Matchday #13

Środowe spotkania nie zawiodły. Do bardzo ciekawych pojedynków, po których nastąpiło spore przetasowanie, doszło w drugiej lidze. Po dwóch wygranych na pierwsze miejsce wskoczyła drużyna Zmieszanych. Miejsce Oliwy w TOP5 zastąpiła drużyna SV INVICTA. W trzecioligowym meczu na szczycie górą była drużyna Range Soft VT, która pewnym krokiem zmierza w kierunku drugiej ligi.

Letni Gdańsk – Zmieszani 1-2 (21-16; 12-21; 17-21)

Całość meczu przypominała nam trochę sytuację, w której nieproszony gość wchodzi do naszego domu, plądruje go, opróżnia lodówkę, a na koniec wyciera sobie buty w ręcznik do twarzy. Gospodarz nieco oszołomiony takim stanem rzeczy początkowo tylko biernie się przygląda. Z czasem sytuacja ta powoduje w nim sporą frustrację, po której intruz zostaje pogoniony z domu i jakby tego było mało, niezbyt korzystnie wspomina całą sytuację. Pewnie zastanawiacie się o co nam chodzi, ale już spieszymy z wytłumaczeniem. W rolę gospodarza – stałego bywalca Siatkarskiej Ligi Trójmiasta wcielają się oczywiście Zmieszani. W pierwszym secie jak gdyby nigdy nic na parkiet wchodzi nowa drużyna (pierwszy sezon) i drużyna Edyty Woźny nie za bardzo wie co się dzieje. Dopiero po czasie starzy wyjadacze potwierdzają, że nie pozwolą sobie na to, aby w ich domu jakaś drużyna robiła im grandę i pewnie wygrywają drugiego i trzeciego seta. W drugim secie historia zatoczyła u ‘Letników’ koło. Zamiast owijać w bawełnę napiszemy wprost – zagrali piach. Sądzimy, że drużyna powinna poszukać przyczyn takiego stanu rzeczy, ponieważ często zdarza im się mieć w trakcie meczu seta, o którym gracze nie będą raczej opowiadać za kilkadziesiąt lat wnukom. Tak było w meczu z DNV, tak było w meczu z Oliwą, tak było i w środę ze Zmieszanymi. Tu chyba nie ma mowy o przypadku. A Zmieszani? Cóż… miło, znów Was widzieć!

Team Spontan – Oliwa Team 2-1 (16-21; 21-14; 21-17)

Zastanawialiśmy się, z jakim nastawieniem obie drużyny wyjdą na środowe spotkanie. Obie były po prestiżowych meczach, w których musiały uznać wyższość rywali. Stało się jasne, że drużyna, która przegra to spotkanie, wypadnie poza krąg ekip zajmujących obecnie miejsca premiujące grą w grupie mistrzowskiej. Tego samego dnia swój mecz rozgrywała bowiem szósta w tabeli INVICTA, która była zdecydowanym faworytem pojedynku przeciwko AXIS. Można było zatem przypuszczać, że gracze Sławomira Cichosza wykorzystają fakt, że w meczu Spontaniczych z Oliwiakami ktoś pogubi punkty i dzięki temu wskoczą do grupy mistrzowskiej. Pierwszy set zaczął się lepiej dla ‘Pomarańczowych’, którzy zdołali wypracować sobie przewagę 5-1 i wydawało się, że będą w stanie kontrolować przebieg tej partii. Nic bardziej mylnego, bowiem z każdą upływającą minutą Oliwiacy wyglądali coraz lepiej i dodatkowo co rusz wykorzystywali błędy Spontanicznych i to, że Ci mieli problemy z wyprowadzeniem ataku. Z tym po drugiej stronie siatki nie miał problemu Maciej Tyryłło, którego szczególnie w pierwszym secie nie było można zatrzymać. Ostatecznie, mimo sporej straty z początku seta, Oliwa Team wygrała pierwszą partię do 16. W przerwie pomiędzy setami doszło do małego przemeblowania pozycji poszczególnych zawodników. Maciej Kot przeszedł na przyjęcie, a w ataku zobaczyliśmy Karola Sękielewskiego. Taka taktyka okazała się strzałem w dziesiątkę, bowiem ‘Spontaniczni’ prezentowali się już zgoła inaczej i wygrali drugą partię w sposób przekonujący. W trzecim secie wygrała drużyna, która popełniała po prostu mniej błędów. Nie bez znaczenia w końcówce seta była dobra zagrywka rozgrywającego Team Spontan – Sławka Kudyby, która odrzuciła Oliwiaków od siatki, po czym ciężko było skończyć jakiś atak. To pozwoliło wypracować kilkupunktową przewagę, której ‘Spontaniczni’ już nie wypuścili.

3city4students – DNV GL S*M*A*S*H 0-3 (13-21; 17-21; 16-21)

Znacie historię, w której osiołek przez swe gapiostwo wpada do studni i nie ma za bardzo pomysłu jak się z niej wydostać? Jak wiadomo, jego sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Jakby sama sytuacja nie była wystarczająco beznadziejna to w pewnym momencie ludzie postanawiają zasypać studnię, ponieważ uznają, że nie będzie im już potrzebna. Nie zwracając uwagi na bohatera naszej historyjki wrzucają do wielkiej dziury a to deski, a to kamienie, a to inne śmieci. Nasz biedny osiołek co rusz otrzymuje kolejne ciosy po głowie i kiedy wydaje się, że jego koniec jest już naprawdę bliski, ten wykorzystuje sytuację i początkowo swoje beznadziejne położenie z czasem przekuwa w korzyść. Jego mądrość, spryt, a przede wszystkim determinacja doprowadzają do sytuacji, w której osiołek wspina się po wrzuconych przez ludzi deskach, kamieniach i innych przedmiotach, by na koniec wydostać się ze śmiertelnego potrzasku. Czemu o tym piszemy? Ano dlatego, że w rolę osiołka w beznadziejnej sytuacji widzimy obecnie graczy 3city4studens, którzy co rusz otrzymują ciosy spadające na głowę, ale gdy tylko będą wytrwali, obróci się to na ich korzyść. W środowy wieczór musieli uznać wyższość drużyny DNV GL, co wielkim zaskoczeniem nie było. Gracze z Gdyni od pewnego czasu prezentują się naprawdę wybornie. Gdyby nie przespany początek sezonu, dziś znajdowaliby się zapewne w tabeli o kilka miejsc wyżej. Mecz przeciwko 3city4students był pod ich kontrolą od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. Największy opór ‘Studenci’ stawili w ostatniej partii, w której ugrali szesnaście punktów. To było jednak za mało, aby pomyśleć o pierwszym punkcie w sezonie.

Mental Block – Zmieszani 0-3 (14-21; 10-21; 8-21)

Planem minimum na środowy wieczór w wykonaniu Zmieszanych było ugranie co najmniej czterech oczek. Po tym, gdy dość niespodziewanie zdołali ograć wicelidera – drużynę Letniego Gdańska, do zrealizowania planu zostały dwa oczka. Jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia i drużyna Zmieszanych przystąpiła do spotkania z myślą, że zamiast 2-1 musi to być 3-0. Jako, że pierwszy mecz był dość wymagający i kosztował Zmieszanych sporo sił, Ci pozwolili odpocząć trochę Kubie Wałdochowi, Michałowi Kocbuchowi oraz Radosławowi Pacyńskiemu. Na parkiecie, po raz pierwszy tego dnia pojawiła się za to Sandra Michalak, która zaliczyła bardzo udany występ na rozegraniu. Jej dobre wystawy sprawiły, że BLOCK Mentala miał spore problemy z przewidzeniem, którym skrzydłem zaatakują gracze Edyty Woźny. Gracze tacy jak Michał Grzenia czy Tomek Kamola nie zwykli marnować takich ciasteczek, dzięki czemu i jeden i drugi co rusz zdobywali punkty dla swojej drużyny. Gdy dołożymy do tego bardzo dobrą zagrywkę Zmieszanych, z którą Mentaliści mieli tego dnia problemy to wychodzi nam gotowy przepis na sukces. W tym elemencie najlepiej sprawowała się kapitan drużyny Edyta Woźny, która zdobyła na zagrywce trzy punkty. Jeśli chodzi o ‘Mentalistów’ to widać, że zespół nadal szuka formy. Ponadto, w drużynie po raz pierwszy wystąpił Mateusz Sokołowski, ale nie był on w stanie odmienić jej oblicza. Okazję do przełamania ‘Mentaliści’ będą mieli już dzisiaj. W czwartkowy wieczór zmierzą się z ostatnią drużyną w tabeli – 3city4students.

Craftvena – Chilli Amigos 2-1 (16-21; 22-20; 21-11)

Mało brakowało, a nasza zapowiedź przedmeczowa stałaby się obiektem drwin połowy Trójmiasta. Wszystko dlatego, że napisaliśmy w niej, że nie trzeba być wielkim uczonym, aby odgadnąć kto jest faworytem tego spotkania. Chodziło nam oczywiście o drużynę Craftveny. Nie wiemy, co zadziało się w głowach Chilli Amigos po przeczytaniu tej zapowiedzi, ale możemy tylko zgadywać, że ich twarze wyglądały dokładnie tak, jak kolor koszulek meczowych większości graczy ‘Papryczek i Przyjaciół’. Na spotkanie wyszli jak po swoje i patrząc na to, jak wyglądał pierwszy set, pisząc wprost – nie mogliśmy wyjść z podziwu. W drugiej części pierwszego seta gościem, który zrobił różnicę był kapitan drużyny – Grzegorz Walukiewicz. Poza nim wśród Chilli Amigos świetnie zaprezentował się Krzysztof Gasperowicz, dla którego był to najlepszy indywidualny występ w lidze. Wspomniana dwójka przy współpracy kolegów z drużyny zdołała wygrać jedynie pierwszego seta. Drugi, bardzo wyrównany potoczył się szczęśliwie dla Craftveny. Gdy po asie serwisowym Daniela Gołuńskiego na tablicy widniał wynik 15-10 dla Chilli, ich wygrana wisiała w powietrzu. Nie do końca rozumiemy sekwencję zdarzeń, bowiem po chwili ‘Papryczki’ roztrwoniły wypracowaną mozolnie przewagę i ‘Rzemieślnicy’ wyrównali na 18-18, a następnie wygrali seta. Sytuacja ta w sposób wyraźny zdemotywowała graczy Grzegorza Walukiewicza, bowiem w trzeciej odsłonie nie byli już w stanie nawiązać rywalizacji z ‘Czarnymi’. Ci wrócili w trakcie spotkania z dalekiej podróży i przewidujemy, że taka sytuacja może wpłynąć na drużynę w sposób mobilizujący.

Speednet 2 – DCT Gdańsk 0-3 (11-21; 17-21; 18-21)

Jeśli przed spotkaniem mielibyśmy upatrywać szans Speednetu 2 na powtórzenie osiągnięcia wyniku przeciwko Wirtualnej Polsce – czyli zdobycia choć jednego oczka to mecz przeciwko drużynie DCT Gdańsk był jednym z głównych kandydatów do osiągnięcia tego celu. Skąd taka opinia? DCT Gdańsk jest drużyną, która potrafi wygrać z bardzo silnym rywalem, a jednocześnie potrafi zawieść w meczach, gdzie na papierze ten rywal jest słabszy. W przypadku drużyny z ulicy Kontenerowej dyspozycja dnia ma kluczowe znaczenie w kontekście osiąganych wyników. Mimo to, całą naszą narrację z tego opisu, po pierwszym secie można byłoby wyrzucić do kosza. DCT było w nim drużyną znacznie lepszą, a ‘Programiści’ nie byli w stanie im poważnie zagrozić. Początek seta to szybko wypracowana przewaga ‘Kontenerowców’, która co rusz była sukcesywnie powiększana. Tu należy postawić kropkę i powiedzieć sobie wprost, że Speednet zbytnio nie utrudniał ‘Kontenerowcom’ osiągnięcia tak dużej przewagi. Nawet gdy ‘Różowi’ dobrze przyjmowali piłki, a rozgrywający rozdzielał je na skrzydła to finalnie brakowało wykończenia akcji w postaci udanego ataku. W drugim secie odnieśliśmy wrażenie, że ‘Różowi’ uznali, że nie taki rywal straszny jak go malują i postanowili trochę powalczyć. Takie podejście od razu dało efekty, bowiem przez długie fragmenty toczyła się wyrównana rywalizacja. Ostatecznie, w drugim secie DCT wygrało do 17, ale ‘Programiści’ mogą tego żałować. Czasami w ich meczach bywają momenty, kiedy drużyna staje przed dużą szansą i popełnia bardzo proste błędy jak np. zagrywka prosto w siatkę. Trzeci set był jeszcze bardziej wyrównany niż drugi. Finalnie, podobnie jak to miało miejsce w środkowej partii i tę wygrali gracze dowodzeni przez Piotra Kochanowskiego. Zawodnik ten plasuje się na trzecim miejscu klasyfikacji wszechczasów w zdobytych punktach. W meczu przeciwko Speednetowi 2, poza tytułem MVP dołożył aż 13 punktów. To, co jednak ważniejsze to trzy punkty dla drużyny, dzięki którym DCT wskakuje na piąte miejsce w ligowej stawce.

AXIS – SV INVICTA 0-3 (11-21; 13-21; 18-21)

Przed meczem jasne stało się, że drużyna INVICTY będzie za wszelką cenę chciała sięgnąć po komplet punktów. Zrealizowanie celu oznaczało, że drużyna na finiszu zmagań w sezonie zasadniczym wskoczyłaby na miejsce, które dawałoby jej pewny udział w grupie mistrzowskiej.  Od początku meczu gracze Sławomira Cichosza narzucili przeciwnikom swoje warunki. Patrząc na wynik, ale także przede wszystkim na grę obu drużyn, szczególnie w pierwszej odsłonie widać było naprawdę dużą dysproporcję. Gdy pod lupę weźmiemy Radosława Koniecznego to, nikogo nie obrażając, jednoznacznie widać, że gość ulepiony jest z zupełnie innej gliny. Radek był absolutnie nie do zatrzymania i zachowując proporcje wyglądał dokładnie tak, jak wyglądałby Lionel Messi podczas meczu w lidze szóstek w Żukowie. INVICTA to jednak cała drużyna, która nie dała szans rywalowi w pierwszym secie i wygrała go do 11. Druga partia dla AXIS zaczęła się jeszcze gorzej niż ta pierwsza i po chwili na tablicy wyników pojawiło się 13-4 dla INVICTY. W dalszej części seta, cytując młodszą część  graczy w SL,3 AXIS się nieco ogarnęło, ale i tak nie było w stanie zagrozić swoim przeciwnikom. Ostatnia odsłona była najbardziej wyrównana, ale trzeba powiedzieć to sobie wprost – INVICTA kontrolowała i tę partię. W secie pozwalali sobie na nieco nonszalancji i grający w drugiej linii Mateusz Chyl co rusz pokrzykiwał do Marcina Nowickiego, aby ten grał ‘pipe’a’. Pod koniec meczu zrobiło się trochę nerwowo. AXIS prawie doskoczyło do swojego rywala, w efekcie czego ich przeciwnicy w końcówce musieli dwukrotnie wziąć czas. Mimo pewnych problemów INVICTA zdołała wyjść z opresji i wygrać seta do 18 i cały mecz w stosunku 3-0.

Speednet – Epo-Project 3-0 (21-17; 21-17; 21-19)

Środowy mecz pomiędzy Speednetem a Epo-Project był pierwszą odsłoną dwumeczu, do którego dojdzie na przełomie dwóch dni. Mecz rozgrywany w środowy wieczór był dość zaskakujący jeśli spojrzymy na przedmeczowe zapowiedzi oraz typy Redakcji oraz Eksperta. Ponadto, wskazywała na to najzwyczajniej w świecie tabela. Owszem, wiedzieliśmy że Speednet notuje w ostatnim czasie eksplozję formy, aczkolwiek uznaliśmy, że pewne wygrane w stosunku 3-0, których dokonała drużyna Epo w dwóch ostatnich spotkaniach sprawią, że zespół będzie chciał pójść za ciosem. W tym konkretnym przypadku skończyło się na samych chęciach i patrząc na całą sytuację z boku musimy powiedzieć, że Epo nie miało po prostu wystarczających argumentów. Swojej słabszej dyspozycji ‘Zieloni’ nie mogą tłumaczyć brakiem najlepiej punktującego gracza drużyny – Cezarego Labbudy, ponieważ w drużynie rywali również zabrakło lidera – Kapcra Iwaniuka. Oba zespoły musiały sobie zatem poradzić bez nich. Speednet w ataku wystawił Macieja Zielińskiego i była to chyba przemyślana decyzja. Gracz ten zdobył 10 punktów i został MVP tego spotkania. Co do przebiegu samego meczu, Epo przypominało raczej swoje wydanie z nieudanego meczu przeciwko Omidzie niż przeciwko Prototype czy Straży Pożarnej. Już na początku pierwszego seta popełniali masowo błędy, co zapewniło ‘Różowym’ prowadzenie 14-6. Po tym, co wydarzyło się później, drużynie Speednetu należy się nagana. Chodzi oczywiście o fakt, że zespół prawie roztrwonił swoją przewagę, lecz ostatecznie udało im się dowieźć wynik do końca. Drugi set był dość nietypowy. Speednet prowadził w nim już 7-1, by zaledwie po chwili Epo zdołało dogonić rywala i doprowadzić do remisu 11-11. Ostatecznie, Speednet zdołał w końcówce osiągnąć przewagę, której tym razem nie wypuścili. Ostatnia odsłona to walka punkt za punkt od pierwszej do ostatniej piłki w meczu. Tym razem ponownie zwycięsko wyszli z niej gracze w różowych trykotach i to oni mogli cieszyć się z kompletu oczek.

Range Soft VT – Allsix by Decathlon 3-0 (21-14; 21-19; 21-18)

Na środkowym boisku o godzinie 21:00 doszło do pojedynku wagi ciężkiej. Zagrali ze sobą lider oraz wicelider klasyfikacji. Pierwsze spotkanie tych drużyn, rozegrane na inaugurację ligi, wygrali gracze Range Soft w stosunku 2-1. Plan nakreślony przez zawodników Allsix by Decathlon zakładał całkiem inny wynik, bowiem ewentualna przegrana sprawiłaby, że droga do mistrzostwa będzie bardzo mocno utrudniona, a kto wie czy nawet nie niemożliwa do pokonania. Mecz zaczął się lepiej dla tych pierwszych. Drużyna Mykoli Kisa szybko wypracowała sobie dwupunktową przewagę, która była kontynuowana do połowy seta. Później ‘Żółto-czarni’ zdołali włączyć drugi bieg i wygrać seta do czternastu. Decydująca o zdobyciu kolejnego oczka w tabeli była kiwka Evgena Sikorskyego. Po tym jak w dotychczasowych spotkaniach Range Soft zdołał wypracować sobie jedno oczko przewagi nad Decathlonem i dodatkowo wygrać z nimi pierwszego seta stało się jasne, że aby drużyny zrównały się punktami gracze Rafała Liszewskiego musieliby wygrać kolejne dwa sety. Po zawodnikach ze sklepu sportowego było widać chęci, determinację i wolę walki, ale zarówno w drugim jak i trzecim secie, zabrakło chyba po prostu umiejętności. Mówi się, że lepsza od sztucznej uprzejmości jest szczera prawda i my się z tym w pełni zgadzamy. Uważamy, że na chwilę obecną Range ma po prostu więcej argumentów i dlatego wygrało dwa bezpośrednie spotkania. Po rozegranym meczu ‘Żółto-czarni’ mają na swoim koncie dwadzieścia punktów i cztery oczka przewagi nad drugim w tabeli Decathlonem. Do końca zostało im sześć spotkań i chyba w drużynie powoli chłodzą się szampany.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.