Matchday #14

Czwartkowa rywalizacja stała pod znakiem zmagań pierwszoligowych. Spośród sześciu rozegranych spotkań aż cztery były pojedynkami wśród elity. Swoje mistrzowskie aspiracje potwierdziła drużyna Omidy, która wygrała dwa spotkania w stosunku 3-0 i mają już cztery oczka nad Volley, które ma co prawda jeden mecz mniej, ale na pewno wystąpią w nim pod dużą presją. Wydarzeniem dnia jest jednak pierwsza wygrana drużyny 3city4students, po której wszystkie 26 drużyn w lidze ma na swoim koncie minimum jeden punkt.

Mental Block – 3city4students 0-3 (9-21; 12-21; 16-21)

Wiedzieliśmy, że ten moment prędzej czy później nadejdzie. Jak wielokrotnie pisaliśmy, drużyna 3city4students prezentowała się znacznie lepiej niż wskazywały na to wyniki i pozycja w tabeli. Mimo, że jako faworyta w zapowiedzi wskazaliśmy ‘Mentalistów’ to jednak podskórnie przeczuwaliśmy, że ‘Studenci’ są w stanie ugrać pierwsze punkty. Mimo wszystko, takiego obrotu sprawy jakiego byliśmy świadkami się nie spodziewaliśmy. Miał być wyrównany mecz, a tymczasem ‘Studenci’ wjechali na pełnej i Mentaliści mogli w zasadzie tylko i wyłącznie podziwiać jak grają ich rywale. Pierwszy set zaczął się od bardzo mocnego uderzenia ‘Studenciaków’, którzy byli najwidoczniej podrażnieni tym, jak wyglądał do tej pory sezon w ich wykonaniu. Już na początku zdołali sobie wypracować kilkupunktową przewagę, która z czasem się jeszcze bardziej powiększała, by ostatecznie set zakończył się ich wygraną do dziewięciu. Druga partia była bardzo podobna do pierwszej, z tą różnicą, że ‘Niebiescy’ zdołali ugrać kilka punktów więcej. Najciekawszy w trakcie całego meczu był ostatni Se,t w którym Mental – przynajmniej na początku, zagrał wreszcie to co potrafi. Efektem ich składnej gry była wypracowana kilkupunktowa przewaga. Z czasem, z niewyjaśnionych przyczyn, ‘Mentalistom’ dosłownie odcięło prąd i zaczęli taśmowo gubić punkty. To pozwoliło ‘Studentom’ odskoczyć od rywala i ostatecznie wygrać seta do 16. Drużyna Dawida Piankowskiego po spotkaniu wreszcie może odetchnąć pełną piersią. Patrząc na sferę psychiczną, wygrana w stosunku 3-0 ma niebagatelne znaczenie. W przypadku Mentala porażka ma zdecydowanie odwrotny skutek i z tego miejsca chcielibyśmy wyrazić nadzieję, że nie podziała to na drużynę zbyt demobilizująco.

Wirtualna Polska – Chilli Amigos 1-2 (21-18; 11-21; 16-21)

W ostatnim czasie wykrystalizowała nam się sytuacja, w której wytypowanie faworyta spotkania nie było zadaniem wymagającym jakiejś szczegółowej analizy. Z drugiej strony, zastanawialiśmy się jak będzie wyglądała drużyna Wirtualnej Polski, której szeregi wzmocnili debiutujący w lidze Bogusław Tybuś oraz Michał Doroz. Po jednym meczu można śmiało powiedzieć, że obaj gracze będą bez wątpienia wzmocnieniem ‘Biało-czerwonych’. Niejako na przekór typowi Redakcji, ‘Wirtualni’ w pierwszym secie prezentowali się bardzo dobrze i zdołali pokonać rywala do osiemnastu. Niestety dla nich, nie potrafili pójść za ciosem. Drugi set w ich wykonaniu był od początku nieudany. ‘Biało-czerwoni’ na początku tej partii popełnili kilka błędów, dzięki czemu ‘Amigos’ wyszli na trzypunktowe prowadzenie, które z czasem jeszcze bardziej powiększyli, by ostatecznie wygrać seta do jedenastu. Trzecia odsłona była już bardziej wyrównana, a sytuacja w trakcie seta zmieniała się częściej niż łóżkowe partnerki Julio Iglesiasa, który według niektórych źródeł miał ich… 20 tysięcy. Wróćmy jednak do spraw przyziemnych. Na początku trzeciego seta przewagę osiągnęli Chilli Amigos, następnie sztuka ta udała się Wirtualnym, którzy ostatecznie roztrwonili przewagę i dali się wyprzedzić ‘Papryczkom’, by ostatecznie przegrać spotkanie 2-1. Jesteśmy przekonani, że WP może czuć pewien niedosyt, ponieważ w trakcie meczu były momenty, w których wydawało się, że wygrają. Niestety dla nich – Amigos mieli tego wieczora w składzie Marcina Sawickiego, który zgodnie z kolorem koszulki – okazał się dla WP czarnym charakterem.

Epo-Project – Speednet 3-0 (21-14; 21-14; 21-16)

Można sobie śmieszkować oraz drzeć łacha z tego, że Redakcja dość często pisze o ‘dyspozycji dnia’, ale jak inaczej opisać wyniki dwóch spotkań pomiędzy Epo a Speednetem, które odbyły się na przestrzeni dwóch dni? Przypominamy, że to pierwsze – środowe starcie wygrali ‘Różowi’ w stosunku 3-0, by w czwartek takim samym wynikiem zwyciężyło Epo. Nie od dziś wiadomo, że są na świecie rzeczy, które ciężko wytłumaczyć. Jedną z nich jest to, co wydarzyło się na przestrzeni ostatnich dwóch dni. Przed spotkaniem z protokołu meczowego wykreślony został libero drużyny Speednet – Adrian Płotka. Do tego momentu można było się zastanawiać jaką wartość dla ‘Programistów’ ma ten gracz, ale jego brak był widoczny chyba dla każdej osoby, która obserwowała mecz. W środowym spotkaniu Adrian trzymał przyjęcie i był jednym z głównych autorów wygranej w stosunku 3-0. Nie ma co jednak umniejszać graczom Epo-Project, którzy zagrali po prostu bardzo dobre spotkanie. Speednet nie był w stanie jakkolwiek zagrozić ‘Zielonym’. Już w pierwszym secie ‘Różowi’ mieli spory problem w przyjęciu, przez co przegrali seta do 14. Oczywiście nie był to jedyny powód. Drużyna dowodzona przez Mateusza Urbanowicza popełniła niezliczoną liczbę błędów własnych, a inne ich problemy nie zmieściłyby się w podsumowaniu. Druga odsłona to dalsze kłopoty‘Różowych’ i bardzo dobra gra graczy z Żukowa. W ich szeregach świetne spotkanie rozegrał Tomasz Piask i, co staje się powoli tradycją, Damian Kolka. Set – podobnie jak ten pierwszy, zakończył się wynikiem 21-14. W ostatniej partii po graczach ‘Speednetu’ widać było narastająca frustrację. Nie tak miał wyglądać ten wieczór. Żółtą kartkę otrzymał Marek Ogonowski, a z boku boiska pieklił się trener drużyny. To wszystko na nic, bowiem Speednet ponownie był tylko tłem dla drużyny Przemysława Walczaka. Tym razem wygrali do szesnastu i wzięli udany rewanż za środową porażkę.

Omida Team – Straż Pożarna Gdańsk 3-0 (21-18; 21-17; 21-12)

Przystankiem w drodze do mistrzostwa w czwartkowy wieczór była czerwona latarnia ligi – Straż Pożarna Gdańsk. Jak do tej pory ‘Mundurowi’ uciułali cztery oczka i nie da się ukryć, że każdy inny wynik niż 3-0 dla Omidy byłby dla ‘Logistyków’ istną katastrofą. Przed meczem okazało się, że okazję do debiutu będzie miała libero drużyny – Natalia Groth. Cóż, debiutować akurat przeciwko liderowi pierwszej ligi, umówmy się – nie jest najłatwiejszym zadaniem. Mimo wszystko, z perspektywy całego meczu uważamy, że jedyna aktywna przedstawicielka płci pięknej w pierwszej lidze zaprezentowała się z dobrej strony. Wracając do spotkania to mimo faktu, że Omida wygrała je w stosunku 3-0 to po ich reakcjach nie można było wywnioskować jakiejś szczególnej radości. Ot, zwykły dzień w pracy i musimy Wam przyznać, że nie wiemy czy z czasem takie podejście nie odbije się czkawką ‘Logistykom’. Nie widzimy tego, czy gracze są w stanie ‘umierać za Omidę’. Nawet po zdobyciu punktu czy wygranej seta, a nawet meczu, ich radość była dość dyskretna. Sami nie wiemy z czego to wynika. Być może ma na to wpływ fakt, że drużyna nie dopuszczała do siebie innego scenariusza niż pewne trzy punkty? W pierwszym secie Strażacy podeszli do spotkania z dużym respektem dla rywala. Ten najwidoczniej ich sparaliżował, bowiem drużyna popełniła masę błędów własnych. Dotknięcia siatki, problemy z przyjęciem, nieporozumienia pomiędzy poszczególnymi graczami. Z czasem ich gra zaczęła wyglądać coraz lepiej, w efekcie czego w trakcie seta uzbierali aż osiemnaście punktów, co było dość zaskakujące. Druga odsłona zaczęła się od asa serwisowego Damiana Buźniaka (Straż Pożarna), z którego zagrywką w czwartkowy wieczór ‘Logistycy’ mieli poważne problemy. Z czasem gra ‘Logistyków’ zaczęła wyglądać lepiej i wygrali drugą partię do siedemnastu. W tym momencie należało zachować koncentrację. Ta sztuka się udała, Omida ograła w ostatniej partii rywali do dwunastu i osiągnęła swój cel zdobywając trzy punkty, tym samym wracając na pierwsze miejsce w tabeli.

Prototype Volleyball – Trójmiejska Strefa Szkód 2-1 (21-18; 21-13; 13-21)

W zapowiedzi przedmeczowej podkreśliliśmy, że Trójmiejska Strefa Szkód to rywal, który nigdy Prototype Volleyball nie leżał. Nie wiemy czy wpłynęliśmy tym na podejście ‘Niebieskich’ do spotkania, ale to, co zobaczyliśmy w ich wykonaniu w czwartkowy wieczór, mówiąc eufemistycznie, nie napawało optymizmem. W przypadku obu drużyn do protokołu przedmeczowego zostali dopisani nowi gracze. W drużynie Prototype Volleyball był to libero – Michał Kardasz, który godnie zastąpił nieobecnego w czwartkowy wieczór Artuta Reuta, natomiast po stronie TSS był to przyjmujący – Łukasz Gruźlewicz. W przypadku ‘Niebieskich’ nowy gracz oraz absencja etatowego libero drużyny –  Dawida Kopczyka sprawiły, że TSS musiał nieco zmodyfikować ustawienie. W związku z tym, na libero zagrał kapitan drużyny – Patryk Pleszkun, a wspomniany wcześniej Łukasz zameldował się na przyjęciu. Strategia ta nie okazała się zbyt fortunna. W pierwszych dwóch setach, gdy zobaczyliśmy wyżej wspomnianą konfigurację, Trójmiejscy musieli uznać wyższość rywali. Dopiero w trzecim secie Patryk Pleszkun zamienił się z Łukaszem Gruźlewiczem i gra zespołu wyglądała już zupełnie inaczej, czego efektem była wygrana w stosunku 21-13. Ostatecznie, spotkanie zakończyło się wynikiem 2-1 dla Prototype, a graczem meczu został będący ostatnio w doskonałej formie Michał Markiewicz. Wygrana w stosunku 2-1 oznacza, że ‘Transformersi’ mają już cztery punkty przewagi nad ostatnią w tabeli Strażą Pożarną i zaledwie jedno oczko straty do piątego miejsca w tabeli. O ekipie TSS-u możemy mówić tylko i wyłącznie w kontekście rozczarowania. Miały być trzy punkty, pozostał jeden. Tym samym ekipa Patryka Pleszkuna definitywnie wypisuje się z walki o wygraną w lidze.

Omida Team – BES-BLUM Kraken Team 3-0 (21-14; 21-13; 21-13)

Po opędzlowaniu Strażaków, do pełni szczęścia w czwartkowy wieczór wystarczyło Omidzie pokonać BES-BLUM Kraken Team. O mobilizację nie było trudno. Poza możliwością odskoczenia w tabeli od Volley Gdańsk w grę wchodziła również chęć wzięcia rewanżu za spotkanie z 28 maja, które niespodziewanie przegrali w stosunku 2-1. O tym, jak poważnie do spotkania podeszli gracze Omidy niech świadczy fakt, że w dniu meczowym do gry było gotowych aż dwunastu graczy. Ostatecznie w spotkaniu przeciwko BES-BLUM wystąpiło ośmiu zawodników. Takiej frekwencji gracze Ryszarda Nowaka mogli jedynie pozazdrościć. W czwartkowy wieczór desygnowali do gry zaledwie sześciu graczy. W ich szeregach zabrakło chociażby Bartłomieja Piepera czy Pawła Pallacha. Z drugiej strony, do drużyny dołączył Łukasz Frąckowiak, dla którego był to debiut w rozgrywkach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Początek meczu zaczął się od mocnego uderzenia Omidy, która zdawała się potwierdzać swoje ogromne aspiracje. Bardzo dobrą robotę na zagrywce wykonywał Konrad Gawrewicz i BES-BLUM nie wyglądał na drużynę, która ma pomysł jak sobie z nią poradzić. Pozostała część seta przebiegała w sposób spokojny. Omida kontrolowała przebieg wydarzeń i spokojnie dociągnęła prowadzenie do końca. W drugiej odsłonie wydawało się, że Kraken będzie w stanie zagrozić swoim rywalom. Po dobrych zagrywkach Arka Wasilewskiego zrobiło się 9-6 dla Kraken. Ktoś, kto wymyślił kiedyś w siatkówce możliwość wzięcia czasu, miał na myśli chyba taką sytuację. Po tym, gdy kapitan drużyny Omida – Konrad Gawrewicz poprosił o krótką przerwę, gra drużyny zaczęła wyglądać zupełnie inaczej i ‘Logistycy’ szybko odrobili stratę, a następnie taśmowo zdobywali punkty i wygrali tę partię do 13. W ostatniej odsłonie widzieliśmy już ogromne rozprężenie. Kontrolujący przebieg wydarzeń ‘Logistycy’ pozwalali sobie na nieco nonszalancji, po której dwa punkty zdobył bardzo dobrze dysponowany tego dnia libero drużyny – Sebastian Miąsko. Ponadto, kolejny dwucyfrowy wynik zanotował uważany za jednego z najlepszych atakujących wśród amatorów na całym Pomorzu Mateusz Szturmowski i drużyna po ograniu rywala 3-0 mogła cieszyć się z kompletu punktów.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.