Podsumowanie dwunastej kolejki

Za nami trzecia kolejka z rzędu w której nie doszło do żadnego tie-breaka. Jest to o tyle dziwne, że w czwartek grał chociażby Team Spontan, który został ograny przez Strażaków. Największym zaskoczeniem dwunastej kolejki była wygrana Asów z AXIS. Dzięki świetnemu finiszowi w końcówce sezonu Asy wskoczyły na szóste miejsce w tabeli. Jeszcze kilka kolejek temu ich bilans wynosił 1-6, co tylko pokazuje ich progres!

Asy B Klasy – AXIS 2-0 (26-24; 25-18)

Jak przyznał po meczu kapitan drużyny Asy B Klasy – Orest Lewosiuk, zapowiedź napisana przez Redakcję doprowadziła ‘Bordowych’ niemal do furii. Przypomnijmy, że jako murowanego faworyta wskazaliśmy drużynę AXIS. Asiory poczuły się tym dotknięci i podeszli do spotkania bardzo ambicjonalnie, czym zupełnie zaskoczyli drużynę AXIS. W zasadzie, od samego początku to Asy kontrolowały przebieg meczu, utrzymując kilkupunktową przewagę. W końcówce pierwszego seta zrobiło się nerwowo, ponieważ Bordowi mieli kilka piłek setowych, których nie potrafili wykorzystać. To z kolei doprowadziło do sytuacji, w której na tablicy wyników pojawił się remis 24-24. Patrząc z boku wydawało się, że delikatną przewagę psychologiczną, wynikającą z doprowadzenia do remisu osiągnęli podopieczni Dariusza Suchwałki, lecz po kilku wymianach, to Asy cieszyły się z wygranego seta. Druga partia to ponowna przewaga Asów od samego początku, której nie oddali do końca. W podsumowaniach bardzo często piszemy o Kacprze Kalczyńskim, ale jesteśmy praktycznie zmuszeni do tego, aby zrobić to ponownie. Stała się bowiem rzecz historyczna. Kacper został pierwszym zawodnikiem w historii SL3, który zdobył sto punktów w rozgrywkach. Nie wiemy jeszcze czy Kacper będzie w przyszłości występował w lidze, ale jedno jest pewne – na stałe zapisał się w historii ligi. W przyszłości nikt nie będzie pamiętał kto dokonał tego jako drugi czy trzydziesty czwarty. Na księżycu według Wikipedii stanęło łącznie dwanaście osób. Możemy się założyć, że 99% z Was kojarzy tego pierwszego – Neila Armstronga.

Straż Pożarna – Team Spontan 2-0 (25-20; 25-15)

Przed meczem Spontaniczni obiecywali, że postarają się sprawić niespodziankę i wygrać spotkanie, a docelowo wskoczyć nawet na podium Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Jak widać, plan był bardzo ambitny. Patrząc na poprzednie wyniki obu ekip, można było jednak odnieść wrażenie, że w tym szaleństwie jest metoda. Jak do tej pory, tylko Spontaniczni potrafili ograć niedawnych pogromców Strażaków – Trójmiejską Strefę Szkód. Niestety dla nich, nie pomogła ani absencja Karola Masiula, ani wcześniejsza wizyta w kościele dwóch graczy. Strażacy udowodnili, że mimo porażki z Trójmiejską Strefą Szkód nadal są piekielnie mocną drużyną. O ile pierwsza część była w miarę wyrównana (25-20), to w drugim, przez większość seta utrzymywała się dziesięciopunktowa przewaga i ostatecznie zakończył się w stosunku 25-15. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że początek drugiej partii nie zwiastował aż takiej różnicy poziomów. Na boisko wszedł kapitan drużyny – Piotrek Raczyński, który w przeciągu niecałej minuty popisał się dwoma kapitalnymi blokami, po których część osób zaczęła się zastanawiać skąd wziąć takie witaminy. W późniejszej części meczu, Strażacy włączyli piąty bieg i pokazali, kto w tym starciu jest profesorem, a kto uczniem. W meczu kapitalną dyspozycję zaprezentował Przemysław Grzesiak i chyba żaden z graczy nie miał po meczu wątpliwości, do którego zawodnika trafia tytuł MVP.

MIKStura – Volley Gdańsk 0-2 (17-25; 15-25)

Ze względu na różnice jakie dzielą Volley Gdańsk i MIKSturę (pozycja w tabeli, zgranie, doświadczenie turniejowe i umiejętności indywidualne) obie drużyny podeszły do tego spotkania na sporym luzie. I rzeczywiście, w meczu nie wydarzyło się nic niespodziewanego. Volley w obu setach bardzo szybko odskoczył na kilkupunktowe prowadzenie dzięki świetnej, celowanej zagrywce, z którą olbrzymi problem miał m.in. najmłodszy zawodnik ligi, Darek Reiss. Nie powinien się jednak tym przejmować, skoro jego przeciwnicy grają w siatkówkę dłużej, niż on chodzi po tym świecie… Z kolei MVP spotkania, Kuba Fiszt, stał się koszmarem trzeciego blokującego ligi, Bartka Niewczasa, co chwilę atakując albo przez pozostawioną w bloku dziurę, albo po prostu… ponad nim. Tymczasem u „Forumowiczów” słowa uznania należą się libero, Łukaszowi Chojnackiemu, który nieustannie przyjmował na siebie „bomby” posyłane przez Sebastiana Pasterkiewicza czy też Kubę Roszyka. Jedna z jego obronnych parad, po której efektownie, ale przede wszystkim ofiarnie, przebił piłkę na drugą stronę, została nagrodzona oklaskami całej drużyny żółto-czarnych. Jednocześnie atakujący MIKStury – Mateusz Łepkowski, grał w tym meczu z bolesną kontuzją palca. Po grze z takim zaangażowaniem nawet przegrani mogą schodzić z boiska z podniesionymi głowami.

MIKStura – Seargin 2-0 (27-25; 25-7)

Drużyna MIKStury podeszła do tego spotkania w roli zdecydowanego faworyta. Widać jednak, że taka sytuacja była dla „forumowiczów” zupełnie nowa, ponieważ popełnili oni typowy błąd – od początku meczu postanowili poeksperymentować z ustawieniem i pozycjami (choć, trzeba przyznać, częściowo wymusiły to dwie nagłe kontuzje). Czym się kończą takie eksperymenty? Cóż, gdyby członkowie tej drużyny obejrzeli serial „Czarnobyl”, o którym tak głośno jest w ostatnich tygodniach, na pewno przewidzieliby skutki… Mikstura zapłonęła radioaktywnym ogniem, który został zaprószony przez dobrą i konsekwentną grę Seargin w obronie oraz olbrzymi chaos po własnej stronie siatki. W ten sposób Seargin, po raz drugi w swojej historii, miało piłkę setową (24:23). Krążą pogłoski, że w tym momencie na boisko chciał wejść kapitan MIKStury – i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ma skręconą kostkę. Eksperymentatorzy urwali się jednak ze stryczka, kończąc najdłuższego seta w dotychczasowej historii SL3 wynikiem 27:25. Drugi set potrwał jednak zdecydowanie krócej. Seargin ugrało w tej partii jedynie 7 punktów, nie mogąc znaleźć sposobu na ataki oraz zagrywki MVP spotkania – Rafała Arytmiuka, czyli kolejnego „transferu medycznego” MIKStury. Seargin nie może być jednak załamane swoją postawą. Widać w tej drużynie olbrzymi postęp, gra na dwóch rozgrywających zaczyna dobrze funkcjonować. Jest też chęć do wygrywania – wszak Tomek Dombrowski w zakulisowych rozmowach po meczu mówił o sporym niedosycie i miał do tego zupełne prawo. W szczególności, że kolejna szansa dopiero na zakończenie ligi, w bardzo trudnych spotkaniach z Axis i Speednetem.

Wirtualna Polska –Speednet 0-2 (19-25; 15-25)

Bardzo dobrą frekwencją na meczach swojej drużyny może pochwalić się drużyna Speednetu. Nie mówimy tu tylko o samych graczach, których na mecz przybyło aż jedenastu, ale również o kibicach, którzy na każdym spotkaniu wiernie kibicują swojej drużynie. Szóstego czerwca ekipa z Parku Naukowo-Technologicznego zaprezentowała się w nowych strojach. Mimo, iż jest to typowo męska drużyna to kolor landrynki sprawia, że Redakcja zaczęła się zastanawiać, który z graczy składał zamówienie ;-). Zapowiadając mecz wydawało nam się, że będzie to wyrównane starcie. Z perspektywy czasu oraz tego co zobaczyliśmy na boisku numer trzy, można śmiało stwierdzić, że się myliliśmy. Trójka nie okazała się tym razem szczęśliwa dla Wirtualnych i musieli po raz siódmy przełknąć gorycz porażki. Jak przyznał w wywiadzie pomeczowym kapitan drużyny Wirtualnej Polski – Jędrzej Matla – to nie był ich dzień. W normalnych warunkach prawdopodobnie bardziej postawiliby się Speednetowi. Nie ma co gdybać. Fakty są takie, że po wygranej Speednetu i kolejnych trzech puntkach doszło do sytuacji w której aż cztery drużyny mają po czternaście punktów. Jak widać, rywalizacja i przetasowania będą trwały do końca!

AXIS – Volley Gdańsk 0-2 (13-25; 13-25)

Każdy z nas miewa w życiu fakty, rzeczy oraz wydarzenia, które będą mu się bardzo źle kojarzyć i okres, w którym to się wydarzyło najchętniej wymazaliby z pamięci. Dla drużyny czerwonych bez wątpienia może to być szósty czerwca, bowiem w tym dniu przegrali dwa spotkania. O godzinie 20:35 niespodziewanie ulegli Asom B Klasy, natomiast o 21:35 przyszło im się zmierzyć z jedyną niepokonaną drużyną w lidze. Wynik od początku był łatwy do przewidzenia. Volley na finiszu ligi stawia na bardzo mocną kadrę i w czwartkowy wieczór na hali było około piętnastu graczy żółto-czarnych. Nie przedłużając… ekipa Maćka Kota pewnie wygrywa dwunaste spotkanie i spokojnie oczekuje El Classico Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – meczu z Trójmiejską Strefą Szkód. Pozostając jednak przy ostatnim meczu – swoimi „flotami”, dosłownie miażdżył przeciwników Mateusz Kwidziński, zdobywając w ten sposób aż sześć punktów. Czerwoni od początku spotkania mieli potężne problemy z przyjęciem nie tylko Kwidzyna, ale również innych graczy żółto-czarnych. Oddali w ten sposób aż 13 punktów, co na realia Siatkarskiej Ligi Trójmiasta jest wynikiem z kosmosu. Katem drużyny AXIS w ostatniej akcji meczu okazał się nominalny libero – Sebastian Miąsko, który posłał w parkiet takiego gwoździa, po którym zatrząsała się ziemia aż w Melbourne. 

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.