Matchday #2

Środowe zmagania dostarczyły graczom nie lada emocji. Nie obyło się bez niespodzianek, zaciętych rywalizacji czy wreszcie dramaturgii. W pierwszej lidze mieliśmy spotkanie przez wielkie ‘S’, w którym to Omida, po zaciętym boju udowodniła, że będzie się liczyła w walce o najwyższe cele. W dwóch spotkaniach trzecioligowych doszło do podziału punktów, co daje nam nadzieję na więcej emocjonujących spotkań w tej lidze w trakcie sezonu.

Omida Team – Volley Gdańsk 1-2 (21-15; 19-21; 21-23)

W takich momentach bardzo żałujemy, że kibice nie mogli obejrzeć spotkania na żywo. Nie ukrywamy, że liczyliśmy na bardzo dobry mecz. To nie był absolutnie ten moment, kiedy za dzieciaka otwieraliście zamrażarkę, sięgaliście po Algidę, a w środku znajdowaliście koperek. Ten mecz nie rozczarował. Był emocjonujący, był ciekawy, było w nim mięsko czyli to, czego oczekiwaliśmy po tym spotkaniu. Zgodnie z tym, co pisaliśmy w zapowiedziach, drużyna Omidy zebrała bardzo fajną ekipę, w efekcie czego muszą się z nimi liczyć nawet najwięksi. Bardzo szybko przekonała się o tym drużyna Volley, która mimo wyrównanej pierwszej części seta oddała pole rywalom, a Ci w bezwzględny sposób wykorzystali swą szansę i wygrali tę partię do 15. Bardzo dobrze w zespole odnalazł się atakujący Mateusz Szturmowski, dla którego był to pierwszy mecz z nową drużyną. Środkowa odsłona była już inna niż pierwsza. Od początku do końca trwała wyrównana walka punkt za punkt i w końcówce seta ‘Logistycy’ stanęli przed ogromną szansą na zostanie pierwszą drużyną w historii SL3, która wygra z Volleyem. Niestety dla nich, nie wykorzystali momentu, w którym prowadzili 19-18 i ostatecznie pozwolili swoim rywalom na zdobycie 3 punktów i wygranie seta. Trzecia odsłona w większości przebiegała pod dyktando ‘Logistyków’. Ci prowadzili przez długi okres 2-3 punktami. W końcówce meczu, gdy toczyła się gra na przewagi, Bartek Koźlewicz uruchomił Przemka Wawera, który mówiąc kolokwialnie – zgasił światło w hali. To jest doprawdy niesamowite, że ten gość może się pomylić przy stanie 10-10, ale gdy dostaje piłkę przy wyniku 20-20 jest bezwględny jak kat, dla którego ścięcie głowy jest jak otworzenie wieczka od jogurtu. Ostateczny wynik to 2-1 dla Volley Gdańsk i kolejny mecz bez porażki na koncie. Wracając do Omidy to widać, że krystalizuje się tam coś naprawdę fajnego.

AXIS – Zmieszani 0-3 (15-21; 16-21; 16-21)

Drużyna AXIS wróciła do ligi po niemal rocznej przerwie. W poprzedniej edycji zabrakło ich w rozgrywkach, jednak, jak to mówią, ciągnie wilka do lasu. Zastanawialiśmy się, jak zmieniła się drużyna podczas okresu nieobecności. Można powiedzieć, że początek meczu mieli taki, że nikt nie posądziłby ich o dłuższy rozbrat z ligową rzeczywistością. Przez pierwszą część seta to właśnie ‘Czerwoni’ prowadzili i wydawało się, że zdołają wygrać tę partię. Zmieszani zaczęli jednak grać  ‘swoje’ i szybko odzyskali inicjatywę. Sygnał do odrabiania strat dała Sandra Michalak dwoma asami serwisowymi. Abstrahując od tego, Sandra zagrała naprawdę bardzo dobry mecz, a jedna z jej obron, gdyby nie brak kibiców, wywołałaby aplauz na trybunach. Gdy Zmieszani poczuli krew, już nie odpuścili i wygrali pierwszą partię do 15. Drugi set od początku był dosyć wyrównany. Dobrze w bloku sprawował się Fabian Polit. To jednak nie wystarczyło, dobrą formę w tej odsłonie zaprezentował Jacek Kujałowicz i Zmieszani cieszyli się ze zdobycia drugiego punktu. Trzeci set to potwierdzenie lepszej dyspozycji Zmieszanych i wygrana w stosunku 21-16. Trzeba przyznać, że w środowym starciu wygrała drużyna po prostu lepsza, która mimo pewnych problemów inkasuje na swoim koncie pierwsze trzy punkty w lidze.

Team Spontan – Mental Block 3-0 (21-13; 21-13; 21-7)

Trzeba przyznać, że gracze Spontana mają patent na Mental Block. W środę wygrali 3-0, podobnie jak 26 listopada 2019r. Co ciekawe, dwa ostatnie spotkania Mental Block to właśnie mecze przeciwko Team Spontan. Niestety dla ‘Niebieskich’, rozmiary tamtej porażki były jednak mniejsze. Środowe spotkanie było spektaklem jednej drużyny. Nie było ani jednej chwili, w której ich zwycięstwo czy nawet strata jednego punktu byłyby zagrożone. Gdy narzucili swoje tempo to trzymali je do końca meczu. Pierwszy set wygrali do 13, podobnie zresztą jak drugi. Bardzo dobre spotkanie zagrał Piotrek Skierkowski, który był nieobecny podczas pierwszego meczu Spontana w lidze, podobnie jak Karol Sękielewski, który zanotował 100% skuteczności w kiwkach, czy wreszcie Maciej Kot, który rewelacyjnie sprawował się na zagrywce. Jeśli mowa tu o zagrywce Spontana to Mental miał problemy z jej przyjęciem zarówno w listopadzie, jak i teraz (w pierwszym meczu 8 asów, w ostatnim 7). Wynik 3-0 i jego rozmiar sprawią, że przez tydzień jedni będą świętować, a drudzy się smucić. Jesteśmy jednak przekonani, że obie drużyny będą miały jeszcze powody do dumy.

Prototype Volleyball – BES-BLUM Kraken Team 3-0 (21-19; 21-17; 21-7)

Bez wątpienia największa niespodzianka w środowej serii gier. Prototype, który początkowo miał grać w drugiej lidze chyba uśpił czujność BES-BLUM. Nie ukrywamy, że patrząc na wynik przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Od początku meczu Michał Markiewicz spisywał się bardzo dobrze na zagrywce. Po kilku akcjach ‘Transformersi’ wygrywali już 5-0, by po chwili Kraken zniwelował tę przewagę i doprowadził do remisu 6-6. Gdy w drugiej części seta graczom Prototype ponownie udało się uzyskać kilkupunktową przewagę uznaliśmy, że już nic nie jest w stanie wyrwać im zwycięstwa w tej odsłonie. Z tyłu głowy mieliśmy jednak ich historyczny pojedynek przeciwko Straży Pożarnej, po którym rękoma i nogami podpisalibyśmy się pod sloganem, że niemożliwe nie istnieje. BES-BLUM zaczął odrabiać straty, jednak ostatecznie to ekipa Tomka Nurzyńskiego cieszyła się z pierwszego punktu w lidze. Trzeba przyznać, że wpływ na to miała świetna gra w obronie. O ile w przypadku zawodników tej drużyny należy winszować, to w przypadku Krakena należałoby graczy zganić. Uważamy, że problemy z przyjęciem były ich największą zmorą i przyczyną finalnej porażki w stosunku 3-0.  Warto dodać, że w drużynie Prototype debiutował w środę nowy rozgrywający, który z zadania wywiązał się bardzo obiecująco i z zaciekawieniem będziemy przyglądać się jego współpracy z kolegami z drużyny. Jego występ przyćmił jednak środkowy – Karol Grajewski, który końcówkę meczu zmienił w swoisty ‘one man show’ punktując na bloku w trzech akcjach z rzędu, a w całym spotkaniu zdobywając ich aż sześć, czym po raz kolejny udowodnił swój świetny timing i warunki fizyczne. Wracając do BES-BLUM, to najlepszym komentarzem niech będzie fakt, że jeden z graczy zasugerował, aby pomeczowy opis nie był dla nich zbyt brutalny. My jednak wyznajemy zasadę, że szklanka jest w połowie pełna i nadejdą jeszcze lepsze dni!

Range Soft VT – Allsix by Decathlon 2-1 (21-9; 21-19; 19-21)

Spragnieni gry, debiutujący w lidze gracze Range Soft VT przybyli na halę niemal godzinę przed pierwszym gwizdkiem sędziego. W protokole meczowym, próżno było szukać anonsowanego do gry w zapowiedziach Rafała Środy. Mimo braku tego zawodnika, Range Soft wszedł na halę jak po swoje i w pierwszym secie niemal zdemolował swoich rywali. Zastanawialiśmy się, z czego wynikała aż tak duża dysproporcja. To, że drużyny nie są na tak różnych poziomach zaawansowania świadczą wyniki kolejnych setów. W pierwszym jednak szło im praktycznie wszystko. Być może, na dyspozycję graczy ze sklepów sportowych wpływ miał fakt, że w dniu meczu kontuzję odniosła etatowa zawodniczka Decathlonu (Daria Kwiatkowska). W drugiej odsłonie wyraźnie odetchnęli i z akcji na akcję rozkręcali się coraz mocniej. Najjaśniejszym punktem zespołu był nowy zawodnik w SL3 – Aleksander Bochan. Po graczu tym widać było, że potrzebuje trochę czasu na rozkręcenie, ale jesteśmy przekonani, że podniesie on wartość drużyny a nawet całej ligi. W przypadku ekipy dowodzonej przez Mykolę Kisa w trakcie meczu nie sposób było wyłonić wyraźnego lidera. O zwycięstwie zadecydował raczej kolektyw niż indywidualne umiejętności. Ostatecznie mecz zakończył się podziałem punktów, na co wpływ miała dobra dyspozycja Decathlonu w drugiej części spotkania. Zastanawiamy się, jaki byłby wynik gdyby ich gra wyglądała tak od początku.

Port Gdańsk – Craftvena 1-2 (18-21; 22-20; 20-22)

Ze wszystkich środowych spotkań pojedynek ‘Portowców’ z ‘Rzemieślikami’ był najbardziej wyrównany. Jeśli mamy być całkowicie szczerzy to wydaje nam się, że z gry w pierwszym secie obie drużyny nie mogą być zbyt zadowolone. Mieliśmy w tej partii do czynienia z wielką niefrasobliwością, która skutkowała oddawaniem punktów swoim rywalom za darmo. ‘Lepsi’ w tej kwestii okazali się Portowcy, którzy podarowali swoim przeciwnikom więcej oczek, przez co set zakończył się wynikiem 21-18 dla Craftveny. W drugim secie Portowcy przystąpili do kolejnej konkurencji i tym razem postanowili sprawdzić jak dużą przewagę można stracić na rzecz rywala. Przez większość seta skrzętnie gromadzili punkty, aby później roztrwonić sześciopunktową przewagę i pozwolić przeciwnikowi wyjść na prowadzenie w samej końcówce. Wreszcie, przy wyniku 20-18 dla Craftveny stwierdzili, że to jednak nie jest zabawa dla nich i postanowili wygrać tę partię 22-20. W ostatnim secie obie drużyny postanowiły porzucić pozasiatkarskie konkurencje i wziąć się ostro do roboty. Tu również nie obyło się bez rywalizacji. A to bajeczna seria przy zagrywce Piotra Baja, a to znów popis różnorodności ataków Daniela Kanieckiego. Mieliśmy w tej partii wszystko, a prowadzenie na tablicy wyników zmieniało się jak w kalejdoskopie. W połowie seta wydawało się, że Craftvena mając 5 punktów przewagi pewnie idzie po zwycięstwo, ale Portowcy nie byliby sobą, gdyby nie postanowili jeszcze trochę zamieszać i doprowadzić do piłki meczowej. Niestety dla nich, Craftvena wzięła się w garść i zakończyła seta wynikiem 22-20.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.