wynikiem 21-17 dla Volley, co było skutkiem ich dobrej gry oraz zatrważającej liczby błędów Speednetu. W drugiej partii ‘Programiści’ mieli ogromne problemy z przyjęciem zagrywki, a ich lider Kacper Iwaniuk ewidentnie nie miał dnia w ataku. Ta partia również padła łupem „Żółto-czarnych”, a Speednetowi udało się ugrać w niej tylko 13 oczek. Jedyne słowo, jakie nasunęło się nam po obejrzeniu tej odsłony to ‘pogrom’. W trzecim secie wreszcie zobaczyliśmy dobrą dyspozycję Kacpra Iwaniuka, niestety liczba błędów popełnianych przez ‘Różowych’ znów okazała się niepokojąco wysoka. Ostatecznie, Volley zwyciężył również w tej partii do 14 i w całym spotkaniu 3-0, potwierdzając tym samym, że jako drużyna stanowią siłę, z którą nie można igrać. Tytuł MVP przypadł w udziale Przemkowi Wawerowi, który tego dnia był nie do zatrzymania i zdobył w ataku aż 14 punktów.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.