MATCHDAY #16

Za nami kolejny dzień rozgrywek. Tym razem obyło się bez niespodzianek. Swoje mecze wygrały wszystkie drużyny, które uznawane były za faworytów spotkań. Dwudzieste zwycięstwo z rzędu, w rozgrywkach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta, zanotowała drużyna Volley Gdańsk, która pewnie kroczy w kierunku obrony mistrzowskiego tytułu. W drugiej lidze, aspiracje sięgające mistrzostwa po raz kolejny potwierdziły drużyny Thunder Team oraz Zmieszani. Zapraszamy na podsumowanie wtorkowej serii gier!

Allsix by Decathlon – Thunder Team 0-3 (16-21; 15-21; 11-21)

Kilka minut przed meczem okazało się, że gracze Allsix by Decathlon wystąpią w spotkaniu z wiceliderem drugiej ligi,  w składzie pięcioosobowym. Już sam fakt rywalizowania z tak silną drużyną jaką jest Thunder Team jest nie lada wyzwaniem. Gdy dochodzi do tego brak kompletu zawodników to mamy zadanie, którego praktycznie nie da się wykonać. Pierwsza partia to kilkupunktowa przewaga reprezentantów sklepów sportowych (z tego miejsca chcieliśmy pochwalić przedstawicieli sklepu z Kartuskiej, którzy wygrywają frekwencją z pozostałymi lokalizacjami), która utrzymywała się przez większość seta. Przyznamy, że byliśmy zaskoczeni jak w osłabieniu radzą sobie gracze Decathlonu. Pierwszą partię przegrali do szesnastu i trzeba przyznać, że biorąc pod uwagę okoliczności –  wynik ten wstydu im nie przynosi. Drugą odsłonę lepiej rozpoczęli ‘Biali’. Po kilku chwilach na tablicy wyników pojawiło się 1-6 i wydawało się, że partia ta zakończy się ogromną różnicą punktową. Na przekór tym słowom, Decathlon wyrównał do 6-6 i do stanu 15-15 byli równorzędnym przeciwnikiem. Na ich nieszczęście, w tym momencie coś zacięło się w ich grze. Na początek przegrali seta do 15, a następnie, w ostatniej odsłonie, byli tylko tłem do świetnie dysponowanych graczy Thunder Team. W ich szeregach na wyróżnienie zasługuje Rafał Artymiuk, który popisał się pięcioma asami serwisowymi oraz Przemysław Walczak – jeden z najlepszych graczy ligi. Thunderowcy wygrywają piąte spotkanie z rzędu i wysyłają jasny sygnał jaki jest ich cel.

Team Spontan – Scandic 3-0 (21-7; 21-7; 21-9)

Faworyt tego spotkania mógł być tylko jeden. To drużyna Team Spontan, która co prawda miewa często przestoje, jednak w meczu przeciwko Scandic byli na tyle skoncentrowani, że nie przytrafiła im się wpadka. Kilka dni wiadomym było, że w związku z kontuzją, w rywalizacji nie wystąpi etatowa rozgrywająca drużyny Team Spontan – Izabela Narwojsz. Zastanawiamy się czy zawsze głodna gry Iza zdąży się wyleczyć przed zakończeniem sezonu. Niezależnie od tego, we wtorkowym spotkaniu, bardzo dobrze i sprawiedliwie piłki rozdzielała Joanna Kożuch. Do dobrego rozegrania Asia dorzuciła kolejne asy serwisowe. Widać, że zagrywka jest jej mocną stroną, bowiem jak do tej pory zgromadziła już osiem punktów po tym elemencie. W całym meczu Spontaniczni zdobyli przez zagrywkę aż 19 punktów i bez wątpienia przyjęcie jest elementem siatkarskiego abecadła, które wymaga poprawy wśród graczy Scandicu. W ataku radzą sobie coraz lepiej i na prawdziwego lidera drużyny wyrasta ten, który początkowo w związku z kontuzją miał nie grać w ogóle. Mowa tu oczywiście o Grzegorzu Grabowskim, który w meczu zdobył pięć punktów i na chwile obecną jest liderem klasyfikacji punktowej swojej drużyny. Za Scandicem dziewiąte spotkanie. W nim do wygrania seta było bardzo daleko. Kto wie, może następnym razem?

Zmieszani – Trójmiejska Strefa Szkód 2 3-0 (21-11; 21-16; 21-17)

Przed meczem, więcej niż o nadchodzącym spotkaniu, dało się słyszeć głosów o zapowiedzi samej rywalizacji. Chodziło o następujący fragment: Drużyny sportowe można podzielić na dwie grupy. Pierwsza – która po porażce wspina się na wyżyny swoich możliwości  i gasi kryzys w zarodku oraz druga, która po porażce zwiesza głowy i w kolejnym spotkaniu wychodzi jak na ścięcie. Jako Redakcja nie sądziliśmy, że te słowa wywołają takie poruszenie wśród graczy Tss-u. Żeby było jasne, z tego co mówili sami gracze, słowa te były dla nich prawdziwe i trafiające w punkt. W związku z podwójną mobilizacją, jako Redakcja, ostrzyliśmy sobie na to spotkanie zęby. Przypuszczamy, że gdyby chodziło o innych przeciwników to Trójmiejska Strefa Szkód 2 zdołałaby powrócić na zwycięską ścieżkę. Pech chciał, że ich rywalem była drużyna Zmieszanych, która umiejętnościami nie odbiega od niektórych drużyn z pierwszej ligi. Zmieszani, mimo braku świetnie dysponowanych w tym sezonie: Marka Bobkowskiego, Radosława Pacyńskiego czy Marcina Gorlikowskiego, poradzili sobie i trzeba uczciwie przyznać, że ich wygrana ani przez chwilę nie była zagrożona. Patrząc z boku, w trakcie pierwszego seta zanosiło się na pogrom. Pierwsza połowa partii była prawdziwym popisem Zmieszanych i show tandemu Tomasza Kamoli i Michała Kocbucha. Dwójka ta była równie dobra jak Mann i Materna. Kolejne sety to przebudzenie TSS, które z jednej strony pozwoliło im na zaprezentowanie się z lepszej strony, z drugiej zaś nie na tyle, aby móc wygrać z takim rywalem jaką jest drużyna Zmieszanych. Przez długi okres zastanawialiśmy się, gdzie leży problem wśród graczy TSS-u. Jeden zdiagnozowaliśmy w zapowiedzi, natomiast rzucamy kolejny temat do rozważań dla ‘Niebieskich’. Po ośmiu spotkaniach, które gracze rozegrali w lidze, odnosimy wrażenie, że drużyna nie przeżywa emocji okołoboiskowych. Stracony punkt? Ok – trudno. Zdobyty punkt? No, fajnie. Gramy dalej. Nie wiemy czy zostaniemy odebrani w sposób prawidłowy, ale brakuje nam wyraźnego charakteru, który cechuję niektóre z drużyn.

Zmieszani – DNV GL S*M*A*S*H 3-0 (21-18; 21-10; 21-13)

Przed wtorkową serią gier zastanawialiśmy się, która z ekip o podobnym potencjale zaprezentuje się na tle Zmieszanych lepiej. Niestety, po spotkaniach, które się już odbyły nadal tego nie wiemy. Zarówno ekipa DNV GL S*M*A*S*H jak i Trójmiejska Strefa Szkód miała swoje argumenty w meczu przeciwko Zmieszanym. Bliżej urwania seta była drużyna DNV, która w pierwszym secie uległa do 18. Wygrana w pierwszym secie była na wyciągnięcie ręki. Po atakach Sebastiana Pietrasa oraz Patryka Okulewicza drużyna DNV GL prowadziła już 17-14. Gdy wydawało się, że ‘Biali’ będą w stanie sprawić niespodziankę i urwać punkt kolejnej po Thunder Team ekipie, która uznawana jest za faworytów ligi, drugi bieg włączyła ekipa Zmieszanych. Momentalne doprowadzenie do wyrównania a następnie  wygranie seta dobitnie pokazało jak ważny w sporcie jest element doświadczenia i boiskowego cwaniactwa. Zmieszani po raz kolejny udowadniają, że nie ‘podpalają się’ w trudnych momentach tylko konsekwentnie grają swoje i w decydujących momentach potrafią przechylić szale zwycięstwa na swoją stronę. Drugi i trzeci set był w zasadzie bez historii. Zmieszani pokazali w nich ‘kto rządzi w kurniku’ pewnie wygrywając do 10 oraz 13. Wtorkowy wieczór był dla nich niezwykle udany. Poza wygraniem dwóch spotkań, zdobyli sześć punktów i na minimum kilkanaście godzin stają się liderem rozgrywek. Po zakończonych spotkaniach, gracze Zmieszanych na parkingu przed halą omawiali wydarzenia boiskowe jeszcze przez kilkadziesiąt minut. Trzeba przyznać, że drużyna wygląda na bardzo zgraną i odnosimy wrażenie, że każdy z graczy skoczyłby za współpartnerem w ogień.

Team Spontan – Wirtualna Polska 2-1 (21-10; 15-21; 21-13)

Na przedmeczowej rozgrzewce, urazu stawu skokowego doznał będący w świetnej dyspozycji od początku sezonu – Adam Wajner. Stało się jasne, że o powalczenie o korzystny wynik ‘Wirtualnym’ będzie jeszcze trudniej. Mecz rozpoczął się kilkanaście minut przed czasem, co wywołało konsternacje niektórych z graczy Wirtualnej Polski, którzy przybyli na hale kilkanaście minut później niż zwykle. Wpływ na szybsze rozpoczęcie meczu miał fakt, że Spontaniczni błyskawicznie rozprawili się kilkadziesiąt minut wcześniej ze Scandicem  i przedmeczowa rozgrzewka, w ich wykonaniu, ciągnęła się w nieskończoność. Tę gwizdkiem do rozpoczęcia spotkania przerwała sędzia meczu. Długa rozgrzewka widocznie służy graczom Spontana bowiem wygrali w pierwszym secie do 10. Trzeba przyznać, że dysproporcja pomiędzy drużynami, w tej odsłonie, była widoczna gołym okiem. Być może wpływ na taki wynik miało późniejsze wejście etatowego rozgrywającego Wirtualnej Polski – Jędrzeja Matli? Tego nie dowiemy się już nigdy. Druga odsłona w wykonaniu ‘Biało-czerwonych’ była zdecydowanie lepsza. W końcówce drugiego seta ‘Wirtualni’ przytrzymali blokiem zapędy Spontanicznych i to oni cieszyli się z wygranej w tej partii. Radość nie była jednak zbyt ekspresyjna i dało się odnieść wrażenie, że prawdziwą euforie zostawili na koniec meczu. Ta jednak nie nadeszła bowiem Spontaniczni zaprezentowali się równie dobrze jak w pierwszym secie i po błędzie jednego z graczy Wirtualnych zdobyli 21 punkt, który przypieczętował ich wygraną w stosunku 2-1.

Volley Gdańsk – Tiande Tufi Team 3-0 (21-15; 21-15; 21-18)

Spotkanie, zgodnie z oczekiwaniami, zmobilizowało graczy obu drużyn do zwiększonej frekwencji. Zastanawiamy się czy wtorkowa potyczka bardziej zachwyciła czy rozczarowała. Z jednej strony, klasa spotkania była bardzo wysoka i zobaczyliśmy siatkówkę na bardzo dobrym poziomie. Z drugiej zaś, można powiedzieć, że Volley ‘zabiło’ mecz swoją świetną dyspozycją. We wtorkowy wieczór byli po prostu drużyną lepszą oraz dojrzalszą. Nie możemy wyzbyć się wrażenia, że spotkanie było tym z gatunku ‘z dużej chmury mały deszcz’. Przypominało nam to finałowy mecz poprzedniego sezonu w którym gracze Volley ograli Trójmiejską Strefę Szkód. Co prawda dysproporcja między Volleyem, a dobrze pamiętającymi poprzednie spotkanie graczami Tufi, tym razem była mniejsza, ale jednak widoczna. Paradoksalnie (patrząc na wynik poszczególnych setów), Tuffiki zaprezentowali się najlepiej w pierwszej odsłonie. Do połowy tej partii byli równorzędnym rywalem dla obecnego mistrza. Volley odjechało dopiero w końcówce. Duża w tym zasługa kapitalnego przyjęcia libero drużyny Piotra Ostrowskiego oraz rozegrania Pawła Hulińskiego. Jakże wymowny jest fakt, że ten ostatni w czasie meczu zdobył ‘kiwką’ aż pięć punktów. Na tym poziomie i z takimi rywalami wynik ten jest doprawdy imponujący. W drugiej odsłonie gracze Volley kontrolowali przebieg seta. Pozwoliło im to na delikatne rozluźnienie. W tej partii gracze aż trzykrotnie bezskutecznie próbowali grać z szóstej strefy. Trzecia odsłona to ponowna przewaga Volley, która stopniała dopiero pod koniec spotkania. Na koniec nasuwa nam się mała refleksja. Grając przeciwko takiej ekipie jaką jest Volley, drużyna nie może pozwolić sobie na tyle błędów w zagrywce. Nad tym elementem Tuffiki muszą popracować i kto wie? Może uda im się zrewanżować w grupie mistrzowskiej?

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.