Matchday #7

Wtorek był pierwszym od listopada ubiegłego roku dniem meczowym, w którym spotkania rozgrywane były na trzech boiskach. W nowej rzeczywistości po raz kolejny swoje pojedynki wygrały drużyny Volley Gdańsk, AVOCADO friends oraz Range Soft VT i są obecnie jedynymi niepokonanymi ekipami w SL3. Zapraszamy na podsumowanie wtorkowej serii gier.

AVOCADO friends – 3city4students 3-0 (21-14; 21-16; 21-14)

Zastanawialiśmy się, które określenie będzie bardziej pasowało do 3city4students po początku sezonu, w którym zmierzyli się z dwiema bardzo silnymi drużynami. Czy będzie to ‘jak kraść to miliony’ czy może prędzej ‘jak spaść to z wysokiego konia’. Po dwóch meczach wiemy, że bardziej pasuje to drugie. Nie jest jednak tak, że po zrzuceniu z grzbietu drużyna AVOCADO przebiegła się jeszcze po poturbowanym przeciwniku. ‘Studenci’ w przeciągu całego meczu zaprezentowali się naprawdę obiecująco i jesteśmy przekonani, że ekipa Dawida Piankowskiego zacznie wreszcie punktować. Gdy do zespołu dołączy nieobecny dotychczas Dariusz Kurowski to z pewnością pomoże drużynie w osiąganiu lepszych wyników. W zapowiedziach przedmeczowych zapomnieliśmy wspomnieć, że receptą na sukces dla ‘Studentów’ jest zatrzymanie Patryka Okulewicza. Z drugiej strony, równie dobrze można by powiedzieć grupie dzieciaków z 3B, że kluczem do wygrania z przeciwnikami jest zatrzymać nauczyciela, który w ramach treningu postanowił zagrać z dzieciakami z 3A. Analogia ta nie jest oczywiście pstryczkiem w nos dla ‘Studentów’, a bardziej pochyleniem czoła przed wiceliderem klasyfikacji najlepiej punktujących graczy drugiej ligi. Weganie to jednak nie sam Patryk. Bardzo dobre spotkanie rozegrał również atakujący – Marcin Makurat. W tej beczce miodu znajdziemy jednak łyżkę dziegciu i dosyć przekornie napiszemy, że AVOCADO stać mimo wszystko na lepszą i dojrzalszą siatkówkę. Za tydzień mecz z wiceliderem, który pokaże, kto rządzi w kurniku.

Port Gdańsk – Range Soft VT 1-2 (20-22; 18-21; 21-15)

Błogosławieni Ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Po tym, jak napisaliśmy w zapowiedziach, że mecz zapowiada nam się jako jeden z najciekawszych w tej serii gier, kilku graczy pytało czy przypadkiem nie mamy podwyższonej temperatury. Gracze ci, wyrażali swoją opinię na podstawie bardzo nieudanego poniedziałkowego spotkania Portu przeciwko drużynie DCT Gdańsk. My jednak dostrzegliśmy potencjał ‘Portowców’ i przewidywaliśmy trudną przeprawę dla jedynej niepokonanej drużyny trzecioligowej jaką jest obecnie ekipa Range Soft VT. Mecz nie zawiódł. Było w nim dosłownie wszystko, łącznie z bardzo przykrą sytuacją, w której Artur Lass doznał koszmarnej kontuzji stawu skokowego. Jak doskonale wiecie, ten uraz przydarza się siatkarzom dość często, jednak patrząc na kostkę Artura zawodnicy nie mogli uwierzyć. Kontuzja wyglądała na tak poważną, że obawiamy się dłuższej niż zwyczajnie w takich przypadkach absencji tego gracza. Szkoda, bowiem w sezonie Wiosna’20 Artur był podstawowym graczem drużyny, o którego zastąpienie nie będzie tak łatwo. Na koniec powiemy, że urazy niezwykle często gnębią ekipę Portowców. Z poprzednich sezonów pamiętamy różne kontuzje u Kamila Sołomina, Arkadiusza Sojko, Katarzyny Pawlak, Irka Kubika czy Adama Leśniczaka. Wracając do samego meczu, zastanawiamy się, jak potoczyłyby się losy spotkania, gdyby ‘Portowcy’ dokończyli je w kompletnym składzie. Wspomniana kontuzja przydarzyła się w drugim secie. Pierwszy był bardzo wyrównany i ostatecznie na przewagi wygrała ekipa Range Soft VT. w drugim ekipa Mykoli Kisa zdołała wyszarpać 21-18, by w ostatnim, ostatecznie przegrać do 15. MVP spotkania został najlepszy gracz poprzedniego sezonu w drugiej lidze – Rafał Środa, który w trakcie meczu zdobył czternaście punktów. Dzięki kolejnej wygranej drużyna Range Soft pozostaje jedną z trzech ekip w gronie dwudziestu sześciu drużyn, która nie zaznała żadnej porażki. Mimo to, drużynie po wtorkowym starciu powinna zapalić się lampka ostrzegawcza.

Chilli Amigos – DCT Gdańsk 3-0 (21-7; 21-14; 21-15)

Nie ukrywamy, że zdziwiło nas podejście drużyny DCT Gdańsk do meczu. Z jednej strony przystąpili do spotkania z Chilli Amigos po prestiżowej wygranej z Portem Gdańskim, z drugiej zaś, kilka minut przed spotkaniem na rozgrzewce przedmeczowej zobaczyliśmy zaledwie czterech graczy w żarówiastych trykotach. Nie ukrywamy, że zdawało nam się, że w ślad za bardzo dobrym początkiem sezonu pójdzie większa frekwencja wśród zawodników i wspólne poczucie, że sezon ten może być przełomowy. Ostatecznie, do zespołu tuż przed meczem dołączyło dwóch graczy i można się było spodziewać powtórki bardzo dobrego spotkania przeciwko Gdańskiemu Portowi. Nic bardziej mylnego. DCT weszło w spotkanie z gracją podobną do tej, w której gwiazda show-biznesu wychodzi na wybieg  w brudnych butach. ‘Papryczki’ kontrolowały w tej partii przebieg gry i zasłużenie wygrali seta w stosunku 21-7. Nie chcemy zbytnio pastwić się nad ekipą z ulicy Kontenerowej, napiszemy więc tylko, że każdy gracz powinien zrobić swoisty rachunek sumienia za pierwszy set. Pisząc wprost – powinien to być również żal za grzechy oraz mocne postanowienie poprawy. Ta przyszła już w kolejnej odsłonie, dzięki czemu ‘Kontenerowcy’ podwoili liczbę punktów z pierwszego seta. To nie sprawiło, że ‘Papryczki’ zostały wrzucone na ruszt. Trzecia odsłona była kopią drugiej. To, co martwiło nas najbardziej to zagęszczająca się atmosfera w drużynie ‘Żarówiastych’. Kolejne niepowodzenia sprawiły, że zrobiło się niesmacznie jak po trzygodzinnej kłótni politycznej przy okazji Wielkanocnego spotkania rodzinnego. Słabość sfery mentalnej okazała się dodatkowym napędem dla graczy Chilli Amigos, którzy postanowili wcielić się w rolę wujka pogrążającego poszczególnych członków rodziny. Pisząc całkiem serio – w ich szeregach dobrą partię rozgerali Il capitano – Grzegorz Walukiewicz, Marcin Sawicki czy doskonale zagrywający popularny Gasper – Krzysztof Gasperowicz.

Letni Gdańsk – DNV GL S*M*A*S*H 2-1 ( 21-11; 7-21; 21-10)

Napisalibyśmy, że zwycięstwo 2-1 przeciwko DNV GL S*M*A*S*H spowodowało otwarcie szampanów pod halą Ergo Areny, ale uznaliśmy, że zaczynać od kłamstwa, najzwyczajniej w świecie, podobnie jak puścić bąka na pasterce nie wypada. Co prawda wśród ‘Letników’ głośno się o tym nie mówi, ale zdaje nam się, że mimika twarzy zdradza tego pokerzystę i wnioskujemy, że Letni walczy o trzy punkty w każdym meczu. Owszem, można pisać banały, że każda drużyna walczy o komplet oczek, ale jesteśmy przekonani, że ‘Letnicy’ wyszli we wtorek na parkiet nie dopuszczając do siebie myśli o stracie choćby punktu. Pierwszy set zdawał się potwierdzać nakreślony przez nich scenariusz. Ekipa Michała Mysłka pewnie pokonała DNV 21-11. W drugim secie gracze Letniego postanowili najwidoczniej podziwiać spuszczone kotary dzielące oba boiska, bowiem byli tylko tłem dla drużyny Stanisława Paszkowskiego. Patrząc na poczynania ‘Letników’ w drugim secie można powiedzieć, że gdyby byli bokserem to blokowaliby ciosy głową. Efekt mógł być tylko jeden. Prawdziwa demolka, po której sądziliśmy, ze ‘Granatowi’ się nie podniosą. Kojarzycie konkurencję podnoszenia ciężarów, w której przed startem gracze wąchają amoniak, dzięki czemu są pobudzeni bardziej niż gimnazjalista po dopalaczach? Przepraszamy za te barwne porównanie, ale właśnie tak wyglądali gracze Letniego w ostatniej odsłonie. Wśród zawodników tej drużyny zobaczyliśmy prawdziwą złość, która przełożyła się na niemal lustrzany wynik drugiego seta.  Ostatecznie, Letni wygrywa 2-1 i czeka na kolejne ciekawe spotkanie – tym razem przeciwko Oliwa Team.

Mental Block – AXIS 0-3 (9-21; 14-21; 15-21)

‘Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie wspaniale’. Słowa tej jakże znanej i cenionej piosenki powinni po meczu wziąć sobie do serca gracze obu ekip. W przypadku AXIS, drużyna po początkowym paśmie niepowodzeń wreszcie zaskoczyła. Sprawdziło się zatem to, o czym pisaliśmy w zapowiedziach – w ostatnim czasie objawiali tendencję zwyżkującą. Umówmy się, drużyna ‘Czerwonych’ prezentowała się z meczu na meczu coraz lepiej i nie trzeba mieć tytułu honoris causa, być członkiem mensy czy nawet mieć karty członkowskiej w Makro aby przewidzieć, że w końcu zaczną punktować. Tak stało się drugiego czerwca, kiedy to AXIS zdemolował ‘Mentalistów’. Nie ukrywamy, że szkoda nam tych drugich bowiem wiedzieliśmy, że zestawiając ze sobą tę parę, po meczu przynajmniej jedni będą mieli nastroje jak Małgorzata Rozenek, która w trakcie kwarantanny nie mogła korzystać z usług kosmetyczki. W rolę tych rozczarowanych wcieliła się ekipa Mentala. Mimo słabego początku ‘Mentaliści’ rozkręcali się z seta na set i gdyby mecz potrwał trochę dłużej, być może ekipa Aleksandry Błaż zdołałaby wygrać choćby seta. Podsumowując, rywalizacja pomiędzy ‘Niebieskimi’ a ‘Czerwonymi’ była jak rywalizacja pomiędzy aniołami a szatanami. Przyrównujemy tu oczywiście kolory trykotów, które kojarzą się dość jednoznacznie. Tym razem to szatan zwycięża i cieszy się z pierwszej wygranej w lidze.

Volley Gdańsk – BES-BLUM Kraken Team 2-1 (21-15; 21-15; 19-21)

Bezpośredni mecz pomiędzy drużynami był już czwartym spotkaniem, do którego przystępowały obie ekipy w obecnym sezonie. Jak do tej pory, zespoły poruszały się po nieco innych obszarach. Podczas gdy Volley eksplorowało wysepki na Malediwach wygrywając wszystkie spotkania, BES-BLUM czekało z walizkami na dworcu w Pułtusku. Wracając do meczu, chyba każda osoba biorąca udział w tym spotkaniu zgodzi się z oceną, że było ono festiwalem błędów obu drużyn. Momentalnie, przyjemność oglądania zepsutych zagrywek, chybionych kiwek, nieporozumień pomiędzy współpartnerami czy błędów na siatce była podobna do tej, która towarzyszy ludziom oglądającym wakacyjny maraton serialu klan na TVP seriale. Nie ma co udawać, że spotkanie stało na wysokim poziomie, bo tak nie było. Owszem, obie drużyny miały przebłyski, zdarzało im się pokazać ciekawą siatkówkę, ale od drużyn na takim poziomie możemy, a nawet powinniśmy wymagać więcej. Pierwszy set to wygrana Volley do piętnastu. Gdy w drugim wynik był identyczny i stało się jasne, że Volley wygrało kolejne spotkanie, jeden z graczy ‘żółto-czarnych’ powiedział, że chyba nie będziemy mieli o czym pisać. Cóż, takiego opisu Volley jeszcze nie doświadczyło. Trzeci set padł łupem drużyny BES-BLUM i patrząc na suchy wynik, ekipa Ryszarda Nowaka nie ma co narzekać. Przegrać z Volley to ani wstyd ani zaskoczenie. Jeden punkcik do tabeli się na pewno przyda. Trzeba sobie to powiedzieć wprost – nie każdej drużynie uda się ten punkcik z Volley ugrać, o czym przekonała się chociażby ekipa Prototype Volleyball.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.