Podsumowanie ósmej kolejki

Ósma seria gier przebiegła bez większych niespodzianek. Zgodnie z przewidywaniami swoje mecze wygrały drużyny z BIG4 – Volley Gdańsk, Trójmiejska Strefa Szkód, Wstrząśnięci nie Zmieszani i Straż Pożarna Gdańsk. W jednym z najciekawszych z dotychczasowych spotkań w całej lidze Team Spontan wygrał po tie-breaku z MIKSturą. Zapraszamy na podsumowanie ósmej kolejki!

Volley Gdańsk – DNV GL S*M*A*S*H 2-0 (25-20; 25-11)

Początkowo, przez problemy kadrowe, ekipa  DNV GL S*M*A*S*H chciała rozegrać spotkanie przeciwko Volley w innym terminie. Tak się jednak złożyło, że ostatecznie w środowy wieczór doszło do konfrontacji, której wynik – umówmy się – był do przewidzenia. Naprzeciw DNV stanęli bowiem świeżo upieczeni brązowi medaliści mistrzostw Polski i jednocześnie złoci medaliści ligi PALPS. W tej drugiej najlepszym zawodnikiem wybrany został przyjmujący – Przemek Wawer, który nie świętował zbyt długo i w środowy wieczór stawił się do konfrontacji przeciwko drużynie z Łużyckiej. Po kilku minutach gry na tablicy wyników widniał remis 5-5 i wcześniej wspomniany Przemek żartował, że skrót meczu nie może obejmować wydarzeń do tego momentu. W poczynaniach VG widać było duże rozprężenie, a co za tym idzie sporo błędów indywidualnych. Pierwszy set wygrali do 20, jednak trzeba przyznać, że większość punktów zdobytych przez DNV wynikała z błędów w zagrywce. Co ciekawe, Volley znów zamieszał swoimi zasobami i do rozgrywek wrócił znany i lubiany Sebastian Miąsko. Kolejną nowością był debiut naszego eksperta – Maćka Kota – w roli rozgrywającego. Jeśli jesteśmy przy drużynie z Gdańska to trzeba wspomnieć o MVP tego spotkania – szerokiemu jak drzwi kościelne – Sebastianie Pasterkiewiczu (pseudonim SILNY), który zdobył dla swojej drużyny aż 11 punktów. Drużyna DNV po początkowej serii czterech zwycięstw z rzędu zanotowała cztery porażki. Jak to w życiu bywa, po każdej burzy wychodzi słońce i team z Łużyckiej będzie chciał odwrócić kartę już 28 maja przeciwko drużynie Speednet. Ciekawe czy po tym spotkaniu rozpoczną zwycięską serię?

Team Spontan – MIKStura 2-1 (25-19; 18-25; 18-16)

Żyjący w XVIII wieku Benjamin Franklin powiedział: ,,W życiu pewne są dwie rzeczy: śmierć i podatki”. Po niemal 300 latach od wypowiedzenia tych słów dochodzimy do momentu, kiedy jego twierdzenie można obalić lub, kto woli, zmodyfikować. Franklin zapomniał bowiem dodać, że pewny jest również tie-break rozgrywany przez Team Spontan. Jako redakcja zastanawiamy się gdzie uciekła ich spontaniczność oraz element zaskoczenia. Jeśli chodzi o mecz to trzeba przyznać, że stał on na bardzo wysokim oraz wyrównanym poziomie. Można powiedzieć, że wśród obu ekip przed spotkaniem wystąpiła wzmożona mobilizacja. Do składu Spontanicznych wróciła Iza Narwojsz, a w Miksturze po raz pierwszy wystąpił Karol Grajewski, który przedstawił się szerszej publiczności z bardzo dobrej strony, gdyż zdobył dla swojej drużyny aż 10 punktów.  W pewnym momencie mecz z trybun obserwowało kilkadziesiąt osób i jak do tej pory było to spotkanie z bodajże największą kibicowską frekwencją. Gdy po pierwszym wygranym secie wydawało się, że potwierdzą się słowa przedstawicieli Spontanicznych i wygrają mecz w stosunku 2-0 kapitalną grę w drugiej odsłonie zaprezentowali ‘Forumowicze’.  Taki obrót spraw spowodował, że doszło do tie-breaka, który był niezwykle pasjonujący. Mikstura obroniła kilka piłek meczowych. Przegrywali bowiem już 14-11. Po chwili nieoczekiwanie najpierw doprowadzili do remisu, a następnie sami mogli doprowadzić do zakończenia meczu. Nie wykorzystali jednak swojej okazji. Ostatecznie, po obfitującym w dramaturgię tie-breaku zakończonym w stosunku 18-16 jedno z najbardziej pasjonujących spotkań w SL3 zakończyło się zwycięstwem  Spontanicznych. Dziękujemy Wam za te wspaniałe widowisko!

Wstrząśnięci nie Zmieszani – Speednet 2-0 (25-15; 25-19)

‘Always look on the bright sight of life’ – legendarny utwór z Monty Pythona, który został odświeżony w ubiegły weekend, podczas jednego ze spotkań piłkarskiej Ekstraklasy, jest kawałkiem, który kojarzyć może się z drużyną Speednetu. Mimo niekorzystnej passy i trzech porażek z rzędu, team z Parku Naukowo-Technologicznego potrafi dostrzec pozytywne aspekty w swojej grze. Po zakończonym spotkaniu, w którym ulegli faworyzowanej drużynie Wstrząśniętych nie Zmieszanych, na ich twarzach nie było wymalowanego smutku, złości czy bezsilności. Widać było natomiast wielką pasję, co z pewnością zaprocentuje w przyszłości. Po chłopakach widać pozytywne emocję i chęć podnoszenia swoich umiejętności. Jednak trzeba przyznać, że w środowy wieczór zabrakło argumentów na dobrze dysponowaną drużynę Wstrząśniętych. Do składu po turnieju w Rosji wrócił Andrzej Masiak i z marszu stał się najlepszym zawodnikiem spotkania. Można przypuszczać, że przysłużyło mu się syberyjskie powietrze. Ekipa Wstrząśniętych po zwycięstwie niejako odbiła sobie ubiegłotygodniową porażkę. W przyszłym tygodniu rozegrają kolejny mecz w którym będą zdecydowanym faworytem, bowiem zmierzą się z ostatnią drużyną w ligowej tabeli – Seargin.

DCT Gdańsk – Port Gdańsk 2-0 (25-13; 25-20)

W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy, że morale DCT Gdańsk ostatnio widziane były w okolicy stratosfery. Niestety, musimy Wam powiedzieć, że nie są już widziane nawet przez teleskop Hubbla. Wpływ na taki stan rzeczy miał styl w jakim pokonali Port Gdańsk. Kontenerowcy wyśmienicie rozpoczęli spotkanie i pierwszy set to wręcz demonstracja siły. Początek zwiastował istnym pogromem, gdyż w pewnym momencie na tablicy wyników widniało już 8-1. Portowcy jednak potrafili się podnieść i wyjść z twarzą, w rezultacie przegrywając seta do 13. Drugi set był już bardziej wyrównany, lecz zwycięsko wyszła ponownie drużyna DCT. Drugi raz z rzędu tytuł MVP zgarnia najlepiej blokujący gracz ligi – Piotr Kochanowski. W ekipie DCT zdecydowanie procentują treningi, na których zawodnicy regularnie się spotykają. Dzięki temu drużyna zanotowała awans w ligowej tabeli z 12 na 9 miejsce. Na swoim koncie mają już trzy zwycięstwa, a jeszcze niedawno sami gracze zastanawiali się czy będą w stanie ugrać kilka punktów. Co do Portu to przyszły tydzień zapowiada się bardzo ciężko. Zagrają bowiem z Volley Gdańsk oraz Team Spontan i poprawa ich sytuacji wydaję się być z gatunku science-fiction.

Asy B Klasy – Straż Pożarna Gdańsk 0-2 (12-25; 10-25)

Przed meczem dwie zawodniczki drużyny Asy B Klasy – Wiktoria Siniecka oraz Patrycja Bachórz udzieliły wywiadu, w którym zapowiedziały, że nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa, lecz przyznały, że spotkanie ze Strażakami wydaje się być mission impossible. Niestety dla nich ich obawy w pełni potwierdziły się na boisku. Wśród Asów zabrakło wartościowego gracza – Bartka Nydzy, który zmaga się z przeziębieniem. Strażacy z kolei do rywalizacji desygnowali tylko sześciu zaprawionych w boju graczy. Jak do tej pory tylko trzech zawodników z ich ekipy może pochwalić się wzorową frekwencją. Mowa tutaj o Filipie Ziółkowskim, Mateuszu Pytlu oraz Michale Mańkowskim. Można powiedzieć, że zadanie zostało przez strażaków wzorowo wykonane. Nie dali szans Asiorom na osiągnięcie korzystnego wyniku. Po spotkaniu Karol Masiul, Mateusz Pytel oraz Filip Ziółkowski zajmują odpowiednio trzecie, czwarte oraz piąte miejsce w klasyfikacji najlepiej punktujących graczy ligi. Przed Asami ogromna szansa na poprawienie dorobku punktowego. W następny czwartek zmierzą się z Seargin. Strażacy z kolei kolejny mecz zagrają z MIKSturą i będzie to bez wątpienia cięższy mecz niż ten, który rozegrali w środowy wieczór.

Trójmiejska Strefa Szkód – Wirtualna Polska 2-0 (25-16; 25-17)

Przed meczem żartobliwie dało się słyszeć, że lepsze sześć wilków niż stado baranów. Słowa te nawiązywały do niskiej frekwencji w drużynie Trójmiejskiej Strefy Szkód podczas spotkania z Wirtualną Polską. Jeszcze tydzień wcześniej w spotkaniu ‘Czarnych’ z Wstrząśniętymi trzeba było chłopakom przypominać, że do protokołu można wpisać maksymalnie dwunastu graczy, a w środowy wieczór – przeciwko Wirtualnym – wystąpiło tylko sześciu zawodników. Niezależnie od kwestii frekwencji, Trójmiejska Strefa Szkód świetnie poradziła sobie z pokonaniem kolejnej bariery w drodze do wygrani ligi. Wirtualna z kolei udowodniła, że jest naprawdę solidną drużyną i nie sprzedadzą skóry tanio nawet z faworyzowanym rywalem. Drugi mecz z rzędu w TSS rozegrał Piotrek Watus, który pozostaje jedynym graczem w drużynie, który nie ma zdjęcia profilowego. Życzliwi koledzy z drużyny przekazali, że Piotrek stwierdził, że włosy nie ułożyły mu się w oczekiwany sposób i na zdjęcie musimy poczekać minimum do przyszłego tygodnia. Najlepszym zawodnikiem meczu był świetnie dysponowany od pewnego czasu, Wojtek Ingielewicz z Trójmiejskiej Strefy Szkód, który zdobył 10 punktów.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.