MATCHDAY #12

W poniedziałkowy wieczór obyło się bez niespodzianek – wszyscy faworyci wygrali swoje spotkania 3:0. Nie oznacza to jednak, że nie wydarzyło się nic wiekopomnego. Swoje pierwsze zwycięstwa bez straty seta odniosły drużyny Seargin (fantastyczna historia!) oraz… niepokonane do tej pory Intermarine. Kto będzie mistrzem, a kto walczy o utrzymanie? Zapraszamy na relację z 12 dnia meczowego.

Intermarine – Speednet 3-0 (21-18; 21-12; 21-13)

Spotkanie Intermarine ze Speednetem można by reklamować jako pojedynek dwóch „siedemnastek”. Łącznie ponad 400 cm wzrostu i 200 punktów – panów Masiaka i Urbanowicza nie trzeba nikomu przedstawiać. Obserwatorzy mogli być jednak zaskoczeni, gdyż w drużynie tzw. Masters pierwsze skrzypce zagrał tym razem debiutant – Mateusz Ciesielski (MVP, 12 pktów). Intermarine najwyraźniej wzięło do siebie nasze słowa z zapowiedzi, że czas najwyższy wygrać mecz w stosunku 3-0, gdyż przed nimi spotkania z najtrudniejszymi przeciwnikami i w związku z tym zamówiło posiłki. Efekt był piorunujący, a gra kleiła się jak nigdy. Co prawda, w pierwszym secie Urbanowicz udowodnił, że potrafi nie tylko „wbijać gwoździe” lecz również umiejętnie kiwać, co sprawiło że ze stanu 15:8 zrobiło się 17:15. Jednakże dzięki atakom MVP tego spotkania, Intermarine dowiozło zwycięstwo w tym secie do końca. W drugiej partii, serią znakomitych zagrywek popisał się Andrzej Masiak. Serię przerwał dopiero Urbanowicz – najpierw… przyjął piłkę na drugą stronę, lecz po chwili zrehabilitował się i zatrzymał kontrę pojedynczym blokiem, wysyłając kolegom z drugiej strony siatki wymowny uśmiech (czyżby się znali?). Następnie rozkręcił się Marcin Karbownik i zdjął ciężar zdobywania punktów z liderów swojej drużyny. W trzecim secie Intermarine wprowadziło zmienników, lecz nadzieje Speednetu na zdobytego seta rozwiał powrót na boisku kapitana – Krzysztofa Wyrzykowskiego. Speednet może żałować, że w tym meczu zagrał w dość eksperymentalnym składem. Na pozycji rozgrywającego zadebiutował Piotr Przywieczerski, zaś Kamil Lewandowski zagrał na pozycji atakującego po raz pierwszy od… 12 lat! Mamy nadzieję, że kadra szybko zostanie uzupełniona, gdyż w czwartek Informatyków czeka powtórka z rozrywki i kolejny niepokonany do tej pory przeciwnik – Nasz-Dach Stężyca.

Kraken Team – TianDe Tufi Team 0-3 (19-21; 21-23; 14-21)

Teoretycznie faworyt tego spotkania mógł być tylko jeden. Zawodnicy Kraken Team sami przyznają, że brakuje im zgrania, wspólnych treningów i sparingów, podczas gdy Tufiki to starzy wyjadacze trójmiejskich parkietów. Ten mecz pokazał jednak, że niezależnie od siły „na papierze”, w 1 lidze trzeba utrzymywać koncentrację przez całe spotkanie. Pomimo prowadzenia w pierwszych dwóch setach, Bankowcom udawało się dwukrotnie doskoczyć do utytułowanego rywala. W pierwszym secie najpierw groźnym flotem postraszył Mateusz Wieżel, potem zaś, po skosie, wybrał się Arkadiusz Wasilewski. Ostatecznie set skończył się krótką Łukasza Arciszewskiego (swoją drogą – musiał skończyć piłkę setową dwa razy, gdyż za pierwszym razem na boisku pojawiła się druga piłka i sędzia słusznie nakazał powtórzyć akcję). Trzeba przyznać, że największą różnicę pomiędzy Tufi Team, a Krakenem było widać właśnie w grze środkiem i Bankowcy muszą nad nią trochę popracować. W drugim secie to Kraken objął prowadzenie (7:5), lecz asy serwisowe niezawodnego Piotra Watusa (MVP 15 pktów) i Szymona Straszaka oraz skuteczne ataki Krzysztofa Horeczego (tak, dobrze czytacie – nominalny libero zadebiutował w tym meczu na przyjęciu i nic nie robił sobie z podwójnego bloku rywali!) umożliwiły Tufikom na odwrócenie stanu seta. Na szczególną uwagę zasługuje sytuacja przy stanie 21:22 dla Tufi. Sędzia przerwał akcję i wskazał, że siatki dotknął jeden z graczy Tufi Team, lecz rozgrywający Kraken Team Paweł Pallach przyznał, że to on popełnił błąd, tym samym „oddając” przeciwnikom seta. Po chwili jeszcze większą konsternację wzbudził sędzia sięgający do kieszonki z kartkami… Lecz była to oczywiście kartka koloru zielonego, przyznawana za wyjątkowe gesty fair play. Chapeau bas, Panie Pallach! W trzecim secie pozycjami zamienili się Pieper (przyjęcie) i Wasilewski (atak), nie przyniosło to jednak efektu. Na szczęście widać, że pomimo porażki 0:3 w drużynie z logiem PKO nadal panuje doskonała atmosfera i tzw. team spirit. Na pewno nie gracie ze sobą od wielu lat?

Mental Block – Wirtualna Polska 3-0 (21-18; 21-15; 21-19)

W meczu Mental Block z Wirtualną Polską, jedna z drużyn udowodniła, że… ma dobry Mental. Mamy tu na myśli dwa najbardziej wyrównane sety – pierwszy i trzeci – gdy w kluczowych momentach Mentaliści zaprezentowali się lepiej niż Wirtualni. W pierwszej odsłonie, etatowy MVP (5 zwycięstw, 5 gwiazdek) i najlepszy punktujący drugiej ligi, Marcin Jacyno nie bał się zaryzykować przy piłce setowej i zakończył seta asem serwisowym. Z kolei w trzecim rozdaniu, gdy Wirtualni odrobili kilka punktów straty i wydawało się, że przy stanie 20-19 mogą doprowadzić do gry na przewagi, popełnili prosty błąd w ataku, co poskutkowało zakończeniem spotkania. Jedynym setem, w którym Niebiescy nie pozwolili się do siebie zbliżyć, był set drugi – to w nim Łukasz Hernik (awans na 2 miejsce w klasyfikacji punktujących) i Maciej Krajewski zgłosili angaż do zgarnięcia podwójnego zaproszenia na mecz Trefla Gdańsk. Może kolejnym razem uda się zdetronizować kolegę z drużyny? W przypadku Wirutalnej Polski, z jednej strony bez zmian i najlepszym punktującym był Adam Wajner, jednakże z drugiej strony, całkiem obiecujący debiut zaliczył Dawid Bartel. Kolejna szansa na udowodnienie swoich umiejętności z AllSix by Decathlon w następny poniedziałek.

Intermarine – Straż Pożarna Gdańsk 3-0 (21-14; 21-15; 21-12)

Dzień bez MVP dniem straconym – stwierdził Andrzej Masiak po meczu ze Speednetem i w spotkaniu ze Strażakami zagrał po prostu fenomenalnie. Zdobył 13 punktów i wylądował w top 10 tabeli wszechczasów SL3 (granicę 100 pktów przekroczył już w spotkaniu rozgrywanym godzinę wcześniej). Gratulacje! A co można powiedzieć o spotkaniu? W oczy rzuciła się bardzo szeroka kadra Straży Pożarnej na ten mecz – do tego stopnia, że w meczu zagrało dwóch zawodników z numerem 12. Co więcej, jednym z nich był libero Michał Majkowski, a warto zauważyć, że do tej pory Strażacy rzadko korzystali z przywileju wystawienia zawodnika na tej pozycji. Niestety, pomimo tego, nie znaleźli w sobie zaginionego ostatnimi czasy „ognia”. Co prawda, zaczęli dobrze, bo od prowadzenia 4:0, a do 10 punktu utrzymywał się remis. Potem jednak Intermarine zagrało bezbłędnie. Widać było olbrzymie skupienie i determinację do zdobycia 6 punktów w poniedziałkowy wieczór. W drugim secie wyglądało to podobnie, jednak przy wyniku 14:14 Intermarine włączyło piąty bieg i dzięki znakomitemu rozegraniu Krzysztofa Wyrzykowskiego, od tej pory zdobyło 7 punktów, oddając 1. Po meczu zawodnicy Straży długo debatowali nad swoją grą, zastanawiając się, kiedy wróci „stara dobra Straż”. Z kolei Masters byli ewidentnie zadowoleni ze swojej postawy. Po siedmiu spotkaniach nadal nie znaleźli pogromcy, a poniedziałkowe mecze były najlepsze ze wszystkich zagranych do tej pory. Czy to wystarczy na również niepokonaną Stężycę? Wielki szlagier czeka nas już za tydzień.

Scandic – Seargin 0-3 (8-21; 8-21; 9-21)

20 spotkań, 48 setów, 187 dni, dziesiątki godzin wspólnej gry oraz hektolitry potu wylane na treningach (również z naszym Ekspertem – Maciejem Kotem). Tyle musieli przeżyć zawodnicy drużyny Seargin, aby w końcu dojść do miejsca, w którym zgarniają komplet punktów i wygrywają mecz bez straty seta. OGROMNE GRATULACJE! Nie piszemy tego, by skrytykować grę Seargin do tej pory, lecz by wskazać, jak długą drogę przeszła ta drużyna i jak olbrzymi postęp poczyniła w trakcie ostatnich 6 miesięcy z Siatkarską Ligą Trójmiasta. Czujemy się trochę jak rodzic wspominający pierwsze kroki swojego dziecka. Początkowo były one dość nieudolne – pamiętamy przecież rozgrzewkę przed pierwszym, kwietniowym meczem, gdy widać było, że drużyna pierwszy raz spotyka się na granie w siatkówkę na hali. Dziś? Dobre przyjęcie piłki, skuteczne akcje rozgrywane „na trzy”, zniwelowane proste błędy własne i, przede wszystkim, chęć do rozwoju siatkarskich umiejętności w dobrej atmosferze. To jest droga, która zaprowadziła ich na 11 miejsce w tabeli, i tą drogą powinni podążyć ich dzisiejsi przeciwnicy. Widzimy już pewne postępy. Pod kątem frekwencji, gdyż tym razem Hotelarze zjawili się w komplecie, a także pod kątem gry, gdy pojawiają się pierwsze ataki. Jeśli tak jak Seargin nie stracą zapału i pomimo porażek odnajdą we wspólnej grze czystą, zwykłą przyjemność, to historia może się powtórzyć i za kilka miesięcy to oni będą bohaterami tego opisu. A może uda się urwać punkty Speednetowi 2 w następny poniedziałek? Dziś oklaski należą się MVP tego spotkania – Krzysztofowi Fryzowi (pękło 10 punktów). Seria jego dobrych zagrywek umożliwiła na odskoczenie w 1 secie o kilka punktów. W drugim i trzecim secie kilka mocnych ataków zaprezentował też Tomasz Dombrowski. W drużynie widać było jednak przede wszystkim zespołowość (niektóre akcje bronili nawet nogami). Po meczu postanowili sobie, że w kolejnych treningach popracują nad asekuracją, z której nie byli zadowoleni pomimo przekonującego zwycięstwa. Taką postawę uwielbiamy!

DCT Gdańsk – Bombardierzy 0-3 (10-21; 7-21; 6-21)

W spotkaniu Kontenerowców z Bombardierami faworytem byli ci drudzy i dość szybko udowodnili, że Redakcja nabrała wprawy w typowaniu wyników spotkań. Przy stanie 3:5 Michał Dąbrowski i Andrzej Pikor popisali się kilkoma skutecznymi atakami, wyprowadzając swoją drużynę na wyraźnie prowadzenie, którego nie oddali do końca seta (wygrana do 10). Do ekipy DCT wkradła się niepotrzebna nerwowość, co mocno wpłynęło na jakość prezentowanej gry. Nie dziwimy się, że w drużynie panuje niezadowolenie. Nie bez powodu mówi się, że atmosferę budują wyniki. Mamy jednak wrażenie, że drużyna DCT cały czas nie potrafi uwolnić swojego potencjału, a trzeba przyznać, że momentami go pokazują, tak jak choćby Paweł Pesta, który dwa razy z rzędu zdobył punkt bezpośrednio z zagrywki. Bombardierzy odpłacili jednak pięknym za nadobne. Maciej Gruba (MVP, 10 punktów) zakończył drugiego seta dwoma asami pod rząd, podobnym wyczynem w trzecim secie popisał się Andrzej Pikor. Na osobny fragment zasługuje jednak gra obecnych na tym meczu przedstawicielek płci pięknej. Ich postawa w obronie była naprawdę godna podziwu. Rodzynek wśród kontenerowców – Magdalena Bielawska – przyjmowała piłkę nawet głową, zaś parady obronne Aleksandry Basendowskiej i Julii Tryzny momentami wprawiały w osłupienie (przechodzące w strach, czy aby na pewno nikomu się nic nie stanie!). Wisienką na torcie była perfekcyjna kiwka Magdaleny Czapiewskiej, której bez wątpienia nie powstydziliby się pierwszoligowi rozgrywający (zaufajcie nam). Może to właśnie ilość Pań na parkiecie jest kluczem do zwycięstwa? DCT ma tydzień czasu na przemyślenia. Kolejny mecz i realna szansa na zwycięstwo – z rezerwami Speednetu – już 14 października.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.