Podsumowanie trzynastej kolejki

Nie dało się tego uniknąć! Trzynasta kolejka musiała być dla kogoś pechowa. Jako największych przegranych tej serii gier wskazujemy Straż Pożarną Gdańsk, która uległa w walce z bezpośrednim rywalem o podium – drużyną Wstrząśniętych nie Zmieszanych oraz MIKSturę, która niespodziewanie przegrała już ósmy raz! Bywa i tak, że trzynastka bywa szczęśliwa. W środę wielkim wygranym okazała się ekipa Portu Gdańskiego, która dzięki zwycięstwu 2-0 przesunęła się w tabeli na dziesiąte miejsce. Zapraszamy na podsumowanie trzynastej kolejki.

Asy B Klasy – Wirtualna Polska 2-0 (26-24; 25-17)

Spotkanie pomiędzy Asiorami a Wirtualnymi rozpoczęło się najpóźniej ze wszystkich trzech spotkań zaplanowanych na godzinę 21:35. Wpływ na to miał przedmecz Wstrząśniętych nie Zmieszanych ze Strażakami, który rozgrywany był na boisku numer dwa i zakończył się dopiero po tie-breaku. Patrząc na rozgrzewkę przedmeczową można było odnieść wrażenie, że mecz pomiędzy ‘Bordowymi’ a ‘Biało-czerwonymi’ również zakończy się po tie-breaku. W składach desygnowanych na środowe spotkanie próżno było szukać etatowych graczy poszczególnych drużyn. Tak się składa, że były to osoby, które w niedługim odstępie czasu były przepytywane przez Redakcję SL3 przed kamerą. Mowa tu o Wiktorii Sinieckiej z Asów oraz Jędrzeju Matli z Wirtulnej Polski. Pierwszy set zdawał się potwierdzać przypuszczenia Redakcji bowiem przez praktycznie całą pierwszą część mieliśmy sytuację w której na przemian punkty zdobywali raz Asy, raz Wirtualni. Mimo młodego wieku, więcej wyrafinowania pod koniec pierwszego seta zaprezentowali podopieczni Oresta Lewosiuka i to oni cieszyli się z wygranej pierwszej partii. Po przegranej seta przez WP, kolegów z drużyny próbowała mobilizować Klaudia Wróblewska, która wróciła do rozgrywek po dłuższej przerwie. W drugim secie uskrzydlona drużyna Asów kontrolowała przebieg meczu i to właśnie oni cieszyli się z trzech punktów. Warto wspomnieć, że pierwszy tytuł MVP otrzymał Bartek Nydza, który wielokrotnie był bliski osiągnięcia tego celu. Po stronie Wirtualnych za cały sezon słowa uznania należą się popularnemu VAI czyli Adamowi Wajnerowi, który był najjaśniejszym puntem Wirtualnych – nie tylko w meczu z Asami.

Port Gdańsk – MIKStura 2-0 (25-19; 25-16)

Mimo, że w zapowiedzi, którą napisaliśmy kilka dni przed meczem, jako faworyta wskazaliśmy Miksturę, to z biegiem czasu proporcję te zmieniały się na korzyść Portu. Wpływ na to, bez wątpienia, ma coraz lepsza dyspozycja Portowców oraz fakt, że z kontuzją nadal zmaga się kapitan drużyny MIKStura – Tomek Nurzyński. ‘Granatowi’ już w meczach z Volley oraz Spontanem udowodnili, że potrafią zaprezentować się z bardzo dobrej strony i gdy kilka godzin przed spotkaniem do Redakcji SL3 wpłynął oficjalny skład Portowców, wiedzieliśmy że MIKStura będzie miała ciężką przeprawę. Portowcy borykają się obecnie z potężnymi problemami kadrowymi  i gdy tylko mają komplet graczy, potrafią być bardzo groźni. Przeczucia Redakcji sprzed meczu potwierdziły się i to Portowcy cieszą się z drugiej wygranej w lidze. Z bardzo dobrej strony zaprezentował się debiutujący w lidze Radek Serdacki, który był mocnym punktem drużyny. Po meczu, Port Gdańsk awansował na dziesiąte miejsce w tabeli, co umówmy się, kilka tygodni temu zabrzmiałoby jak historia z mitologii. Co ciekawe, w MIKSturze jedyną stałą jest zmienna i tym razem jako rozgrywający zagrał Łukasz Chojnacki  – nominalny libero. Abstrahując od tego meczu – Mikstura przed sezonem liczyła zdecydowanie na więcej i przyzna to chyba każdy gracz. Przed nimi jedno spotkanie z Asami i bez wątpienia będą chcieli poprawić swój bilans punktowy.

Wstrząśnięci nie Zmieszani – Straż Pożarna Gdańsk 2-1 (25-22; 11-25; 16-14)

Spośród wszystkich sześciu spotkań, które rozegrane zostały trzynastego czerwca w hali treningowej Ergo Areny, to właśnie pojedynek pomiędzy rywalami z BIG4 najbardziej elektryzował kibiców SL3. Po spotkaniu, śmiało można powiedzieć, że obie ekipy stanęły na wysokości zadania i zafundowały kibicom prawdziwy spektakl, który odbył się w trzech aktach. W pierwszym akcie to Wstrząśnięci, którzy stawili się do boju aż w dziesięcioosobowym składzie byli górą. Początek meczu był istnym horrorem dla Strażaków, którzy dopiero przy stanie 8-1(!) dla Wstrząśniętych zdobyli punkt i doprowadzili do przejścia. W tym miejscu należy im się szacunek, ponieważ mimo bardzo słabego początku, potrafili w miarę wyrównać stan rywalizacji w pierwszym secie. Ostatecznie ulegli do 22. Porażka w pierwszym secie podziałała na nich mobilizująco i w kolejnym dosłownie zmiażdżyli Wstrząśniętych do 11. To z kolei sprawiło, że Strażacy dopiero w jedenastym meczu rozgrywek, musieli przystąpić do tie-breaka, który był bardzo wyrównany. Po obu stronach siatki dwoili i troili się między innymi Karol Masiul oraz Andrzej Masiak. Ostatecznie, to Wstrząśnięci cieszą się ze zwycięstwa, dzięki któremu wskoczyli na pudło. Jako przyczynę porażki Strażaków wskażemy brak świetnie blokującego – Mateusza Pytla oraz fakt, że przy stanie 13-13, w tie-breaku Strażacy podbili piłkę, która leciała na aut. Sytuacja jest niemal kopią zeszłotygodniowej wpadki Seargin w meczu z MIKSturą. Na koniec, krótka refleksja – Straż po raz drugi wygrywa w przedmeczowej ankiecie na facebooku i po raz kolejny na parkiecie doznaje porażki. Czyżby łatka faworyta plątała im nogi?

Port Gdańsk – Trójmiejska Strefa Szkód 0-2 (7-25; 20-25)

W przerwie pomiędzy meczami Portowców (pierwszy mecz przeciwko MIKSturze przyp. red.), kapitan drużyny Port Gdańsk – Arkadiusz Sojko, udzielił długo wyczekiwanego wywiadu, w którym przyznał, że ich gra z meczu na mecz wygląda coraz lepiej i są w stanie pokusić się o niespodziankę z TSS, podobną do tej, którą Portowcy sprawili w meczu z Volley. Trzeba przyznać, że Trójmiejska Strefa Szkód wyciągnęła wnioski z błędów, które popełniła drużyna z którą rywalizują o miano najlepszej drużyny Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – Volley Gdańk i nie dała sobie urwać seta. Po pierwszym secie wydawało się, że ‘Czarni’ są niczym student, który chodzi po uczelni chcąc załatwić całą obiegówkę. Wynik 25-7 wskazywał, że jest to kolejne zadanie, które muszą odrobić gracze TSS w drodze do wielkiego celu. Oczywiście jak to w życiu bywa, nie zawszę jest przyjemnie i kolorowo. Zwykło się mówić, że zbrodnia doskonała nie istnieje. Podobnie było na oboisku. Plan doskonały najczęściej ma swoje wady i uwarunkowania. Trzeba przyznać, że w drugim secie Portowcy napędzili stracha ‘Czarnym’. W drugim secie zaczęli bardzo dobrze bronić i gra zaczęła się kleić. Wyrównany set przerwała kontuzja stawu skokowego Katarzyny Pawlak, co spowodowało, że w szeregi Portowców wdarło się nieco nerwowości i ostatecznie ulegli  w stosunku 25-20. Leonel Marshall – prosimy Was abyście wpisali to nazwisko w youtube. Mówimy o graczu, który wśród siatkarskiego środowiska uchodzi za najlepszego skoczka. Zastanawiamy się czy aby na pewno osoby, które tak twierdzą nie zapomniały o Wojtku Ingielewiczu? Redakcji jakiś czas temu przestały imponować akcję w których miał on głowę ponad siatkę. Ale żeby klatkę piersiową?!

Team Spontan – Speednet 2-0 (25-12; 25-15)

Team Spontan już od dawana zasługuje na miano drużyny Team Zabawa, Team Bez Spiny, Team Najlepsza Atmosfera. To, jakie zasoby ludzkie dobrał Piotrek Raczyński sprawia, że należą mu się oklaski. Ekipa ‘Czanych’ zaskakuję swoją pomysłowością i podejściem co krok. Musimy przyznać, że na początku ligi ich okrzyk, który brzmi: ‘co?? nic!!’ wydawał się dosyć absurdalny, ale z biegiem czasu Redakcja dojrzała i poniekąd zrozumiała, że jest to styl życia Spontanicznych. Musimy Wam zdradzić, że na kilka godzin przed meczem w Internecie pojawiały się zdjęcia graczy Spotanicznych w towarzystwie złocistych trunków. Jako Redakcja z niepokojem przeglądaliśmy zdjęcia i informację napływające z obozu Spontanicznych. Gdy dołożyć do tego muzykę w postaci Zenka Martyniuka, którą raczyli się gracze Spontanicznych, przed oraz w trakcie meczu, to musimy przyznać, że uczucie niepokoju ewoluowało do stanu przerażenia. Zastanawiacie się jaki jest morał tego wstępu? Otóż sami nie wiemy bowiem Spontaniczni jak gdyby nigdy nic zdemolowali Speednet do dwunastu oraz piętnastu! Niestety dla Speednetu, na nic zdał się doping kibiców, którzy  tradycyjnie tłumnie stawili się na trybunach hali treningowej. Co ciekawe, oni również zaskakują co krok! Tym razem zamiast flagi mieli przygotowane atrybuty czirliderek by dumnie wspierać swoją ekipę.

Team Spontan – DNV GL S*M*A*S*H 2-0 (25-8; 25-11)

Drugie spotkanie Spontanicznych w środowy wieczór było bardzo ważne w kontekście ‘panowania w Redłowie’. Jeśli przed ‘Gdyńskim Mordorem’ w czwartkowy poranek spotkają się przedstawiciele trzech drużyn to bez wątpienia Spontaniczni będą mieli wypchniętą klatkę piersiową! Wygrali bowiem dwa spotkania. Na początek ze Speednetem, a następnie DNVGL S*M*A*S*H i po tym drugim spotkaniu mogli cieszyć się z sześciu punktów, które zdobyli tego dnia. Jeśli chodzi o opis meczu to nie ma się co rozwodzić. Trzeba uczciwie przyznać, że była to demonstracja siły ze strony Spotnanicznych i mecz zakończył się zgodnie z zapowiedziami, które umieściliśmy na stronie internetowej. Najbardziej wartościowym graczem meczu, po raz pierwszy w swojej przygodzie z Siatkarską Ligą Trójmiasta, został Michał Komorek (9pkt).  Po meczu doszło do bardzo ciekawej sytuacji jeśli chodzi o osiągnięcia indywidualne. Gracz Spontanicznych – Michał Przekop znalazł się na prowadzeniu ex aequo z graczem Asów – Kacprem Kalczyńskim w liczbie zdobytych punktów. Obaj mają po 110. Gracze prawdopodobnie rozstrzygną miedzy sobą również walkę o najlepiej atakującego gracza ligi. W tej statystyce również mamy remis: 94-94!

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.